Niezwykły bar w górach. Zamiast barmana jest skarbonka.

1

Otwierając bar w środku lasu pan Vaclav wywiesił cennik i skarbonkę na pieniądze oraz puszkę z drobnymi, by można było sobie samemu wydać resztę. Dotąd nie zbankrutował. – Często turyści pochodzą po barze, pooglądają i odchodzą, bo nie wierzą, że mogą się sami obsłużyć, że nikt nie pilnuje, czy zapłacą.

Jeśli szukasz ciekawych miejsc do biegania na nartach, z dala od obleganych kurortów, to koniecznie pojedź do maleńkiej Horni Lipovej w Sudetach, na pograniczu polsko-czeskim. Na trasie pod górą Smrk, najwyższym szczytem Gór Rychlebskich, będących częścią obszaru Jeseników, natrafisz na bar. Jest otwarty 24 godziny na dobę, ale to nie całodobowa dostępność czyni go wyjątkowym.

Nie ma w nim drzwi i okien. Są za to dwie ściany, stoły, ławy i całkiem niezły asortyment: gorąca herbata, grzane wino i kiełbasa z coolera do usmażenia w kominku, w którym stale pali się ogień (pociętych szczap drewna nie brakuje).

Nie byłoby i w tym nic dziwnego, ale w Leśnym Barze (z czeskiego – Lesni Bar) nie ma nikogo, kto by turystów kasował. Bo Vaclav Pavlicek, inżynier i miejscowy leśnik, który wspólnie z córką zawiaduje interesem, nie ma czasu go pilnować. Kupuje towar, dowozi drewno, a poza tym ma wiele innych spraw na głowie. To turyści dokładają do kominka, gotują herbatę albo smażą kiełbaski.

Pan Vaclav wywiesił cennik i skarbonkę na pieniądze oraz puszkę z drobnymi, by można było sobie samemu wydać resztę. Od ośmiu lat, kiedy założył Leśny Bar, nie zbankrutował.

– Czasami turyści pochodzą po barze, pooglądają i odchodzą, bo nie wierzą, że mogą się sami obsłużyć – opowiada.

Gdy go otwierał, mówił w czeskiej prasie, że wierzy w ludzką uczciwość. I się nie przeliczył. Turyści, nawet jeśli nie mają przy sobie pieniędzy, to przelewają należność na konto bankowe (o podanie numeru prosili na pozostawianych karteczkach). Albo zostawiają takie wiadomości: „Pięć piw. Zapłacę jutro. Nie mam drobnych”. A piwo kosztuje tu tylko 15 koron (czyli nieco ponad 2 zł).

Pomysł na Leśny Bar przyszedł do głowy inżyniera Pavlicka (na zdjęciu powyżej), gdy jako pracownik Lasów Czeskiej Republiki budował przy szlakach turystycznych drewniane wiaty odpoczynkowe. Instruktorzy nordic walking z okolic namawiali go, by przygotować przy nich także drewniane korytka, do których skierowałoby się wodę z potoków, bo moczenie przedramion w zimnej wodzie jest bardzo korzystne dla zdrowia piechurów.

– Pewnego razu podczas pracy wrzuciłem do korytka kilka napojów, żeby je ochłodzić, i zostawiłem je na noc. Ktoś mi je wypił, ale zostawił drobne pieniądze – wspomina. Zostawiał z czasem coraz więcej napojów, z czego korzystało coraz więcej turystów zostawiających obok korytek należne pieniądze. A także prośby na kartkach, co jeszcze warto by dla nich przyszykować.

Wkrótce Pavlicek postawił blaszane czajniki z kawą i herbatą do zagrzania na ognisku oraz paluszki. Niebawem zabrał się za budowę baru w środku lasu.

Ludzie goszczący w nim czasami nie wierzą, że pieniądze dotrą do właściciela, więc zanoszą mu je osobiście do wioski. Bywa, że ktoś zabiera z chaty wszystkie drobniaki i zostawia je u Pavlicka, bo uważa, że jest ich już za dużo i może kogoś korcić, by je podwędzić.

Zdarzyło się, że miejscowa młódź kilkakrotnie bar okradła, czy to z pieniędzy, czy z piwa. Ale pan Vaclav nie zgłasza tego policji, choć dobrze wie, kto go okrada. Chodzi tylko do złodziejaszków i uzmysławiam, że śmieszne jest rabowanie towaru za 200 koron (ok. 30 zł). – Wierzę, że niebawem będą tu chodzić raczej pilnować, niż wykradać – wyznaje.

Znajomi radzili mu zainstalowanie w barze kamery internetowej, ale na ich pomysły nie przystał. – Mój Leśny Bar straciłby klimat. To ja wolę stracić parę koron – skwitował.

Sława Leśnego Baru rozeszła się już nie tylko po Jesenikach. W internecie piszą o nim nawet w australijskim Brisbane. Vaclavowi Pavlickowi poradzono więc, by pomysł Leśnego Baru opatentować, by nikt go nie skopiował. Ale nieco ponadpięćdziesięcioletni leśnik, pokonujący dziennie po dwa, trzy razy 1,5 km z wioski Horni Lipova do baru pod górą Smrk te sugestie odrzucił: – Drugi taki wariat się tak od razu nie znajdzie.

{gallery}wiadomosci_2015/02.16/3{/gallery}

Cały tekst: wroclaw.gazeta.pl >>

Dodaj komentarz