Niezwykły pomysł pszczelarza – domki do apiterapii pomagają w wielu dolegliwościach

6

Jan Borzęcki skonstruował budkę na sześciu ulach. W środku jest łóżko, a pod nim pszczoły. Podobno bzyczenie pomaga walczyć z depresją, a zapach powietrza z ula ułatwia oddychanie.

6

Na niewielkiej górce w Maszkowicach, ponad łąką usianą kilkudziesięcioma ulami, stoi niewielki drewniany domek. Jego ściany zdobią kolorowe malunki, a  rolę fundamentów spełnia sześć uli. To domek do apiterapii, który samodzielnie wykonał pszczelarz Jan Borzęcki. Z dumą podkreśla, że był pierwszy w Polsce. – Takie domki stają się coraz popularniejsze. Ręki nie dam sobie uciąć, że to wciąż jedyny egzemplarz w  kraju – żartuje pan Jan. – Ale na Sądecczyźnie na pewno. Niektórzy słysząc o nim pukają się w czoło. Nie wierzą, że samo przebywanie z pszczołami może mieć wpływ na poprawę naszego zdrowia. Ja sam na początku w to nie wierzyłem, póki nie spróbowałem.

Otwarty na nowinki

Miłości do pszczół Jana Borzęckiego nauczyli dziadek i tata. Obaj mieli własne pasieki. Jan własną założył dopiero 15 lat temu. Wcześniej był budowlańcem. – Te pszczoły były mi chyba pisane. Zaczęło się od kilku uli, a przez lata dochodziły kolejne – opowiada Jan Borzęcki.

Teraz prowadzi trzy pasieki. Jedną w Przysietnicy, w której mieszka, drugą w Brzynie, a trzecią w Maszkowicach. Ma w sumie 80 uli, a w każdym w sezonie około 80 tys. pszczół. Wytwarza produkty ekologiczne. Jego pszczoły znoszą nektar z górskich pól i lasów. Z nich powstają miody z przewagą mniszka lekarskiego, lipy oraz spadziowe. Oprócz tego wytwarza propolis, mleczko i pył. Hoduje także pszczele rodziny na sprzedaż. – Pasją zaraziłam się od męża, choć początkowo strasznie się bałam pszczół. Przecież ich ukąszenie w niektórych przypadkach może skończyć się nawet śmiercią – wyznaje Władysława Borzęcka. – Pszczół już się nie boję. Wiem, że to pożyteczne owady – dodaje.

„Pszczoły wytwarzają wokół siebie biopole o zasięgu 60 cm. Jak zapewnia Jan Borzęcki ma ono zbawienny wpływ na całe ludzkie ciało.”

Jan do ukąszeń jest przyzwyczajony. Bywa, że zaatakuje go nawet i 20 pszczół. Ale to go nie zniechęca. Praca w pasiece daje mu satysfakcję i mobilizuje do nauki. – Przez lata pszczelarstwo się zmieniło. Pasiekę prowadzi się inaczej, niż robili to mój dziadek i tata – zaznacza Borzęcki. – Dlatego ciągle się szkolę. Jestem dyplomowanym mistrzem pszczelarstwa, który chłonie każde nowinki. I to nie tylko te związane z hodowlą i produkcją miodu. Chłonie też wszelkie informacje związane z apiterapią, czyli leczeniem chorób produktami pszczelimi. O domkach usłyszał w 2013 roku podczas pobytu na Światowym Zjeździe Pszczelarzy w Kijowie. – Słuchałem zafascynowany, choć nie od razu uwierzyłem w jego cudowne działanie. Nikt tam, niestety, nie pokazał mi jak taki domek wygląda, ale zbierałem wszystkie informacje – wspomina pan Jan. – W głowie miałem gotową wizję domku. Stwierdziłem, że po powrocie wybuduję taki dla własnych potrzeb – dodaje.

Połóż się na pszczołach

Pierwsi do domku weszli pan Jan i jego syn Arkadiusz. Położyli się na drewnianych pryczach. Pod każdą lata 250 tys. pszczół. – Kojące bzyczenie szybko nas uśpiło. Drzemka trwała pół godziny albo więcej. Było przyjemnie, ale różnicy nie poczuliśmy – przyznaje szczerze Borzęcki. – Dopiero kolejne sesje z pszczołami przyniosły efekty.

Według lekarzy zajmujących się apiterapią już samo przebywanie w pomieszczeniu z pszczołami działa na człowieka kojąco. Bzyczenie uspokaja, wdychanie pszczelego powietrza pomaga w oddychaniu i obniża ciśnienie. „Ja za zgodą lekarza odstawiłam tabletki na ciśnienie” – wtrąca się pani Władysława. – „Zamiast je łykać, chodzę do domku się wylegiwać” – dodaje.

O domku Borzęckich najpierw dowiedzieli się sąsiedzi. Na początku przychodzili, żeby zaspokoić ciekawość, teraz regularnie po zdrowie. Potem do Maszkowic zaczęli przyjeżdżać ludzie z całego kraju.

„Mam astmę oskrzelową i do niedawna skarżyłem się na bóle w krzyżach. Po siedmiu sesjach wszystko ustąpiło” – przekonuje Jan Kierpiec z Wadowic. – „Z każdą kolejną czuję się coraz lepiej. A co najważniejsze mam więcej energii, niczym szesnastolatek, co może potwierdzić moja żona” – dodaje.

Z domku Borzęckich może skorzystać każdy. Wcześniej trzeba się jednak umówić z pszczelarską rodziną. „Nie mamy cennika. Nasi klienci apiterapię otrzymują gratis do zakupów miodu lub innych produktów z pasieki „- podpowiada Jan Borzęcki. – „A jeśli ktoś chce tylko poleżeć z pszczołami, to niech zostawi na cukier.”

Janusz Kasztelewicz, pszczelarz. Od 1973 roku prowadzi Gospodarstwo Pasieczne Sądecki Bartnik w Stróżach.

Domki do apiterapii cieszą się ogromną popularnością na Ukrainie i w Rosji. Tam w ostatnich latach powstało ich najwięcej. Sam wybieram się za kilka dni do Niemiec, gdzie dużym powodzeniem cieszą się inhalatornie. Są to pomieszczenia, do których się wchodzi i oddycha powietrzem z ula. Myślę, że domek Jana Borzęckiego może działać w podobny sposób. Jeszcze nie zastanawiałem się nad inwestycją w inhalatornię, czy domek. Kto wie, może decyzję podejmę podczas wyjazdu do Niemiec. O leczniczych zaletach miodu wie prawie każdy. Pszczoły też takie posiadają, w końcu to one produkują miód. A zainteresowanie apiterapią w Polsce jest coraz większe.

Inspiracja do działania

Jacek Nowak,  prowadzi Pasiekę Barć im. księdza dra Henryka Ostacha w Kamiannej.
Atmosfera ula jest przyjazna dla człowieka. Wystarczy przywołać przykład księży, którzy od lat zajmują się hodowlą pszczół. Po cyklu rekolekcji, po Świętach Wielkanocnych, dzięki pracy przy ulach dużo szybciej regenerowali nadszarpnięte struny głosowe. Zresztą pszczelarze zawsze cieszą się dobrym zdrowiem i bardzo długo żyją. Taki domek do apiterapii to dobra rzecz. Nawet nie wiedziałem, że kolega Borzęcki coś takiego postawił. Będę musiał się do niego wybrać i kto wie, może też taki kiedyś powstanie w mojej pasiece. Przecież wdychanie powietrza z ula pomaga w oddychaniu. Na ukojenie nerwów nie ma nic lepszego, jak wsłuchanie się w kojące dźwięki bzyczenia pszczół.

Źródło: Gazeta Krakowska

Dodaj komentarz