Prawdziwy skarb

Jest taka przypowieść o młodym człowieku, który dawno temu żył w Istambule w Turcji. Ponieważ był bardzo biedny, miał tylko jeden pokój, z kilkoma książkami i łóżkiem polowym do spania. Pewnej nocy ten młody mężczyzna miał sen – wizję. Zobaczył w nim siebie, idącego ulicą miasta, które rozpoznał jako Kair w Egipcie, miejsce, w którym nigdy wcześniej nie był.

Wyraźnie widział nazwę ulicy i domy stojące przy drodze. Zauważając adres, skierował się w stronę pewnego, konkretnego domu. Wszedł na dziedziniec, wyłożony mozaiką, a potem do głównego budynku. Otwarte drzwi poprowadziły go do pewnej komnaty. Siedział tam stary człowiek, otoczony skarbami, które przerastały wszelkie wyobrażenia młodego mężczyzny.
Diamenty, szmaragdy i rubiny tworzyły wysokie stosy w kształcie piramid. Pod  ścianami ułożone były sztabki złota i srebra. Nadzwyczajne dywany i kobierce z całego świata leżały u jego stóp. Młody człowiek spoglądał ze zdumieniem to na skarby, to na siedzącego starca, ponieważ w jakiś sposób zgadywał, że całe to bogactwo należy właśnie do niego.  Nie wiedział skąd o tym wie (w końcu to była wizja), ale był pewien, że ma prawo do tego wszystkiego.
Sen się skończył. Młodzieniec był tak przekonany o jego prawdziwości, że jeszcze tego samego dnia wyruszył w długą podróż z Istambułu do Kairu po swoje skarby. W tamtych czasach podróże trwały długo, a że mężczyzna był biedny, musiał pracować po drodze, aby zapłacić za jedzenie i noclegi. Po wielu miesiącach dotarł wreszcie do celu podróży i odszukał ulicę, którą widział w swoim śnie. Gdy na niej stanął, wszystko wydało mu się znajome. Budynki były dokładnie takie, jak w jego śnie – wizji. Bez trudu rozpoznał dom, w którym znajdował się starzec i skarb. Pamiętając drogę, wszedł przez mozaikowy dziedziniec, a potem do komnaty skarbów, do których rościł sobie prawo.

477391960
Rzeczywiście siedział tam stary człowiek, ale nie było żadnych klejnotów, żadnego złota ani srebra, żadnych dywanów, ani kobierców. Młodzieniec, niezrażony ich brakiem, skierował wzrok na starca i powiedział –  Jako że dotychczas wszystko było identyczne jak w mojej wizji, wnioskuję, że bogactwo zostało gdzieś ukryte. Proszę oddaj mi je.

Stary człowiek milczał przez jakiś czas, uważnie obserwując przybysza, a jego oczy lśniły blaskiem. Po chwili przemówił – To dziwne. Ja także miałem sen. Śniłem o młodym mężczyźnie z Istambułu, który wyglądał dokładnie jak ty.
– Tak, mów dalej – zachęcał młody człowiek, pewien, że te informacje doprowadzą go do skarbu.
Stary mężczyzna opisywał ulicę w Istambule, na której mieszkał młodzieniec. Opisał jego ojca i matkę, rodzeństwo, przyjaciół z pracy oraz książki na półce w jego pokoju. W mojej wizji – powiedział starzec – Największym skarbem, cenniejszym niż wszystkie, błyszczące kamienie i metale świata, był sam ten młody człowiek, leżący na małym polowym łóżku w tamtym pokoju.

Nagle mężczyzna uświadomił sobie, co starzec miał na myśli. Pojął, że to jego ŻYCIE, jego własne istnienie jest tym wielkim skarbem, którego kiedykolwiek pragnął czy potrzebował. Ogarnął go głęboki spokój. Skłonił się nisko przed starcem i wyszedł. Wrócił do domu, do Istambułu, gdzie przeżył radośnie resztę życia.

radość-z-życia-750x410

    Choć głównym wątkiem w tej opowieści  jest podróż młodego człowieka z powrotem do samego siebie, mnie interesuje także postać starego mędrca. Jego obecność i klarowność były tak silne, że za pomocą paru słów potrafił sprawić, iż młodzieniec przebudził się do największej realizacji swojego życia. Historia ta ukazuje równocześnie jak spokój prostego istnienia jest nie tylko nagrodą samą w sobie, ale i błogosławieństwem dla wszystkich, którzy się z nim zetkną. Będąc w tym stanie, stajemy się niczym długi cień drzewa, w ciszy dając ukojenie i schronienie tym, którzy przeżywają różne życiowe zawirowania i burze.

W prawdziwym zrozumieniu nie istnieje żadna myśl o tym, że spokój znajduje się gdziekolwiek poza naszym własnym bytem. Spora część naszego świata jest w chaosie i tak było od zawsze. Nawet w czasach względnego spokoju, wydarzenia codziennego życia mogą skomplikować się w każdej chwili – kłopoty z współmałżonkiem, dziećmi czy przyjaciółmi, problemy z pracą, ktoś ukochany miał wypadek lub zachorował, nasze własne zdrowie jest zagrożone, krewni i przyjaciele umierają. Kiedy czytamy gazety i słuchamy wiadomości, ten świat może naprawdę wydawać się piekłem. Wojny, dewastacja środowiska, miliony głodujących, przemoc, terroryzm, tortury, porywane i mordowane dzieci – o tym wszystkim dowiadujemy się każdego dnia z regularnością uderzeń bębna. Jak możemy odnaleźć spokój w takim świecie? Odpowiedź brzmi – nie możemy. Nie odnajdziemy trwałego spokoju w okolicznościach i sytuacjach.

A mimo to istnieje azyl. Nie w okolicznościach tego świata, lecz w rozpoznaniu ciszy, która je zawiera. Ta cisza jest naszą własną głęboką i prawdziwą naturą i możemy ją odwiedzać lub żyć w niej zawsze, gdy pamiętamy, żeby to zrobić. Podczas moich spotkań  ludzie czasem zastanawiają się co mogą zrobić dla świata. Mówię wtedy o konieczności poznania skarbu, jakim jest samo bycie i znalezienia tam spokoju, który nie zależy od niczego innego. To zrozumienie sprowadza ciszę i spokój na każdego, kto się z tym spotka. To zmniejsza przemoc i lęk w świecie oraz przypomina innym o darze, który jest cenniejszy niż wszystkie znane bogactwa. W ciszy możemy to poczuć – wieczność uśpiona jest w nas.

Opowieść pochodzi z książki Catherine Ingram – Namiętna Obecność (www.bialywiatr.com)

One thought on “Prawdziwy skarb

  • 1 listopada 2015 at 14:15
    Permalink

    piekne

    Reply

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: