Dzieci czytają psom w schronisku w Małej Wsi

161c55fe-6a3a-4481-8cab-c0d161c382c1

Tom Justyniarski – to on wymyślił akcję „Dzieci czytają książki psom w schronisku”, która pod koniec maja wystartowała w Słupsku. Mała Wieś była trzecią polską miejscowością, do której zawędrowała. Wcześniej Tom pracował jako rzecznik prasowy miasta stołecznego Warszawy (na Pragę Południe) oraz Straży dla Zwierząt w Polsce, wykładał w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego na specjalizacji marketing medialny i public relations.

Swoją akcją chce pomagać i dzieciom, i psom.

Dzieci uczą się wrażliwości, szacunku dla zwierząt. Zaczynają rozumieć, że to istoty żywe i tak jak my czują, kochają, cierpią. A psy… Psy ponownie oswajają się z człowiekiem, przyzwyczajają się do ludzkiego towarzystwa. Stają się spokojniejsze. Zaczynają ufać. Czują się potrzebne, skoro ktoś poświęca im czas. Dzięki temu jest więcej adopcji czworonogów. Przecież nikt nie zaadoptuje psa, który biega po boksie jak szalony i szczeka. Albo takiego, który boi się wyjść z budy.

z20254264V

Na początku Tom tłumaczy dzieciakom, że psy nie oceniają ich czy czytają dobrze, czy źle.

Dla nich ważny jest sam kontakt z człowiekiem. Jego uwaga i zainteresowanie. To je odpręża. W boksach siedzą właściwie cały czas, więc cieszą się, że ktoś je odwiedza – tłumaczy.

Dzieci są zachwycone. Mogą przejść wśród boksów i wybrać psa, któremu będą czytać. Błyskawicznie tworzą się pary. Kiedy już wszyscy się dopasują, zaczyna się czytanie.

Nagle robi się cicho. Psy przestają ujadać i biegać po boksach. Niektóre wychylają głowy z bud, inne z nich wychodzą. Jakby przestawały się wstydzić. Słychać tylko czytających. Magiczna harmonia – zwierzaki naprawdę słuchają, choć pewnie zbyt wiele nie rozumieją. Ale czy to ważne? Kładą się obok i zamykają oczy. Albo… wąchają książki. Merdają ogonami. Patrzą na czytające dzieci. Jeszcze inne przytulają się do ogrodzenia, żeby być jak najbliżej swoich lektorów.

Czytaj więcej na plock.wyborcza.pl

 

Dodaj komentarz