Ratusz zatrudnił nianie, to alternatywa dla żłobków


Magdalena Szeniawska zajmuje się swoim synem Lubomirem (na zdjęciu) i czworgiem innych dzieci (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Już 40 maluchów w Warszawie zajmują się wykwalifikowane opiekunki. Rodzice płacą jak za żłobek i organizują pomoc. Punkty działają m.in. na Żoliborzu, Bielanach, Saskiej Kępie, Targówku

Katarzyna Chojnacka woli, żeby nazywać ją opiekunką dzienną, a nie nianią. Jest po specjalistycznym szkoleniu, ma dyplom. Dziećmi opiekowała się już w liceum. – Spotkałam niedawno pierwszą dziewczynkę, którą się zajmowałam. Ma już 15 lat. Potem pracowałam u różnych rodzin – opowiada.

Teraz opiekuje się piątką maluchów (od roku do mniej więcej dwóch lat). Zajmuje się nimi w mieszkaniu przy ul. Bytomskiej na Starym Żoliborzu. Codziennie wspiera ją ktoś z rodziców. Każda rodzina musi zapewnić pomoc oraz wyżywienie przez jeden dzień w tygodniu. Wczoraj wolontariuszką była Magdalena Szeniawska, mama Lubomira. – Skrzyknęliśmy się z trzema rodzinami już wcześniej, zanim miasto uruchomiło swój projekt – opowiada. – Zajmowaliśmy się dziećmi na zmianę, u siebie w domach. Szukaliśmy alternatywy dla żłobka, takie miejsce to dla mnie najlepsza forma opieki. Teraz pomagamy jako wolontariusze opiekunce naszych dzieci. Mamy i ojcowie.

„Maluchy znają rodziców innych dzieci”

Wolontariat ma też inne plusy. – Dzięki temu, że nasze maluchy znają rodziców innych dzieci, nie ma problemu z opieką w weekendy. Mieszkamy wszyscy w okolicy. Ja zajmę się czyimś dzieckiem, potem ktoś moim. Taka wymiana w banku czasu – tłumaczy pani Magda.

Warszawscy urzędnicy mówili o takiej formie opieki już wiosną dwa lata temu. Możliwości zatrudniania tzw. dziennych opiekunów dała wtedy gminom tzw. ustawa żłobkowa. Rada Warszawy przyjęła nawet uchwałę o wysokości pensji (2,5 tys. zł brutto przy piątce dzieci). Gdy jednak ratusz ogłosił konkurs, okazał się nie do przejścia. Barier było kilka. Kandydatka musiała pochwalić się ukończonym płatnym kursem dla opiekunek. Tymczasem firmy ich nie organizowały – z braku chętnych. Do tego ratusz wymagał od opiekunów dziesięciogodzinnego dnia pracy i zorganizowania sobie osoby do pomocy (bez wynagrodzenia). Skończyło się fiaskiem, nikt nie chciał zaryzykować.

Ale urzędnicy nie odłożyli sprawy do szafy. – Mieliśmy pewne doświadczenie, kilka sugestii i dużo determinacji – tłumaczy Tomasz Pactwa, dyrektor miejskiego Biura Pomocy i Projektów Społecznych. – Na przykład organizacje pozarządowe sugerowały, żeby stawiać na grupy kolektywne, na współpracę z rodzicami. Postanowiliśmy zbudować coś, wykorzystując możliwości urzędu i potencjał pozarządowy. Dlatego w biurze wymyślono projekt „Co-dzienny opiekun w Warszawie”, w partnerstwie z Instytutem Komeńskiego (został wyłoniony w konkursie). Projekt dostał ponad 1 mln zł dofinansowania z unijnego funduszu społecznego. Zaczęło się szukanie rodziców. Zaproszono m.in. osoby czekające na miejsce w żłobku, które zadeklarowały w podaniu, że są gotowe skorzystać z opiekuna. Warunkiem było też, by co najmniej jedno z rodziców nie było aktywne zawodowo (opieka nad dzieckiem ma pomóc w znalezieniu pracy). Zajął się tym Instytut, który pomagał rodzicom dobierać się w grupy, a także rekrutował kandydatki na opiekunki i przeszkolił je, a także zorganizował warsztaty dla wolontariuszy (m.in. z pierwszej pomocy). – Projekt się sprawdza. Rodzice są bardzo zaangażowani, kibicują sobie nawzajem – opowiada Ula Malko, koordynatorka projektu w Instytucie Komeńskiego. – Jednym z trudniejszych punktów było znajdowanie mieszkań, ale i to się udało. Potem rodzice pomagali w meblowaniu, przynosili zabawki, organizowali pościel czy wózki.

„Będziemy zachęcać władze Warszawy”

Dziś działa już osiem punktów, dwa kolejne zaczną pracę lada dzień. Rodzice płacą za godzinę opieki 1,78 zł (jak w żłobku). Opiekunka zarabia ok. 2,5 tys. zł brutto. – Działanie tych punktów na pewno nie będzie droższe niż żłobków. Będziemy zachęcać władze Warszawy do angażowania się w ich utrzymanie i tworzenie kolejnych – mówi Ula Malko.

Dyrektor Pactwa na razie mówi tylko tyle, że projekt wygląda „bardzo optymistycznie”, ale ostateczna decyzja będzie podjęta dopiero po wystawieniu mu oceny. W kolejce do żłobka czeka w tej chwili ponad 5,3 tys. dzieci

 

Źródło: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34862,15147431.html