Historia Marka


smart-1348189_960_720

Mark od zawsze pragnął być niezależny. Usamodzielnił się odkąd skończył szesnaście lat. Z jakiegoś powodu nigdy mu się nie wiodło, choć nie dlatego, że się nie starał. Pracował w czterech różnych miejscach, ciągle był zajęty i miał niewiele czasu na cokolwiek innego. Bez względu na to, co robił, żył od wypłaty do wypłaty. Mimo wszystko wierzył, że jego dobra passa znajduje się tuż za rogiem.

Mark był wielkoduszny i życzliwy. Zawsze wesoły i chętny do pomocy, choć sam nigdy o nią nie prosił. Żaden z jego przyjaciół nie wiedział o jego problemach, ani samopoczuciu. Nieustannie był czymś zajęty, żeby unikać własnych kłopotów i prawdy o swoim doświadczeniu.

Któregoś dnia pomagał przyjacielowi w przeprowadzce i kiedy wracał do domu jakiś samochód uderzył w tył jego auta, kompletnie zgniatając lewą stronę. Dodatkowo, uderzenie spowodowało, że samochód Marka obrócił się i przodem zderzył z lewą barierką, niszcząc także cały przód pojazdu. Spod maski natychmiast zaczął wydobywać się dym. Mark zdążył wyskoczyć z auta, które stanęło w płomieniach.  Wkrótce nadjechała pomoc, a skasowany samochód odholowano.  Mark został przewieziony do szpitala z pokaleczonymi plecami, złamanym nosem, oparzeniami i otarciami z przodu ciała po otwarciu się poduszki powietrznej.

Mark stracił matkę jako małe dziecko i nigdy nie doświadczył troskliwej opieki, której chciał czy potrzebował. Dorastał, próbując zdobyć miłość ojca alkoholika. Rzecz jasna, nigdy jej nie otrzymał, więc opuścił dom mając szesnaście lat. Lewa strona samochodu odzwierciedliła jego przeszłość – matkę i  potrzebę przyjmowania.

Zniszczenie przodu pokazywało ku czemu się kierował. Gdyby (poprzez wypadek) go nie zatrzymano, żeby nauczył się przyjmować pomoc i żeby zaczął słuchać, jego życie zupełnie by się rozpadło. Wewnątrz, pod pozorami dobrego samopoczucia, Mark miał w sobie ogromną ilość gniewu, który przejawił się jako wydobywający się dym i w końcu ogień. Otarcia i oparzenia były wyrazem złości kierowanej do świata, jaki i wobec siebie. Mężczyzna nie chciał skonfrontować się ze sobą i swoimi problemami. Rany na plecach potwierdzały brak wsparcia, który odczuwał.

To wydarzenie chciało skłonić Marka do zatrzymania się, nawet do załamania i … nowego otwarcia, nowego początku. Nieraz serce musi zostać złamane, żeby wydarzyło się prawdziwe uzdrowienie. Pod wpływem ogromnego nacisku, Mark musiał rozpaść się na kawałki, tak jak jego samochód. W końcu musiał poprosić i przyjąć pomoc. Ostatecznie, wypadek z samochodem mu pomógł. Mężczyzna zaczął dokonywać zmian w życiu, które miały pozwolić na otrzymanie większego wsparcia. Dzięki temu, zaczęły otwierać się nowe ścieżki, przynoszące więcej stabilności i wewnętrznego spokoju.

 

Fragment pochodzi z książki Simran Singh – Rozmowy z Wszechświatem (www.bialywiatr.com) Znajdziesz ją tu