„Dzisiaj wyolbrzymiam szczęście”

1

Jest taki portal, nazywa się Dobre Wiadomości. Nie wiem jak to się stało, że trafiłam na niego dopiero niedawno. Dobre Wiadomości to serwis pozytywnych informacji. Na stronie www i na facebooku dzielą się wiadomościami z Polski i ze świata, które niosą nadzieję, inspirują, pobudzają. Sami piszą tak: „To nieprawda, że jedyne, co dzieje się na tej planecie to katastrofy, wojny, przestępstwa seksualne, skandale, roszady polityczne, oszustwa czy kryzysy ekonomiczne. Każdego dnia i o każdej godzinie wydarza się wiele wspaniałych rzeczy, a  ludzie dokonują pięknych, chwalebnych czynów, które wyrażają głębokie wartości, takie jak miłość, radość, współczucie, empatia, lojalność, uczciwość, życzliwość, troska czy gotowość dzielenia się. Dokonywane są nowe, niezwykłe odkrycia, które mogą wzbogacić życie na tej planecie na każdym polu. (…)  Nie ma większego znaczenia czy przekazywane przez nas „dobre wiadomości” wydarzyły się przed godziną, wczoraj czy kilka tygodni temu. Każda z nich wywiera ten sam pozytywny wpływ … i na tym polega jej magia! Warto doceniać proste gesty życzliwości, drobne momenty radości i słowa, które niosą pokrzepienie oraz autentyczną moc.”.

Wczoraj na ich stronie na facebooku wyskoczyło mi takie zdjęcie:

2

Moja reakcja: ale jazda! Ja dzisiaj też chcę wyolbrzymiać szczęście!

I zaczęłam wyolbrzymiać. Pomyślałam o tych wszystkich dobrych „rzeczach”, które mnie spotykają. Przypomniałam sobie wszystkie dobre słowa jakie usłyszałam (zwłaszcza w ostatnim czasie jest jakieś cudowne apogeum!). Naprawdę pozwoliłam sobie wyolbrzymić szczęście. Pozwoliłam sobie zanurzyć się w tym, że jest dobrze. Pozwoliłam sobie lubić życie.

Nie zawsze jednak tak było. Kiedyś byłam, jak to dyplomatycznie ujmowałam, realistyczną pesymistką. Uważałam, że lepiej realnie się nastawić na tragedię, żeby ewentualnie się pozytywnie zaskoczyć (co za konstrukt myślowy!). Uważałam, że to nie prawda, że wyolbrzymiam problemy, tylko analizuję ryzyko. Uważałam, że nie można się cieszyć życiem za bardzo, bo jak się za bardzo będę cieszyć to coś się stanie takiego, że trzeba będzie przestać się cieszyć (kolejny wspaniały wyczyn intelektualny).

„Coś” się jednak zaczęło zmieniać w pewnym etapie mojego życia. Zaczęłam rozumieć i akceptować to co mówił Maxi C. Maultsby, twórca Racjonalnej Terapii Zachowań (RTZ), „80% tego, czego się obawiamy, nigdy się nie wydarzy. Na 8% tego, co się wydarzy, nie będziemy mieli żadnego wpływu. Z pozostałą częścią większość z nas potrafi sobie znakomicie poradzić”.

 

Dlaczego dzisiaj wyolbrzymiam szczęście?

  1. Bo zarażamy się emocjami i wolę zarażać innych taką wersją siebie.
  2. Bo co chwilę na świecie, oprócz wielu katastrof i tragedii, dzieją się też piękne rzeczy. Kiedy o tym pięknym się nie mówi, wydaje się, że tego nie ma.
  3. Bo smutek i łzy też są ważne i potrzebne, ale nie chcę, żeby trwały cały czas i były dominujące w moim życiu.
  4. Bo jestem idealistką i wierzę w podaj dalej. Jeśli moje wyolbrzymienie szczęścia wpłynie na (przynajmniej) jedną osobę i ona też zacznie wyolbrzymiać szczęście (zamiast problemów) to znaczy, że machina ruszyła.
  5. Bo to nakręca bardziej do działania i wyciąga ze stagnacji.
  6. Bo wierzę, że nam dzisiaj wszystkim bardziej jest potrzebne wyolbrzymianie szczęścia zamiast problemów…

A może po prostu jestem naiwna i się mylę?

Do przeczytania!

Źródło: anitamichalska.pl
Autor: Anita Michalska