Starość nie radość? Zabierz dziadka na siłownię!

1

Kilka dni temu mój dziadek obchodził 84. urodziny, a ma w sobie więcej energii i motywacji niż niejedno z nas, garbiących się nad komputerem. Oto krótka historia o tym, jak dziadek trafił na siłownię oraz jego osobisty apel do ludzi starszych oraz ich bliskich.

Mój jedyny dziadek Stanisław jest naprawdę wyjątkowym człowiekiem, o ogromnym sercu i potężnym umyśle… Dodam, że jest aktywnym zawodowo informatykiem. Nigdy nie zrezygnował, a gdy przyszła na to pora, nie pozwolił się zwolnić z pracy, żeby nie „zdziadzieć”, jak to mówi.

Niestety jednak aktywność umysłowa to nie wszystko. Charakter pracy i słabe umięjętności w gotowaniu nie działały na jego korzyść i dziadek zaczął stopniowo podupadać na zdrowiu.

Najpierw zastrzyki w kolana, potem problemy z chodzeniem po schodach. Później doszła do tego ostroga w pięcie, nadwaga i bóle kręgosłupa. Niejeden z nas poszedłby na łatwiznę i powiedział „starość nie radość”, ale wierzcie mi, teraz widzę, że to powiedzenie to paskudna wymówka.

Pewnego dnia mój starszy brat umówił dziadka ze swoim trenerem osobistym. Tak zaczęła się jego przygoda z siłownią. Minęły już 4 miesiące, a dziadek wytrwale trenuje 3 razy w tygodniu i trzyma dietę.

Pierwszą oznaką poprawy było to, że dziadek oprócz ogólnej ekscytacji nowością w życiu… zaczął żwawiej i energiczniej narzekać. Chwilę później ostroga w pięcie po prostu znikła (myślałam, że to medycznie niemożliwe – to taka forma martwicy). Kolejne były kolana. Najpierw bolały trochę bardziej, ale teraz niepotrzebne są ani zastrzyki, ani poręcze przy schodach. No i dziadek zrobił się taki jakby wyższy… 🙂

Jego wielką nadzieją jest to, że swoim przykładem zainspiruje innych ludzi w podobnym wieku, aby zaczęli trenować, ponieważ nie mają pojęcia jak bardzo może poprawić się ich standard życia.

Dlatego w formie prezentu urodzinowego postanowiliśmy z bratem pomóc mu w realizacji tego marzenia i pokazać ludziom, że można. A przede wszystkim, że warto!

Przeczytajcie jego osobisty apel do ludzi starszych i ich bliskich.

„Właśnie kończę 84. rok życia. Mam wrażliwy kręgosłup i bolesne kolana, mam też nadwagę. Panu Robertowi zarekomendował mnie mój wnuczek i tak zostałem przyjęty pod opiekę trenera.

 

Moje treningi odbywają się pod okiem Pana Roberta w pięknej sali z urządzeniami do ćwiczeń siłowych. Trener sam zawsze wybiera rodzaj ćwiczeń, ich kolejność lub współzależność oraz miarkuje siłę, energię i moc każdej serii, docelowo i odpowiednio do mojej zdolności. Koryguje natychmiast moje błędy wykonania. Robi to precyzyjnie, nieomylnie.

 

Krótkie OK! zarządza przerwę między seriami, na rozciągnięcie mięśni i wyrównanie oddechu. Bardzo lubię i cenię te krótkie przerwy. Jest to okazja na chwile rozmowy, a ja wtedy uczę się nie tylko techniki ćwiczenia. Uczę się czuć własne ciało, zmysłami i umysłem. To poprawia samopoczucie i daje radość.

Nieodłącznie z treningami jest związana dieta, warunkująca ich skuteczność. Ona zmieniła mój codzienny tryb życia na inny, nowy. Nie było to łatwe, ale się udało i niech będzie! Pan Robert także i dietę z biegiem czasu koryguje.

Pod jego opieką jestem już 4. miesiąc. Mój kręgosłup sam się prostuje przy każdej okazji, kolana grzecznie noszą mnie po schodach w górę i w dół, a nadwaga statecznie, lecz obiecująco się cofa. Kulturystyka środkiem leczniczym? Tyle o mojej przygodzie z kulturystyką.

 

W sali ćwiczeń obserwuję wielu młodych ludzi płci obojga, jak się doskonalą. Nie widzę jednak osób starszych i myślę sobie, jaka szkoda! Może jednak ktoś z nich przypadkiem zahaczy okiem o to, co tu napisałem i pomyśli, może by tak spróbować? A może jakiś wnuczek?

   

 

Stanisław 

2

3

 

Źródło: joemonster.org, hantlenatalerzu.pl