Fauja Singh: 100-letni maratończyk

1

Fauja Singh miał ponad 100 lat, kiedy ukończył maraton w Toronto. Skąd stulatek czerpie siłę, która pozwala mu biegać takie dystanse? Trudno uwierzyć, że drzemie ona tylko w jego ciele. Fauja twierdzi, że inspiracja, która go napędza, pochodzi od Boga i ludzi.

Lider grupy

Fauja Singh jest najbardziej znanym członkiem grupy biegowej „Sikhs in the City”. Jest wyjątkowy z różnych powodów: wieku, wiary, ascetycznego podejścia do treningu czy lekceważenia dla granic wyznaczanych fizjologii przez naukę. Dla większości ludzi niecodzienny jest już sam fakt dożycia 100 lat, nie mówiąc nawet o tym, że regularnie zdarza mu się być lepszym na trasie od ludzi czterokrotnie młodszych.

Fauja, mając 89 lat, w Londynie po raz pierwszy przebiegł maraton. Pokonywał później ten dystans jeszcze kilkakrotnie, a 16 października 2011 roku w Toronto stał się pierwszym w historii stulatkiem, któremu udało się przebiec 42,195 m (czas 8:11:06). Fauja, który w kwietniu 2011 roku skończył 100 lat, jest najstarszy z grupy biegających Sikhów – pozostała czwórka „ledwo” przekroczyła osiemdziesiątkę.

„Fauja jest prawdziwym entuzjastą biegania” – mówi 79-letni Ajit Singh, inny członek grupy biegających Sikhów. Był w Glasgow nauczycielem; na początku lat 80. ubiegłego wieku przeszedł na emeryturę i od tego czasu biega. To Fauja skupia największą uwagę mediów i wystąpił obok Davida Beckhama w kampanii reklamowej Adidasa.

Stał się najsłynniejszym członkiem grupy nie tylko dlatego, że jest 20 lat starszy od „juniorów”, takich jak Ajit Singh. Jego widok, kiedy biegnie, wywiera ogromne wrażenie, ale jednocześnie jest komiczny. Fauja jest wysoki i żylasty. Skromna, wegetariańska dieta składająca się głównie z chleba, soczewicy i kilku szklanek wody dziennie, połączona z absolutną abstynencją, jeśli chodzi o alkohol, dodatkowo pogłębiają ektomorficzny charakter jego sylwetki – waży około 52 kg. Kiedy biega w zimne dni, rękawiczki na końcach jego chudych rąk wydają się nienaturalnie wielkie.

Jednak pomimo dziwacznego wyglądu, Fauja porusza się z ekonomiczną precyzją, połykając kółko za kółkiem treningowej trasy, którą opracował dla niego trener. Harmander wydaje się być z różnych powodów spoiwem, które łączy biegających Sikhów. Jest o pokolenie młodszy niż jego podopieczni, wprost tryska energią, wciąż planując kolejne przedsięwzięcia, które mają podnieść poziom biegaczy i pomóc zebrać środki na cele charytatywne.

„Jest sprytnym motywatorem” – mówi Fauja. Grupa szanuje go jako trenera: w internecie zamieszczają filmy, na których prowadzi rozgrzewki, roztrenowania czy kieruje biegami treningowymi. Jest na tyle miły, że koordynuje moją konwersację z Sikhami – tłumaczy ich enigmatyczne wypowiedzi o bieganiu na język, który mogę zrozmieć.

Starszy, czyli mądrzejszy

Można powiedzieć, że życie zaczyna się po trzydziestce. Albo po 40., 50. Czy 60. Lat przybywa, ale zasada pozostaje taka sama. Życie Fauja Singha zaczęło się w wieku 81 lat.

Urodził się w Prima Aprilis 1911 roku i prawie cały XX wiek przeżył w Beas Pind – małej wiosce koło Jalandhar (w stanie Pendżab) na północy Indii. Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku jego ukochany syn Kuldip Singh zginął w wypadku. Fauja prawie oszalał z rozpaczy, którą dodatkowo nasiliła strata żony i córki Kuldipy, które zostały uprowadzone przez teściów. Zrozpaczony i samotny Fauja zaczął włóczyć się bez celu po okolicy, wdając się w publicznych miejscach w bójki z ludźmi.

Wieść o tym szybko dotarła do jego krewnych w Anglii i Kanadzie, którzy po rodzinnych konsultacjach postanowili sprowadzić go do Anglii. Zmiana była dla niego trudna. Musiał przyzwyczaić się do życia w nowym domu. Nawet w rodzimym języku (pendżabi) nie umie pisać i czytać, a po angielsku nie mówi ani słowa. Życie na południu hrabstwa Essex było inne niż na północy Indii, i to niekoniecznie na korzyść tego pierwszego.

Zabrało mu trochę czasu, zanim zebrał się w sobie (po drodze wrócił do Indii i znów zaczął szukać zwady z sąsiadami), żeby poukładać sobie życie na nowo i w miarę spokojnie wejść w kolejne tysiąclecie. Zaczął biegać. Na początki bez pomysłu i celu. Trochę spacerował, trochę podbiegał, a z czasem więcej biegł niż szedł.

Jego pierwszy oficjalny start był biegiem na 20 kilometrów i odbył się tak dawno, że Fauja nie potrafi sobie przypomnieć dokładnej daty. Na pewno miał pod dziewięćdziesiątkę, więc można powiedzieć, że w tym wieku już samo ukończenie biegu było nie lada wyczynem. Pierwsze podejście do dystansu 42,195 m zrobił w 2000 roku. Fauja widział rok wcześniej maraton w telewizji i zdziwił się wtedy, że tyle ludzi może biec sobie tak bez celu, równocześnie. Postanowił wziąć udział w pierwszym w nowym tysiącleciu maratonie londyńskim i z pomocą instytucji dobroczynnej Bliss dopiął swego: stanął na starcie i pokonał trasę w czasie 6:54:42.

Gdyby życie Fauji Singha zostało sfilmowane, reżyser mógłby zdecydować się wstawić takie sceny:

• Fauja biegnie swój drugi londyński maraton i bije rekord świata dla zawodników powyżej dziewięćdziesiątki;

• biegnąc trzeci londyński maraton, kolejny raz pobija rekord świata w swojej grupie wiekowej;

• w 2003 roku przebiega trzy pełne maratony;

• walczy z wyczerpującym terminarzem startów, żeby przebiec maraton w Nowym Jorku w ciągu 7 godzin, upada za metą i zostaje uhonorowany medalem Ellis Island Medal of Honor;

• w 2005 roku jednego dnia ustanawia pięć rekordów świata, biorąc udział w biegach na dystansach od 100 do 5000 metrów.

To chyba wystarczy, by udowodnić, że nie ma rzeczy niemożliwych. Przynajmniej nie dla Fauji Singha i grupy biegaczy „Sikhs in the City”.

Siły wyższe

Na polu etyki sportowej toczy się debata dotycząca miejsca religii w sporcie. W sekularyzującym się świecie istnieje tendencja, aby spróbować określić oba zagadnienia. Większość ludzi pytanych o to przyjmuje postawę, w której religia jest przeciwieństwem sportu.

A jednak sport posługuje się językiem i innymi atrybutami religii. Wiele w nim wiary, wskrzeszeń, cudownych objawień, przesądów i rytuałów. Od piłkarza, który kreśli znak krzyża przed wybiegnięciem na boisko, do lekkoatlety, który wznosi ku niebu złożone dłonie po pobiciu rekordu świata – sport okazuje się być niczym innym, jak aktem wiary.

I takie właśnie jest bieganie Sikhów. Każdy z nich ma na koncie imponujące biegi w różnych zakątkach świata. Ukończyli je dzięki determinacji, która ma źródło w wierze, tworzącej jednocześnie ich tożsamością sportową. Sikhowie wydają się łączyć religię ze sportem w o wiele luźniejszy sposób niż na przykład zaangażowani chrześcijańscy sportowcy.

„Większość wierzących osób twierdzi, że wiara wpływa na polepszenie ich wyników sportowych – mówi profesor Andrew Parker z Wydziału Sportu, Zdrowia i Opieki Społecznej na University of Gloucestershire. – Podstawowe zasady sportowe obecne są w prawie każdej większej religii: szacunek dla siebie samego, szacunek dla innych, zasada fair play i troska o sąsiadów” – dodaje.

Fauja Singh, pytany, czy osiągnął tyle w bieganiu dlatego, że jest Sikhem, odpowiada: „Wierzymy w zdrowy styl życia, abstynencję, jesteśmy przeciwni paleniu papierosów i temu wszystkiemu, co szkodzi ciału, które dostaliśmy od Boga. Stosując się do tych zasad, pozytywnie świadczę o mojej wierze”.

Ajit Singh przyznaje mu rację: „Lubimy sport. Według nas dobrze jest trenować, co tylko się da – kolarstwo, bieganie, pływanie czy inne sporty”.

Wydaje się więc, że stosowanie się do sztywnych reguł religii przekłada się na wymierne korzyści w kwestii osiągnięć sportowych. Chociaż oczywiście istnieją też inne czynniki – poczucie celu i determinacji poza motywacjami duchowymi, które skutkują koncentracją na osiągnięciach sportowych.

Profesor Parker mówi: „Mamy tendencję do tego, żeby zauważać wierzących sportowców, ponieważ jesteśmy bardzo świeckim środowiskiem. W latach trzydziestych czy czterdziestych ubiegłego stulecia znalazłoby się wielu sportowców w Anglii i USA, którzy zrezygnowaliby ze sportu po nawróceniu religijnym, ponieważ chwalenie Boga nie licowałoby z byciem sportowcem. W tej chwili maraton służy często za papierek lakmusowy sprawdzający wiarę. Wymaga on bowiem wytrwałości i odwagi w stawianiu czoła przeciwnościom, a także może służyć jako publiczna deklaracja wiary w siłę wyższą”.

Sport przez całe życie

Wiara może pomagać osiągać sukcesy sportowe, ale badania pokazują, że istnieją pewne sprawy związane z procesem starzenia się, których uniknąć się nie da. Między 30. a 40. ludziom zwykle pogarszają się osiągnięcia sportowe – poza tymi, które bardziej zależą od doświadczenia niż od formy fizycznej.

Analiza badań pozwala postawić następującą tezę: jeśli zdmuchnąłeś już świeczki na torcie w dniu swoich 35. urodzin, możesz się spodziewać, że co rok Twoja ogólna wydolność będzie zmniejszać się o 1%. Jeśli masz to szczęście, że po 80. wciąż możesz biegać, nie czuj rozczarowania, jeśli będziesz osiągać czasy dwa razy gorsze niż podczas szczytu formy.

Istnieją dwa podejścia, które pomogą Ci sobie z tym poradzić. Albo pogodzisz się z myślą, że najlepsze lata masz już za sobą i nic na to nie możesz poradzić, albo weźmiesz do sobie słowa Singha: „Nic nie wiem na temat naukowych doniesień. Wiem za to, że wszystko, co się dzieje, dzieje się dzięki woli bożej. Ludzie nie powinni zaniedbywać aktywności fizycznej, kiedy się starzeją. Oczywiście jest wtedy trudniej, ale nie jest niemożliwością znów rozruszać ciało, pod warunkiem że robi się to stopniowo. Próbuj krok po kroczku, codziennie zwiększając dystans. Poza tym, kiedy jesteś już na emeryturze, to co innego masz do roboty?”.

W krajach zagrożonych kryzysem demograficznym takie podejście wydaje się szczególnie interesujące. Rządzący w wielu państwach Europy będą musieli zmierzyć się z trudnymi kwestiami związanymi ze starzejącym się społeczeństwem, którego kondycję i dobry stan zdrowia coraz trudniej będzie utrzymać. Potrzebujemy całych pokoleń Singhów, gotowych do zachowania sprawności fizycznej do końca swoich dni.

Pomimo wszystkich doniesień świadczących o tym, że po 35. roku życia nasza wydolność spada, istnieją także badania, które sugerują, że utrzymanie rozsądnego poziomu aktywności fizycznej w późniejszych latach życia pomaga zachować mobilność i elastyczność, wzmacnia kości i redukuje ryzyko kontuzji związanych ze starością. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, Fauja i jego biegający koledzy będą mogli dać przykład, jak tego dokonać.

Zapytałem Ajita Singha, czy czuje się zobowiązany do pokazania młodszemu pokoleniu, jak dobrze przeżyć życie. „Ludzie potrzebują celów, które poprowadzą ich przez życie. Mam nadzieję, że widzą to, co robimy, i że im się to podoba”.

Fauja biegł z ogniem olimpijskim podczas IO oraz Igrzysk Wspólnoty Narodów. Jest swego rodzaju ambasadorem biegania w podeszłym wieku, od którego można oczekiwać, że będzie chciał przekazać dziedzictwo potomnym.

Stulatek jednak mówi: „Jeszcze nie myślę o umieraniu, więc od innych zależy, za co będą mnie pamiętać. Jeśli miałbym zdecydować, co chciałbym zostawić po sobie, to muszę powiedzieć, że uszczęśliwia mnie, gdy widzę, że ludzie, widząc, jak biegam, też starają się coś zrobić. Jeśli inspiracja może być spuścizną, to właśnie to bym wybrał”.

Wydaje się, że to właśnie jest idealnie pasującą i właściwie przemyślaną mantrą tej grupy. Poza komercyjnie chwytliwą nazwą „Sikhs in the City”, grupa starszych biegaczy ma o wiele więcej do zaoferowania. W przeciwieństwie do nałogowych zakupoholików sportretowanych w „Seksie w wielkim mieście”, Sikhowie nie dbają o materialne dobra tego świata.

To, co napędza ich do życia, to autentyczne przekonanie, że trzeba być pracowitym i zdrowym, aktywnie angażować się w działalność na rzecz społeczności i udzielać się charytatywnie. W samej grupie panuje prawdziwy duch wsparcia i koleżeństwa, który o niebo przewyższa komercyjne i przyziemne wartości ukazane w filmie, którego sparafrazowaną nazwę przyjęła grupa.

Kilka dni po naszym odwołanym spotkaniu odwiedzam Fauję Singha w Newham, we wschodnim Londynie, aby zobaczyć, jak biegnie, niosąc pochodnię w biegu uświetniającym Igrzyska Wspólnoty Narodów w Delhi. Kiedy już dojechałem na miejsce, zobaczyłem go w małym tłumie, w eleganckim, jednorzędowym granatowym garniturze, pasującym do niego turbanie i butach do biegania. Rozmawiał z młodym sportowcem bez nóg, oglądając jego trzykołowy wózek biegowy. Harmander tłumaczy: „Fauja mówi, że jest tym chłopakiem zachwycony. Twierdzi, że z wózkiem jest sprawniejszy od niego”.

Kiedy pojawia się pochodnia, Fauja prowadzi pochód podekscytowanych uczniów. Flagi państw Wspólnoty Narodów łopoczą na wietrze, a w powietrzu niosą się głośno słowa hymnu Anglii na tych igrzyskach – pieśni „Land of Hope and Glory”. Po zakończeniu parady Fauja odpowiada na pytania zgromadzonego przed nim tłumu. „Inspirację do biegania czerpię od Boga, ale również od wszystkich, którzy biegają ze mną” – mówi.

Czym jest sikhizm?

Sikhizm to religia powstała w XV wieku w Indiach w prowincji Pendżab. Sikhowie mieszkają głównie w Pendżabie oraz w krajach dawnego Imperium Brytyjskiego i Stanach Zjednoczonych. Sikhizm jest połączeniem islamu i hinduizmu. Z islamu pochodzi Bóg, którego można kochać i czcić niezależnie od nadawanych mu imion. Z hinduizmu zaś wzięto wiarę w możliwość uzyskania łączności z Bogiem poprzez medytację i inne, zewnętrzne przejawy kultu.

Etyka sikhizmu zakłada wymóg samodzielnego utrzymywania się z uczciwej pracy, wzajemnego wspierania się i służby dla całej społeczności oraz równości wszystkich wyznawców.

 

Źródło: http://www.runners-world.pl/ludzie/Fauja-Singh-100-letni-maratonczyk,5044,4

Dodaj komentarz