„Szczęście narodowe brutto” – Bhutan, małe państwo w Himalajach uczy świat, jak inaczej i lepiej mierzyć rozwój gospodarczy


Ura, lat 55, jest być może jednym z czołowych na świecie ekspertów od szczęścia pojmowanego w kategoriach rozwoju ekonomicznego. Zajmuje się nim już od ponad dwóch dziesięcioleci, a więc od czasu, gdy rozwinął i dopracował pojęcie bhutańskiego szczęścia narodowego brutto (SNB), wskaźnika uważanego za dodatkową bądź alternatywną miarę dla konwencjonalnego kryterium, jakim jest produkt krajowy brutto.

Jako prezes Centrum Studiów i Badań nad SNB Ura poświęcił wiele czasu, pytając Bhutańczyków o interakcje z sąsiadami, jakość ich snu i fizyczną formę, próbując zrozumieć i zmierzyć subiektywny dobrostan. Przez długie lata obserwował, jak jego koncepcja zyskuje adeptów także poza Bhutanem, dalekim królestwem w Himalajach. (…) Gdy narody starły się w wyścigu o jak najwięcej „karabinów, pocisków i bomb”, Ura twierdzi, że nadszedł najwyższy czas ku temu, by inne kraje stworzyły wskaźniki wykraczające poza ekonomię.

Musimy znaleźć nowe sposoby na przekierowanie naszych pragnień i energii w stronę pokoju i harmonii – powiedział. – Musimy znaleźć jakąś drogę ucieczki od tego stwarzanego sobie nawzajem poczucia zagrożenia. Od sytuacji, w której gdy ty masz więcej broni, to ja muszę zdobyć jeszcze więcej broni. Na tej drodze w dłuższym okresie czeka nas porażka.

W 2015 roku zespół Ury opublikował badanie, z którego wynika, że 91,2 proc. Bhutańczyków uważa się za prawie, w znacznej mierze bądź głęboko szczęśliwych. Osoby wykształcone i mieszkańcy miast zgłaszali wyższy poziom zadowolenia od mieszkańców wsi. Mężczyźni podawali się za szczęśliwszych od kobiet.

Konstytucja Bhutanu, która weszła w życie w 2008 roku i wprowadziła demokrację, zaleca przywódcom tego kraju tworzenie prawa z poszanowaniem czterech filarów SNB – dobrego zarządzania, zrównoważonego wzrostu społeczno-gospodarczego, ochrony i promocji kultury oraz dbałości o środowisko naturalne.

Termin „szczęście narodowe brutto” został już wcześniej ukuty przez króla Jigme Singye Wangchucka, rządzącego Bhutanem do roku 2006. Jednak określenie było początkowo nieprecyzyjne, zauważa Ura, więc uściślenie tego kryterium zostało powierzone jemu oraz jego ekipie. Ura podkreśla, że w tym zadaniu nie ograniczał się do matematyki, lecz uwzględniał też ludzkie doświadczenia, co pomogło mu lepiej ocenić prawdziwe postępy swojego kraju. W niektórych przypadkach, jak przy ocenie jakości powietrza, badacz był zafascynowany postrzeganiem Bhutańczyków. – Może powietrze jest tu naprawdę nieskażone, w końcu to Bhutan, jednak w niektórych zakątkach ludzie oddychają naprawdę bardzo złym powietrzem – powiedział. – A więc nie chodzi o jakąś obiektywną miarę jakości powietrza, lecz o to, jaką jakość powietrza odczuwasz wokół siebie.

Ura przyznaje, że pojawiły się wątpliwości, czy indeks szczęścia nie byłby jedynie eksperymentem myślowym rozwijanym w środowiskach akademickich na potrzeby bogatych narodów. Nawet jeśli wskaźnik przyjął się również poza Bhutanem, Ura zaobserwował, jak trudno przekonywać kraje rozwijające się do teorii wykraczających poza czynnik dochodowy. – „[Rozważymy to] gdy już będziemy bogaci. Poczekajmy z tym aż będziemy mieli dochód per capita rzędu 10 tys. dolarów” – Ura cytuje wymówki krajów, które zwlekały z wprowadzeniem SNB. – Ale w życiu nie obowiązuje taka kolejność. Nie powiesz, że najpierw będziesz bogaty, a szczęśliwy dopiero później.

Gdy rozmowa schodzi na „idealnie szczęśliwy dzień”, to dla Ury obejmowałby on sześć godzin „wyjątkowo głębokiego” snu, godzinny popołudniowy spacer po lesie i unikanie tego, co wielu miejscowych uważa za piąty filar szczęścia: bardzo ostrych bhutańskich papryczek chili.

Czytaj więcej na: kobieta.onet.pl