Ultramaratończyk z Łodzi pokonał 1,6 tys. km na Alasce, żeby wesprzeć schroniska dla psów


Ekstremalny wyczyn Kiełbasiński rozpoczął w Whitehorse na Jukonie, skąd wystartował 31 stycznia. Biegł trasą najtrudniejszego na świecie wyścigu psich zaprzęgów Yukon Quest, w którym rywalizują najlepsi maszerzy i psy; jest to też historyczny szlak poszukiwaczy złota z przełomu XIX i XX wieku.

Ultramaratończyk biegł przez góry, zamarznięte rzeki i jeziora, na mrozie dochodzącym do minus 45 stopni Celsjusza. Sanki, które ciągnął za sobą, rozpadły się 16 mil przed metą. 4 marca, po przebyciu tysiąca mil, czyli 1,6 tys. km, dotarł do celu, czyli do Fairbanks na Alasce.

– Było ciężko i trudno. To była wielka przygoda; taka, którą można przeżyć tylko raz w życiu. Jestem szczęśliwy, że ją ukończyłem, ale jednocześnie jest mi smutno, że to już koniec – mówił Kiełbasiński w filmie opublikowanym na Facebooku, gdzie kibicujące mu osoby mogły obserwować kolejne etapy jego zmagań.

Celem wyprawy ultramaratończyka było zebranie pieniędzy dla psów z polskich schronisk. Przed wyprawą prosił, by każda z kibicujących mu osób zadeklarowała wpłatę choćby 1 grosza za każdy przebiegnięty przez niego kilometr. Specjalne subkonto na ten cel utworzyła Fundacja Przyjaciele Braci Mniejszych.

– Pies pracuje dla człowieka od setek lat – pilnuje jego dobytku, jest przewodnikiem, biega w zaprzęgach. Uważam, że nadszedł czas, by w symboliczny sposób powiedzieć tym zwierzakom „dziękuję” – wyjaśniał w wywiadzie dla PAP przeprowadzonym przed wyprawą.

 

Czytaj więcej na: sport.radiozet.pl

Foto: Viktor Davare