W wieku 23 lat adoptowała 13 dzieci z Ugandy

Jako 18-latka pojechała do Ugandy na trzy tygodnie. Kiedy wróciła, miała zaskakującą wiadomość dla swojej rodziny.

Po tym wyjeździe postanowiła zostawić uczelnię i swoje plany. Zdecydowała wrócić do Ugandy jako misjonarka, miała być nauczycielką dla dzieci mieszkających w sierocińcu. Szybko okazało się jednak, że staje się dla nich przede wszystkim mamą, której tak bardzo potrzebowały.

W wieku 23 lat adoptowała 13 młodych dziewcząt

Pewnego razu w czasie burzy zawaliła się lepianka, w której mieszkały trzy małe dziewczynki. Okazało się, że jedna z nich wymagała po tym wypadku leczenia w szpitalu, Katie nie chciała zostawiać jej samej. Nie chciała też odsyłać żadnej z dziewczynek z powrotem do przepełnionego sierocińca, co byłoby konieczne, bo nie miały żadnych żyjących krewnych.

22-letnia wówczas Katie wynajęła domek, do którego przyjęła dziewczynki. W ciągu półtora roku do ich tworzącej się rodziny dołączyło kolejnych dziesięcioro dzieci. Wszystkie były osierocone lub porzucone przez rodziców, część doświadczyła w przeszłości przemocy.

Kilka lat później spotkała miłość swojego życia

Benji wychowywał się w tym samym stanie, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnego domu Katie. Poznali się jednak dopiero w Ugandzie – on także przyjechał tu na wolontariat misyjny. Na ich ślubie dumnie prezentowało się trzynaście pięknych druhenek. Od tamtej pory dziewczynki oprócz mamy mają też tatę.

Para nadal mieszka w Ugandzie razem ze swoimi podopiecznymi. Doczekali się też syna. Niespełna dwuletni Noah uwielbia swoje starsze siostry. Ma ich aż trzynaście, więc jest komu go rozpieszczać.

Chcąc pomóc jeszcze większej liczbie dzieci Katie założyła organizację Amazima ministries, oferującą małe stypendia dzieciom, które chcą chodzić do szkoły, a nie stać ich nawet na podstawowe przybory. Każdego popołudnia otwierają też z mężem swój dom i tym, którzy przyjdą pomagają w odrabianiu lekcji, leczą lżejsze choroby, opatrują rany, zawożą do lekarza, rozdają jedzenie i organizują zabawy.

W tym roku mija dziesięć lat od pierwszego przyjazdu Katie do Ugandy.

Nie chodzi o naszą produktywność dla Boga, ale o czas, jaki spędzamy na modlitwie u Jego stóp. Nie chodzi o nasze publiczne życie, uznanie, usłyszenie od innych „dobra robota”, ale o ciszę, kiedy próbujemy Go dosięgnąć, gdy nikt nie patrzy. Nie chodzi o nasze zmienianie świata, ale o pozwolenie Mu na zmianę serca tak, aby bardziej przypominało Jego – pisze Katie na swoim blogu.

Źródło: katiemajors.blogfacebook.com/pg/KatieinUganda

Dodaj komentarz