Czy muszę medytować?

Aby pozostać przy zdrowych zmysłach, zanim rano wyjdę łóżka, staram się zrobić kilka rzeczy. Na początek,  stwarzam sobie właściwą perspektywę, wypowiadając półgłosem „Modlitwę o Pogodę Ducha”:

Boże obdarz mnie pogodą ducha,

abym zaakceptował to, czego nie mogę zmienić;

odwagą, bym zmienił to, co potrafię;

oraz mądrością, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego.

Kiedyś wydawało mi się, że to banalna śpiewka, ale – o dziwo – pomogła mi znaleźć spokój w obliczu wielu okoliczności, o których myślałem, że są pod moją kontrolą, a wcale tak nie było.

Po wyrecytowaniu tej prostej, ale potężnej modlitwy, w myślach wymieniam przynajmniej kilka rzeczy, za które jestem wdzięczny – mój oddech, zdrowie, JoAnn, dzieci, względny dobrobyt, wygodne łóżko, na którym leżę, dobrzy przyjaciele i tak dalej.

Kolejną rzeczą, którą staram się robić, to wprowadzenie równowagi do mojego umysłu. Jednym z najlepszych sposobów, aby to uzyskać jest medytacja. Przez lata zazdrościłem tym, którzy to potrafią. Ja niestety bardzo łatwo ulegam dystrakcji (zdiagnozowano u mnie ADD [skrót od ang. Attention Deficit Disorder, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, przyp. tłum.]… co być może brzmi trochę zbyt poważnie, jak na mózg który jest nieustannie aktywny i stale coś tworzy). Mogę medytować przez jakieś trzydzieści sekund, po czym zaczynam myśleć o czymś zupełnie innym i totalnie zapominam, że miałem się wyciszyć. Nie jestem nawet w stanie policzyć od stu do zera, nie gubiąc kolejności po tym, jak rozproszyły mnie jakieś myśli.

 

(…)

Nawet jeśli medytacja jest dla ciebie tak trudna jak dla mnie, są inne rzeczy, które mogą okazać się pomocne. Możesz, na przykład, zwyczajnie pobyć z jakimkolwiek obiektem w naturze, powiedzmy z drzewem. Pozwól sobie w pełni go docenić. Wyobraź sobie jego korzenie pod ziemią. Powoli przenieś uwagę wyżej na pień, gałęzie i liście. Wyobraź sobie płynącą wewnątrz życiową energię. Czy możesz pozwolić sobie, aby autentycznie cię to poruszyło?

Inną rzeczą, którą możesz objąć uwagą jest oddech. Odkryłem, że już nawet jeden oddech może okazać się równie skuteczny co medytacja. Oto związana z tym historia, która przydarzyła mi się całkiem niedawno..

Byliśmy z JoAnn w restauracji i zaraz po zamówieniu jedzenia, ona powiedziała coś, co totalnie powciskało moje guziki. Poczułem jak moje ciało ogarnia fala wściekłości. Wyobraźcie sobie – siedzimy sobie w naszym ulubionym lokalu, jest cudowny dzień, zaraz kelner poda wspaniały posiłek, a ja w jednej chwili wściekam się tak, że mam ochotę natychmiast wyjść. Całe szczęście,  wziąłem wtedy jeden, zupełnie świadomy wdech i wydech i ta malutka medytacja wystarczyła, by mnie oprzytomnić.

Zamiast odegrać się na JoAnn, wybrałem ciekawość. Dlaczego tak powiedziałaś? O co, naprawdę ci chodzi? Jednocześnie część swojej uwagi utrzymywałem na oddychaniu. Wtedy naprawdę ją „usłyszałem” – na tyle, aby poczuła się kochana, zrozumiana i doceniona. W istocie to wszystko dotyczyło jej, a ja byłem gotów potraktować całe zajście jakby chodziło tylko o mnie. Odegrać się. Obrazić. Wyjść. Zaledwie jeden świadomy oddech i byłem skłonny stać się z powrotem sobą. Wystarczyła krótka rozmowa i dzięki temu JoAnn również znalazła swoją równowagę.

A potem cieszyłem się najlepszym obiadem jaki zjadłem w życiu.

 

Fragment pochodzi z książki Williama Weila – Związki Nowej Ziemi

Dodaj komentarz