Gdynianin po dwóch latach poznał dawcę szpiku

1

To było najważniejsze spotkanie w życiu Macieja Bukowskiego i Ulrike Jäger-Mohrhagen. Dwa lata temu, dzięki przeszczepowi szpiku kostnego, Niemka podarowała gdynianinowi nowe życie. W piątek w Gdyni bliźniaki genetyczne zobaczyły się po raz pierwszy. – Bezpośrednio przed tym spotkaniem siedziałem w kącie i łzy mi leciały. Bałem się, że nie będę mógł wydusić z siebie słowa. Teraz jestem przeszczęśliwym człowiekiem – wzruszał się pan Maciej. A wszyscy świadkowie tego spotkania płakali łzami szczęścia razem z nim.

Maciej Bukowski do Kliniki Hematologii i Transplantologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego trafił w 1997 roku. Dziś wspomina: – Przeczuwałem od dłuższego czasu, że jestem bardzo chory. Nie wiedziałem jednak na co i nie szukałem diagnozy. Ukrywałem swoje złe samopoczucie przed rodziną, bo miałem bardzo dużo do zrobienia. Tak wtedy uważałem.

Okazało się, że to był ostatni moment na rozpoczęcie leczenia. Lekarze ocenili, że gdyby pan Maciej zwlekał z konsultacją, za kilka miesięcy już by nie żył.

– Choroby hematologiczne „ukochały” pana Macieja – mówi prof. Andrzej Hellmann z Kliniki Hematologii i Transplantologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – Pacjent trafił do nas z rozpoznaniem, wydawałoby się dość niewinnym, bo z chłoniakiem Hodgkina, czyli ziarnicą złośliwą. Jednak od początku leczenie było trudne – konieczna była duża ilość chemioterapii. Zakończyliśmy je autologicznym przeszczepieniem szpiku.

Człowiek ułomny

– Poczułem szok, bo do końca łudziłem się, że jednak nic mi nie jest. Z bardzo aktywnego człowieka, który codziennie po trzy godziny grał w tenisa, a co kilka dni chodził z kolegami na boisko, by kopać w piłkę, stałem się – i mogę to powiedzieć bez wahania – ułomnym człowiekiem, który nie może i już nie będzie mógł uprawiać sportu. Dla mnie to zawsze była jedna z najważniejszych rzeczy w życiu – opowiada pan Maciej.

Skończyć ze sobą czy walczyć?

Po pół roku leczenia pojawiły się chwile głębokiego zwątpienia. Pan Maciej był załamany.

– Miałem dość. Myślałem o tym, żeby odebrać sobie życie. Jeżeli mam być szczery, to byłem tego bardzo blisko. Jednak zebrałem się w sobie, bo życzliwi dużo ze mną rozmawiali. Lekarze z Kliniki Hematologii i rodzina zebrali mnie „do kupy” i wtedy się zawziąłem. Nigdy później już nie miałem wątpliwości, że warto walczyć.

Gdy urodziły się moje dzieci wiedziałem, że muszę żyć. Gdyby nie moja żona Dorota, pewnie nie raz bym podupadł na duchu, ale nasza więź i wspólny cel – dzieci – mobilizowały mnie ciągle do walki – tłumaczy pan Maciej.

Cisza przed burzą

Wydawało się, że po serii chemioterapii leczenie pana Macieja się zakończy. Tymczasem mimo autoprzeszczepu doszło do wznowy choroby. I tu znów powtórka – kolejne porcje chemioterapii. W roku 2000 i kilka lat później wszystko wskazywało na to, że to już koniec ciężkich zmagań z chorobą. Jednak w 2005 roku wróg zaatakował ponownie.

– Po badaniach histopatologicznych okazało się, że to nie wznowa tego samego chłoniaka. Pojawił się nowy, jeszcze bardziej agresywny. Zwalczaliśmy go różnymi metodami, na początku także radioterapią. Pan Maciej był bardzo dzielny w tej walce, ale ciągle żył pod presją, że nastąpi ponowny nawrót choroby – opowiada prof. Hellmann.

Pan Maciej ponownie poddany został bardzo dużej ilości chemioterapii. Pamiętajmy przy tym, że cytostatyki, czyli leki przeciwnowotworowe, są toksyczne nie tylko dla szpiku kostnego, ale także dla serca i innych narządów człowieka.

– Pan Maciej przyjął wszystko, co było możliwe, ale groźba nawrotu cały czas istniała. Z chwilą, gdy znaleziono dawcę, zdecydował się na przeszczep – dodaje prof. Hellmann.

Jest dawca. Będzie przeszczep

Maciej Bukowski był znany nie tylko w Gdyni, ale także w całej Polsce. Jako prezes firmy Mango Investment nie był osobą anonimową. Mimo to w obliczu choroby sprawy materialne przestały mieć znaczenie. Liczył się tylko czas – chodziło o to, by jak najszybciej znaleźć bliźniaka genetycznego, czyli osobę, która ma identyczne antygeny zgodności tkankowej. W pomoc panu Maciejowi zaangażowała się rodzina, przyjaciele, a także miasto Gdynia i fundacja DKMS. Poszukiwanie dawcy wspierał także Adam „Nergal” Darski, który w 2010 także przeszedł przeszczep szpiku.

– Z tego co wiem, mój bliźniak znalazł się na miesiąc przed moim przeszczepem. Ale najpierw był wytypowany inny dawca, niestety nie tak zgodny genetycznie. I dosłownie w ostatniej chwili okazało się, że jest inny dawca, perfekcyjnie zgodny. To było jak cud – wspomina dziś pan Maciej.

Gdy okazało się, że przeszczep jest możliwy, pan Maciej i jego żona Dorota nie wierzyli w tak nagły zbieg okoliczności. Tymczasem niedługo później w Szwajcarii odbył się tak bardzo wyczekiwany przez nich zabieg.

Nowe życie

Przeszczep przyjął się i pan Maciej zyskał nowe życie. To wcale nie są słowa na wyrost, ponieważ tak właśnie czuje się człowiek po przeszczepie. Chory zyskuje zupełnie nowy układ immunologiczny i, jak noworodek, musi na nowo wytworzyć swoją własną odporność.

– Prawda jest taka, że sam przeszczep jest niczym w porównaniu z tym, co dzieje się na dalszym etapie – mówi Maciej Bukowski. – Najgorszy jest pierwszy rok, gdy chorego spotyka tzw. odrzut przeciwko gospodarzowi. Oczywiście i mnie to spotkało. Profesor uważał, że wbrew pozorom, taki odrzut powoduje jednoczesną walkę organizmu z chorobą i dzięki temu groźba ewentualnego nawrotu odwleka się. Podbudowałem się tym, że nie ma zagrożenia, ale gdzieś w głębi serca ja je cały czas czuję.

Dziś, po dwóch latach od przeszczepu, można śmiało można stwierdzić, że panu Maciejowi nie grozi nawrót choroby.

To ona, bliźniaczka genetyczna

Już po przeszczepie pan Maciej widział, że za wszelką cenę będzie chciał poznać swojego bliźniaka genetycznego. Wkrótce okazało się, że to kobieta. To tyle i aż tyle, ponieważ na tym etapie zarówno dawca, jak i biorca nie mogli dowiedzieć się na swój temat nic więcej. Dziś wiemy już, że dawcą jest 49-letnia niemiecka prawniczka Ulrike Jäger-Mohrhagen.

– Bezpośrednio po przeszczepie zrobiliśmy z żoną zdjęcie szpiku, który dostałem od Ulrike. Były tam pewne dane, które, gdybym przekazał detektywowi, z pewnością pozwoliłyby na jej odszukanie. Moja żona odwiodła mnie jednak od tej myśli. Powiedziała, że powinniśmy przeczekać, bo takie są reguły – śmieje się pan Maciej.

Listy incognito

Pan Maciej i pani Ulrike nie mogli się spotkać wcześniej niż dwa lata po przeszczepie. Niemniej bardzo zależało im na kontakcie, dlatego zaczęli pisać do siebie listy… incognito. Oczywiście listy były „cenzurowane” przez fundację DKMS. Relacja między dawcą i biorcą opiera się bowiem na anonimowości. Chodzi o to, by w korespondencji nie informować m.in. o miejscu zamieszkania, profesji. Pierwszy napisał pan Maciej. W odpowiedzi Ulrike wysłała mu świecę życia, którą sama wykonała. On podarował jej złote serduszko, które nosi teraz na szyi, a żona Dorota bursztynowego aniołka. Pisali do siebie nieustannie. W piątek uściskali się po raz pierwszy.

Spotkanie w walentynki

To było spotkanie pełne wzruszeń. Łzy radości uronił nie tylko pan Maciej i pani Ulrike, ale także rodzina i przyjaciele. Emocje udzieliły się także członkom fundacji DKMSi dziennikarzom, którzy licznie przybyli do Gdyni, by relacjonować to wyjątkowe spotkanie.

Nagle błyski fleszy i liczne kamery telewizyjne przestały istnieć. Ulrike i Maciej wpadli sobie w ramiona i tulili się, jakby znali się od zawsze. To oni, bliźniaki genetyczne.

– To jest nieprawdopodobne. Bezpośrednio przed tym spotkaniem siedziałem w kącie i łzy mi leciały. Bałem się, że nie będę mógł wydusić z siebie słowa. Teraz jestem przeszczęśliwym człowiekiem. Marzyłem o tym dwa lata. Wzruszenie odbiera mi mowę. To jest niewyobrażalne – pan Maciej dzielił zdania, ponieważ w tym szczęściu trudno było mu się skupić.

Łzy szczęścia

Pani Ulrike także ocierała łzy.

– Jestem bardzo głęboko poruszona – mówiła. – Gdy pierwszy raz usłyszałam głos Macieja, natychmiast zaczęłam się za niego modlić, długo i dużo. Nie potrafię do końca opisać jak się czuję. Jestem niesamowicie wdzięczna, że los nas połączył i że mogliśmy się poznać. To, że mogłam zostać dawcą szpiku sprawiło, że zmieniłam priorytety, którymi kierowałam się w życiu. Co jakiś czas zastanawiam się, czy jeszcze czegoś nie muszę zmienić. Moje życie bardzo się zmieniło – deklarowała.

Bliźniaki genetyczne zapewniają, że będą utrzymywać ze sobą kontakt.

– Powiedziałem Ulrkie, że czy ona tego chce czy nie, ja ją traktuję jak najbliższego członka rodziny – mówi z pewnością w głosie pan Maciej.

Teraz on jest wsparciem

Historia Macieja Bukowskiego pokazuje, że w chorobie nie można się poddawać. Trzeba walczyć do ostatnich sił i wierzyć, że się uda.

Dziś pan Maciej jest wsparciem dla innych i mimo infekcji, z którą walczy od kilku miesięcy, aktywnie wspiera fundację DKMS.

Przynajmniej kilka razy w tygodniu dzwonią do pana Macieja osoby, które potrzebują wsparcia, informacji, rady. To najczęściej sami chorzy lub ich najbliżsi. Najczęściej pytają o kliniki i nazwiska lekarzy, do których warto zwrócić się o pomoc w tych dramatycznych momentach.

– Ja od moich przyjaciół zażądałem badań lekarskich, które mają wykonywać co pół roku. Chodzi o podstawowe badanie krwi, które kosztuje 8 złotych. Jeśli coś jest nie tak, będzie to widać już na tym badaniu – mówi pan Maciej.

I dodaje: – Wszystko, co robię w tej chwili, robię z myślą o moich dzieciach. W wyniku choroby musiałem sprzedać firmę, ale nie narzekam. Wcześniej współpracowałem z fundacją Jurka Owsiaka i fundacją TVN „Nie jesteś sam”, a teraz bardzo mocno zaangażowałem się w pracę w fundacji DKMS. Jestem wolontariuszem i biorę udział we wszystkich organizowanych akcjach. Sam sobie wyznaczyłem zadanie – będę szerzył wśród ludzi świadomość bycia dawcą. Wiele się napatrzyłem przez te lata i nie ma nic gorszego niż informacja o tym, że mamy dawcę, po czym on, dawca, ucieka. Zwyczajnie ucieka. Takich przypadków jest bardzo wiele i ja sam to widziałem. Tak jest na całym świecie. Bo to, że chwalimy się, że jesteśmy w bazie dawców to jedno. Inna sprawa to reakcja w momencie, gdy zadzwoni telefon i okaże się, że jest ktoś, kto potrzebuje dawcy. I co wtedy?

***

Ten weekend należeć będzie do bliźniaków genetycznych i ich najbliższych. W piątek wieczorem zjedzą w Gdyni uroczystą kolację, w sobotę zwiedzać będą Gdańsk, po czym przyjadą do domu pana Macieja, gdzie w spokoju i radości będą cieszyć się z tego wielkiego cudu.

***

Klinika Hematologii i Transplantologii UCK powstała w 1991 roku. Od 1994 roku wykonuje się tu allogeniczne przeszczepianie szpiku kostnego. Do tej pory wykonano ponad pół tysiąca zabiegów tego typu. W 2001 roku rozpoczęło się przeszczepianie komórek od dawców ze światowych rejestrów. Rejestr polski zbliża się do pół miliona potencjalnych dawców, z czego cztery piąte zarejestrowanych to ci, którzy zgłosili się do fundacji DKMS. Na świecie zarejestrowanych jest około 10 mln potencjalnych dawców szpiku kostnego.

(MWL)
Autor:
Ewelina Potocka

 

Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/gdynianin-maciej-bukowski-po-dwoch-latach-poznal-dawce-szpiku/s77vf

Dodaj komentarz