Nie boją się nawet gnijących ran. Medycy na Ulicy robią w Warszawie coś, co chyba większości z nas nie mieści się w głowie

Gdy zmarznięci Warszawiacy uciekają do domów, klnąc na smog i spóźnione autobusy, oni zakładają zimne nitrylowe rękawiczki i z wysłużoną ratowniczą torbą stawiają się pod Dworcem Centralnym. Z dyżuru schodzą, gdy pomogą ostatniemu „pacjentowi”. Medycy na Ulicy robią coś, co chyba większości z nas nie mieści się w głowie.
Pod Dworcem Centralnym są w każdy poniedziałek i piątek od 20-tej. – Do ostatniego „pacjenta”. Cieszymy się, gdy uda się zejść z dyżuru po trzech godzinach, ale często kończymy o trzeciej, czwartej w nocy. Zwykle zostajemy trochę dłużej, żeby jeszcze pogadać. Bo to też możemy zrobić, a człowiek wysłuchany wreszcie czuje się jak człowiek – opowiada Agata Parafjańczuk, 31-latka, która wolontariuszką w Medykach na Ulicy jest od maja zeszłego roku.
To, co Medycy robią pod dworcem, jest udzielaniem pierwszej pomocy w warunkach polowych, ekstremalnych. Czy upał, czy trzaskający mróz, śnieg, czy deszcz, punkt dwudziesta na murku stawiają wysłużoną torbę ratowniczą. Wszystko, co w niej jest – bandaże, opatrunki, rękawiczki, maści – sfinansowali sami lub dostali od znajomych. Każdy dorzuca tyle, ile może. Nie korzystają z pomocy miasta czy jakichkolwiek innych organizacji.

Kim są Medycy na Ulicy? – Grupą streetworkerów. I grupą przyjaciół. Ja jestem ratownikiem pola walki. Byłam na misjach w Iraku, pomagałam przesiedleńcom w obozach. I powiem ci, że nie ma różnicy między tamtą pracą i tą – tu i tam jest człowiek – przekonuje Agata.

  • Każdy z nas ma inną historię, ale każdy ma coś wspólnego z medycyną. Mamy dwóch ratowników medycznych, ochotniczych strażaków, dwie pielęgniarki – jedną jeszcze na studiach, drugą z dwudziestoletnim doświadczeniem – psychologa i naszego ukochanego Marcina, który jeszcze się uczy. Jego oczywiście nie pchamy do najtrudniejszych zadań, natomiast niesamowicie nam pomaga i daje wielką radość – cieszy się Agata.

I jeszcze raz podkreśla, że każdy z medyków jest profesjonalistą. – Nie mamy prawa uczyć się udzielania pierwszej pomocy na ulicy.

Medycy na Ulicy niosą pomoc, ale sami też jej potrzebują. Oto akcja, do której każdy może…a nawet powinien, się włączyć:

Kochani… Walczymy z zimnem!

Chcemy dać naszym podopiecznym poczucie prywatności i poszanowania ich godności kiedy walczymy z problemem medycznym wymagającym zdjęcia odzieży, ułatwić cały proces udzielania pomocy medycznej i unikać udzielania jej na mrozie, mieć możliwość transportu do szpitala lub do schroniska, kiedy nasz podopieczny sam nie będzie w stanie się tam dostać…

POTRZEBUJEMY KARETKI. Bardzo.

Nie wiemy czy się uda. Bardzo chcemy wierzyć, że jakimś cudem… Mamy nadzieję na sukces, chociaż przedsięwzięcie jest ogromne. Każda, absolutnie każda wpłata jest na wagę złota.

Wreszcie chcemy mieć miejsce, w którym można będzie z człowiekiem po prostu usiąść i porozmawiać o tym, co boli. W cieple. Bez gapiów.

https://pomagamy.im/medycynaulicykaretka

Czytaj więcej na: weekend.gazeta.pl

Foto: Facebook


Dodaj komentarz