Obudź w sobie dziecko :)


1

Jak na nowo odnaleźć w sobie dziecięcą wesołość, spontaniczność, pomysłowość? Psycholog Magda Nowak twierdzi, że w każdym z nas jest „wewnętrzne dziecko”. Ale nie należy tego rozumieć dosłownie. To nie jest dziewczynka z warkoczykami. Ono jest tym wszystkim w nas, co wiąże się z naturalnym wyrażaniem swoich uczuć i potrzeb.

Jest źródłem naszej intuicji, naturalnej ekspresji. I naszą zdolnością do bycia tu i teraz, a nie do oglądania się na to, co było albo będzie.

Temperowanie malucha

To naturalne, że rodzice dbają o to, by systematycznie uczyć nas porządku, grzecznego zachowania i kontrolowania emocji. Ale czasem się zdarza, że przesadzają z tym temperowaniem. Bo na „wewnętrzne dziecko” łatwo wpłynąć tak, że będzie zbyt uległe i zrezygnuje z własnej spontaniczności.

Jak do tego dochodzi? Kilka przykładów niemądrego temperowania z tysiąca możliwych. Chorobliwie podejrzliwa matka bezpodstawnie oskarża swoją córkę o kłamstwa. W efekcie córka traci wiarę w siebie. Zaczyna podejrzewać siebie o najgorsze. Że nie da rady, że znowu obleje egzamin, że nikt się w niej nie zakocha. Jako dorosła nie potrafi być szczęśliwa. Jej „wewnętrzne dziecko” zostało stłumione. Odcięło się od tego, co było w nim żywe i spontaniczne. W efekcie taka kobieta stała się smutnym, wylęknionym dorosłym asekurantem. Albo ojciec innej dziewczyny jest niezwykle wymagający. Ciągle mówi: „tego nie wolno, tamtego nie wolno”. A w ogóle to: „dzieci i ryby głosu nie mają”. Jego córka szybko się orientuje, że nie ma sensu z nim dyskutować, bo i tak nie zostanie zrozumiana, ani nawet wysłuchana. Przyjmuje więc strategię, by na wszystko się zgadzać i żyć tak, by ojcu nie zawadzać. W rezultacie taka dorosła kobieta nie umie w pełni poczuć radości albo rozpaczy. Ona tę zdolność musiała zredukować do minimum, by przetrwać.

Dziecko na wojennej ścieżce

Podobno każdy z nas ma w sobie oprócz „wewnętrznego dziecka” także „wewnętrznego rodzica”, dyktującego nakazy i zakazy, ale także troszczącego się i zaspokajającego potrzeby. Jeżeli przyjrzysz się, jakim zasadami w życiu się kierujesz i jakim hołdujesz wartościom, zobaczysz podobieństwo swojego „wewnętrznego rodzica” do tego prawdziwego. Jeśli na przykład Twój ojciec był surowy i wymagający, do dziś możesz w sobie słyszeć jego słowa: „Jak w pracy wykonasz 300 proc. normy, bądź z siebie zadowolona. W przeciwnym razie jesteś nikim”. Wtedy stajesz się pracoholikiem, który kompletnie nie dba o swoje samopoczucie, potrzebę snu czy odpoczynku. Jeśli więc w Tobie jest „małe dziecko” stłumione przez „wielkiego krytycznego rodzica”, możesz mieć problemy z popłakaniem się ze złości albo zrobieniem sobie wagarów od domowych porządków. Twoje hobby to uporczywe pilnowanie porządku. „Wewnętrzny mentor” mówi Ci: jest tyle spraw do zrobienia. Jeśli natomiast dominuje w Tobie „rozbrykane dziecko”, jesteś typem totalnego ryzykanta, który idzie na szczyty Tatr, choć ostrzegano go przed zagrożeniem lawinowym. Nie analizujesz sytuacji, tylko zarażasz innych swoją wesołością. Możesz nie radzić sobie z trudnościami i łatwo wpadać w nałogi. Pewnie masz poczucie, że wszystko jest dozwolone. Skupiona na doraźnym zaspokajaniu swoich potrzeb, zostawiasz innym poważniejsze obowiązki: odpowiedzialność, punktualność, systematyczność.

Pochwała spontaniczności

Dlaczego więc niektórzy ludzie mają w sobie „wielkiego krytycznego rodzica” i stłumione „małe dziecko”? Jedną z przyczyn może być to, że nasi prawdziwi rodzice częściej chwalili nas za to, że dobrze się uczyłyśmy i byłyśmy grzeczne, niż za to, że tak kreatywnie pomalowałyśmy chodnik przed blokiem czy zrobiłyśmy instalację z koszul tatusia. W naszej kulturze chętniej sprzyjamy budowaniu w nas postawy „rodzica”: logice, obowiązkowości, pracowitości, poprawności. Cóż bowiem przychodzi nam z tego, że czasem lubimy nic nie robić, bawić się i śmiać? Nie ma z tego pieniędzy. Nie ma z tego namacalnych korzyści. Ale za to jest lepsze samopoczucie, humor, a nawet zdrowie!

Powrót do przeszłości: w emocjach i uczuciach

Trudno dać przepis na to, jak odzyskać w sobie zdolność do spontaniczności. Jeśli czujesz się nieszczęśliwą dorosłą kobietą, być może będzie Ci potrzebna psychoterapia. Pierwszy krok, jaki możesz samodzielnie wykonać, to próba zastanowienia się nad swoimi trudnościami związanymi z wyrażaniem uczuć.

Odpowiedz sobie na pytania:

Jeśli odpowiedzi brzmią: nie potrafię… bo tak się po prostu nie robi… bo to jest niekulturalne… bo boję się zaryzykować, to oznacza, że Twoje „wewnętrzne dziecko” było ograniczane. Co wtedy? Niczego nie wolno robić na siłę. Nie ma sensu postanowienie: dziś powiem matce, z którą jestem skłócona od 10 lat, że ją kocham, i przytulę się do niej z całych sił. Taka deklaracja niewiele może zmienić. Warto skupić się na szukaniu odpowiedzi, dlaczego mam problemy z wyrażaniem emocji. Może nie byłam pieszczona jako dziecko? Może zostałam kiedyś przez kogoś zraniona, oszukana? Potem pozostaje odpowiedź na pytanie, czy w ogóle chcę to zmienić, czy moja oschłość mi przeszkadza. Jeśli tak, warto małymi krokami szukać w sobie pokładów spontaniczności.

Może zaczniesz od przytulenia partnera albo kogoś, kto jest Ci bliski? Może wtedy poczujesz, że nic strasznego się nie wydarzyło? Może zacznie Ci to sprawiać przyjemność? Może kolejny raz czułość przyjdzie łatwiej? A jeśli dawno nie płakałaś, nie czułaś, że rozpacz wypełnia całe Twoje ciało, warto, byś zdała sobie sprawę, że blokowanie takich emocji jest dla Ciebie niszczące. Tłumisz żal, smutek, wściekłość. To nic, że w powszechnym rozumieniu zachowujesz się jak dorosła, kulturalna, silna postać, kontrolująca emocje. Czasem warto okazać słabość. Łzy przecież oczyszczają. Może dlatego dzieci potrafią tak szybko przechodzić od płaczu do śmiechu?

Zdrowy egoizm

Aby zbadać, jak silne jest w Tobie „wewnętrzne dziecko”, przyjrzyj się także swoim przyzwyczajeniom.

Odpowiedz na pytania:

Jeśli wyszło Ci, że nie potrafisz zadbać o siebie, to oznacza, że Twoje „wewnętrzne dziecko” ciągle czegoś potrzebuje. Że trzeba się nim zająć, wsłuchać w nie, poświęcić mu trochę czasu. Często mamy tendencję do usprawiedliwiania niedbania o siebie. Mówimy, że brak nam czasu, bo musimy zarabiać pieniądze (żeby spłacić kredyty) i poświęcać każdą wolną chwilę dzieciom (one są przecież ważniejsze ode mnie). A to wszystko są wymówki. Naprawdę zawsze warto dostrzec choć odrobinę „dziecka” w sobie. Inaczej możesz mieć trudności z czuciem się szczęśliwą i uszczęśliwianiem innych: dzieci, partnera. Będziesz dla nich sfrustrowaną maszyną do zarabiania pieniędzy, wiecznie narzekającą i zmęczoną kobietą. Naprawdę warto znaleźć choć odrobinę czasu dla siebie. To jest zdrowy egoizm, który będzie procentował.

 

Źródło: http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/obudz-w-sobie-dziecko/l1fjt