fbpx

Boimy się zwolnić, bo przytłacza nas dialog wewnętrzny. Sprawdź jak poradzić sobie z niepokojem podczas urlopu

Kilka dni temu rozpoczęło się kalendarzowe lato. Wielu z nas rozważa wzięcie dłuższego urlopu, żeby wyjechać na wakacje. Brzmi jak sielanka? Nie dla wszystkich. Bardzo często urlop generuje więcej stresu niż sama praca, a po kilku dniach wolnego czujemy się przytłoczeni. Jak to możliwe?

Wizja leniuchowania dla osób, które są bardzo aktywne zawodowo może przyprawiać o frustrację. Bierze się to z faktu, że takie osoby są przyzwyczajone do zadaniowego trybu życia, a nicnierobienie ich zdaniem świadczy o byciu niepotrzebnym i nic nie wartym. Przed wakacjami zajmujemy się planowaniem wyjazdu, a w trakcie urlopu myśleniem o powrocie do domu. Byle nie zatrzymać się na chwili obecnej.

 

Zatrzymaj się

Zdaniem psychoterapeutki, Doroty Hołówki, jedną z głównych przyczyn, dla których urlop wprawia w poczucie dyskomfortu i stres, jest nasza gonitwa myśli i niezdolność do uspokojenia się. Gdy spowalniamy działanie, zaczynamy przecież słyszeć swój wewnętrzny dialog, a ten nie zawsze nam się podoba. Do głosu mogą dojść wszystkie do tej pory spychane emocje: lęk, niepokój, smutek czy gniew. Jeśli nie mamy narzędzi, które pozwolą nam sobie z nimi poradzić, czas spędzony ze sobą i swoimi myślami może przyprawiać nas o panikę.

– W chwilach, kiedy ograniczamy koncentrację na tym, co na zewnątrz, coraz głośniej słyszymy głos z wewnątrz. Atakuje natłok myśli, powodując złe samopoczucie. Stąd skojarzenie: urlop = spięcie + złe samopoczucie – mówi psycholożka.

Przymus działania jest z jednej strony programem wgranym nam w dzieciństwie, a z drugiej sposobem na ucieczkę od siebie. Zdarza się też tak, że ludzie bardzo aktywni zawodowo budują własną tożsamość na wynikach czy statusie materialnym. Wykonywana funkcja jest wówczas dla nich rodzajem bezpiecznej przystani, w której wszystko jest znajome i poukładane. Jednak kurczowe trzymanie się jednej, niezmiennej tożsamości jest ryzykowne. W chwili, w której stracimy status, pozycję lub pracę, zostaniemy z niczym.

 

Co mówi lęk w tobie?

  • Ciągłe działanie sprzyja utrzymaniu tych myśli poza świadomością. W końcu jednak znajdują przestrzeń na zwrócenie uwagi na siebie – dzieje się to zazwyczaj wtedy, kiedy zatrzymujemy działanie i wypoczywamy. I nagle stajemy się niespokojni. W psychologii taki stan nazywamy lękiem sygnałowym, został on szczegółowo opisany przez Freuda. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pożywką dla lęku jest właśnie opór.

Uciekanie od siebie może być bardzo niebezpieczne. W końcu ciało posiada własną mądrość, a napięcia generowane przez lata zaczną się uaktywniać. W takich chwilach może pojawić się choroba. To ciało poniekąd zmusza nas do zatrzymania się i refleksji.

Psychoterapeutka twierdzi, że jedną z lepszych sposobów na niepokój i stres jest praktyka uważności. Poniżej znajduje się krótka instrukcja dla początkujących. Pojedyncza sesja może trwać choćby i trzy minuty. Każdego dnia wydłużaj praktykę o dodatkowy czas, jeśli to dla ciebie komfortowe.

 

Praktyka uważności

Zacznij od kilkuminutowej koncentracji na swobodnym oddechu. Jeśli czujesz niepokój, niebawem pojawią się myśli dotyczące właśnie tego problemu. Daj im powoli rozwinąć się, być może zobaczysz całą historię z nimi związaną. Obserwuj, jak pojawiają się i odchodzą, dając miejsce kolejnym, pozwól im przychodzić bez oceniania – są, a za chwilę ich nie ma. Wyobraź sobie, że jak dmuchawce unoszą się na wietrze lub pękają jak bańki mydlane i tworzą się na nowo, po to, żeby znów zniknąć.

W praktyce mindfulness nie chodzi o to, żeby zmienić myśli, ale żeby się z nimi nie identyfikować. Niech myśli i emocje przepływają jak chmury po niebie.

– Kiedy nabierzesz trochę wprawy, dialog wewnętrzny nie zepsuje ci magicznego wakacyjnego czasu, a jeśli przyłożysz się solidnie do tego ćwiczenia, jest spora szansa, że twoje życie zacznie przypominać wieczne wakacje – mówi Dorota Hołówka.

 

Opracowanie: Kamila Gulbicka
Źródło: zwierciadlo.pl

 

 

 

 

Dodaj komentarz