Polacy otworzyli restaurację na pustkowiu w Gruzji

O Ance i Ksawerym pierwszy raz usłyszałam dwa lata temu. Pomyślałam, że albo są szaleni albo szalenie odważni. Później przeczytałam o nich artykuł w jednej z polskich gazet. Zaimponowali mi. Osobiście poznaliśmy się rok później. To było podczas jednej z moich dwunastu podroży do Gruzji. Już wtedy wiedziałam, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. Niedawno znów się widzieliśmy. Odwiedziłam ich w Udabno, które od ponad roku jest ich domem. Restauracja, którą tam otworzyli to nie wszystko – teraz wpadli na kolejny szalony pomysł. Problem, jak zwykle, jest ten sam.

Anka miała 26 lat i pracowała w Polsce w biurze podróży. Dostała maila, że jest okazja, by pojechać na 9-dniowy wolontariat do Gruzji. Chodziło o rozwijanie agroturystyki w czeczeńskiej wiosce. Wysłała zgłoszenie. Trzy miesiące później była na miejscu. Pokochała Gruzję, a Gruzja obiecała na nią poczekać.

Anka na Kaukazie postanowiła spędzić swój najbliższy urlop. Nie przyjechała sama, towarzyszył jej Ksawery. On w Polsce miał poważną pracę, na poważnym stanowisku. Był menadżerem w sieci sklepów sportowych. Sporo podróżował, głównie służbowo. W Gruzji nigdy wcześniej nie był. Do Polski wrócił zakochany w tym kraju, podobnie jak wcześniej zakochana wróciła Anka. Oboje postanowili pójść za głosem serca.

– Z moim przyjacielem mamy taką teorię, że między 30., a 40. rokiem życia człowiek jest na szczycie swoich możliwości – zdradza mi przyczyny swojej decyzji Ksawery. – Ja dwa lata temu miałem 35 lat. Byłem w połowie. Pomyślałem, że jeśli chcę ciekawiej przeżyć życie, to najwyższy czas podjąć jakąś decyzję. Zrezygnowałem z pracy w korporacji i przeprowadziliśmy się z Anią do Gruzji.

Na początku Anka z Ksawerym wynajęli mieszkanie w Tbilisi. Ksawery dostał pracę jako przewodnik turystyczny. Anka zawsze chciała pomagać innym. Zatrudnienie znalazła w organizacji pozarządowej. Czas wolny wykorzystywali na poznawanie kraju i jego mieszkańców. Gruzińskiego nie znali. Z młodszymi komunikowali się po angielsku, ze starszymi po rosyjsku. Podczas jednej z wypraw do kompleksu monatycznego David Garedża, jednej z najważniejszych atrakcji turystycznych kraju, przejeżdżali przez wieś, w której więcej było krów niż mieszkańców. Zaintrygowała ich dzikość tego miejsca.

Niecałe 80 km od Tbilisi, 20 km od granicy z Azerbejdżanem. Dookoła głównie stepy. Udabno może pochwalić się niespełna 50-letnią historią. To sztucznie stworzona wieś, wymysł ówczesnej władzy radzieckiej, której celem było zaludnienie stepowych terenów położonych tuż obok azerskiej granicy. Zasiedlili ją Swanowie, gruzińscy górale z północy kraju, których przesiedlono po tym jak ich domy zostały zniszczone w wyniku lawiny błotnej. To wersja oficjalna, nieoficjalnie mówiło się, że w ten sposób władze chciały odizolować najbardziej niepokornych.

Ponad 40 lat temu to była kraina mlekiem i miodem płynąca. Pola obsadzone były arbuzami, pomidorami i słonecznikami, a specjalnie stworzony system irygacyjny doprowadzał do wsi wodę. Dobrobyt skończył się wraz z upadkiem Związku Radzieckiego. Za wodę nie było komu płacić, więc z jej dostępnością zaczęły być problemy.

2

Udabno, do którego trafili Anka z Ksawerym, w niczym nie przypominało tego raju stworzonego dla Swanów przed laty. Po arbuzach, pomidorach i słonecznikach nie było już śladu. Były za to wędrujące bez celu po dziurawej drodze krowy i opuszczone domy, do których nikt nigdy nie zdążył się wprowadzić, a jedyny powiew świeżości dawał wiatr, który skutecznie potrafi przegonić gości, nie tylko tych proszonych.

Przyglądając się Udabno trudno zrozumieć, dlaczego właśnie tu Anka z Ksawerym postanowili otworzyć restaurację.

– Do kompleksu monastycznego David Garedża jedzie się półtorej godziny, zwiedza się go półtorej godziny i powrót zajmuje kolejne półtorej godziny – próbuje wyjaśnić mi decyzję otwarcia restauracji w Udabno Anka. – Pięć godzin bez dostępu do wody czy toalety. Sami to przeżyliśmy i wiedzieliśmy, że takie miejsce jak Oasis Club powinno wypalić.

Gdy miejscowi usłyszeli, że para Polaków postanowiła w ich wiosce otworzyć restaurację, wybuchnęli śmiechem – wspomina Ksawery. – Mimo niedowierzania w powodzenie projektu, bardzo nas wspierali.

Ksawery zarejestrował spółkę. Kupił kawałek ziemi z budynkiem, a właściwie czymś co tylko budynek przypominało. Formalności pomógł mu załatwić sąsiad. Mieszkańcy wioski zaangażowani zostali też przy remoncie, oferowali nocleg, karmili. Remont się nieco przedłużał. Słynne GMT (Georgian Maybe Time) i tym razem dało o sobie znać.

3

-Albo ktoś miał urodziny, albo były czyjeś imieniny. W niedzielę też pracować nie chcieli. – opowiada Anka. – Marszrutki z turystami mijały Oasis Club, a my wciąż nie byliśmy gotowi.

Plan zakładał otwarcie restauracji na początku maja. Oasis Club na przyjęcie pierwszych gości gotowe było z miesięcznym poślizgiem. Pomalowany na biało budynek z niebiesko-zielonymi okiennicami sprawił, że w Udabno powiało wielkim światem. A od kiedy przed restauracją wyrosła przywieziona w prezencie przez turystów z Polski palma, to można powiedzieć, że w Udabno zrobiło się też egzotycznie.

– Najczęściej odwiedzają nas Polacy, ale sporo też jest też Niemców, Włochów, Francuzów czy Amerykanów – wylicza Anka. – Gruzini jeszcze się nie przekonali. W tym roku spodziewamy się też Litwinów, bo otwarto nowe połączenie lotnicze z tym krajem.

Anka z Ksawerym zatrudnili cztery kucharki, sami jednak też gotują. Dlatego w menu można znaleźć zarówno polskie smaki jak i swańskie specjały. Największą popularnością wśród turystów cieszy się pomidorowa i kubdari, czyli swańskie chaczapuri (zamiast sera w środku jest mięso). Smaczne jedzenie, polska gościnność i klimat Udabno sprawiły, że turyści, którzy w Oasis Club zatrzymywali się tylko na obiad, zostawali na dłużej. Nie przeszkadzało im nawet to, że spać musieli na drewnianych europaletach, bo miejscami noclegowymi Oasis Club jeszcze wtedy nie dysponowało.

W tym roku zarówno Polacy, jak i mieszkańcy wioski postanowili wyjść turystom naprzeciw. Dwie rodziny z Udabno, za namową Anki i Ksawerego, przygotowały pokoje z łazienkami na wynajem. Obok Oasis Club wkrótce mają stanąć też domki, w których również będzie można przenocować.

– Chcemy odwdzięczyć się mieszkańcom Udabno – mówi Ksawery. – Dzięki nim dostaliśmy szansę na nowe interesujące życie. W zamian chcemy nauczyć ich żyć z turystyki.

W tym roku turystów do Udabno ma przyciągnąć nie tylko Oasis Club. Anka z Ksawerym wpadli na kolejny szalony pomysł. Chcą wybudować w Udabno galerię połączoną ze sceną muzyczną. Marzeniem Anki jest, by na tej scenie występowały kobiety z zespołu folkowego ze wsi.

– One są niesamowite – zachwyca się Anka. – Jedna z nich pracuje u nas w kuchni i podśpiewuje przy gotowaniu. Chciałabym, żeby więcej osób mogło poznać ich twórczość.

Art Stage Gallery ma stanąć tuż obok Oasis Club. Ksawery wymyślił, że wszystko powinno być zbudowane z europalet. Palety chce nakładać na metalowe słupy. Chodzi o to, by całość konstrukcji można było dowolnie modelować.

Anka z Ksawerym pieniądze na nowy projekt zbierają na portalu Polak potrafi. Każdy może stać się częścią tego projektu. Wystarczy bardzo niewiele.

 

Źródło: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/polacy-otworzyli-restauracje-na-pustkowiu-w-gruzji-teraz-chca-wiecej/1dz3w

Dodaj komentarz