Koniec sortowania śmieci

1

Te normy będzie nam trudno wypełnić, bo nie dysponujemy odpowiednimi technologiami. Jarosław Drozd, Paweł Przybylski i Krzysztof Grabowski, właściciele Bioelektry, uważają, że taką technologię już mają. Ale nie są w stanie przebić się na rynku ze względu na obowiązujący w Polsce stan formalno-prawny.

– Nasza przewaga polega na najniższych w branży kosztach operacyjnych. Dzięki temu zarabiamy na przetwarzaniu śmieci w warunkach, w których dla konkurentów jest to nieopłacalne. Możemy wygrać niemal każdy przetarg – mówi Jarosław Drozd, prezes Bioelektry.

Technologiczny przełom, którego dokonała Bioelektra, polega na poddaniu odpadów sterylizacji w specjalnie zaprojektowanych hermetycznych zbiornikach. Pod wpływem działania wysokiej temperatury i ciśnienia śmieci zmniejszają objętość i masę, giną wszystkie bakterie i pasożyty. I – co najważniejsze z punktu widzenia rachunku ekonomicznego – w trakcie procesu od organicznej części odpadów oddzielane są surowce takie jak szkło, metale czy plastiki.

2

Większość surowców Bioelektra sprzedaje, z reszty wytwarza paliwo alternatywne, którego kupnem zainteresowane są firmy energetyczne czy cementownie. Z organicznej części odpadów powstaje natomiast biomasa, która może być nawozem, paliwem alternatywnym lub posłużyć do produkcji biogazu.

– Ta technologia powstawała przez 10 lat. Zainwestowaliśmy w nią własne kilkadziesiąt milionów złotych, które zarobiliśmy na innych naszych przedsięwzięciach – mówi Jarosław Drozd.

Wszyscy trzej wspólnicy Bioelektry są przedsiębiorcami od początku lat 90. Zaczynali od handlu, w miarę wspinania się po szczeblach zamożności przeszli do przedsięwzięć bardziej złożonych. Drozd jest m.in. współwłaścicielem firmy produkującej napoje, Paweł Przybylski, w latach 90. dwukrotny mistrz Polski w rajdach samochodowych, specjalizuje się w inwestycjach w nieruchomości, a Krzysztof Grabowski, w przeszłości prezes giełdowego Próchnika, prowadzi hotel pod Iławą.

– Bioelektra to dla nas najważniejsze biznesowe przedsięwzięcie w życiu – mówi Jarosław Drozd.

Od ponad dwóch lat w województwie warmińsko-mazurskim działa jeden zakład Bioelektry, w którym przetwarzanych jest 40 tys. ton odpadów komunalnych rocznie. Ale na większą skalę firma nie jest w stanie zaistnieć na krajowym rynku, ze względu na uwarunkowania prawne i odmienne pomysły polityków na to, jak wypełnić unijne normy.

 

Źródło: forbes.pl, zdjecie: Fot. Piotr Waniorek

Dodaj komentarz