Polskie wałki do ciasta podbijają świat

1

Kiedy zaczynałam, moi znajomi trochę się ze mnie naśmiewali, że graweruję kuchenne wałki. Nikt nie wierzył, że mi się uda – mówi projektantka Zuzia Kozerska. Pomysł okazał się trafiony. „Vałek Rolling Pins”, bo tak nazywa się jej firma, zachwyciła już klientów z Australii, Stanów Zjednoczonych, Japonii, a nawet Ameryki Południowej.

Przygoda z wałkami rozpoczęła się rok temu przed świętami Bożego Narodzenia. Wcześniej Zuzia Kozerska przez dwa lata studiowała w Barcelonie wzornictwo przemysłowe. – Natchnęła mnie do tego moja siostra, która stwierdziła, że bardzo ciężko jest znaleźć taki kuchenny gadżet, którym można zrobić wzorki na ciastkach. Pomyślałam, że może warto spróbować – wspomina swoje początki Zuzia.

Inicjały do ravioli

I tak w jej pracowni na obrzeżach Warszawy pojawił się ploter laserowy, a Zuzia wraz ze swoim chłopakiem zabrała się do projektowania wzorów, które pojawiały się na wałkach. – To była i wciąż jest metoda prób i błędów. Dużo już wiem, ale wciąż są takie elementy, których nie mogę zaprojektować tak, żeby odbijały się na ciastkach. Chociażby pociągi, których wielką fanką jest moja bratanica. Wciąż kombinuję i nie wiem, w czym tkwi ich tajemnica – wyjaśnia.

Stara się spełniać wszystkie życzenia i nietypowe zamówienia klientów, choć, jak przyznaje, nie zawsze jest to łatwe. – Dużo było wzorów trudnych, z którymi musiałam się zmierzyć. Pamiętam zamówienie na wałek z bardzo kaligraficznym napisem dwóch liter – inicjałów pary młodej. Chcieli, żeby te litery były jak najcieńsze, bo z wałkowanego nim ciasta miały powstawać ravioli. Było ciężko, ale doszliśmy do porozumienia – śmieje się Zuzia.

Wałek na „baby shower”

W jej pracowni codziennie powstaje ok. 50 wałków. Grawerują je trzy maszyny, wykonanie jednego trwa ok. godziny. Większość z nich wysyłana jest do klientów ze Stanów Zjednoczonych, Australii, Japonii, Chin, Ameryki Południowej. Zdarzają się także nietypowe zamówienia jak to ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. – To było zamówienie, które chyba najbardziej mnie zdziwiło. Klientka zamówiła 40 wałków z imieniem swojej córki na tzw. „baby shower”. Byłam tym naprawdę zaskoczona – wspomina. I dodaje, że wałki najczęściej zamawiane są na urodziny, śluby, czy wieczory panieńskie.

Do każdego wałka dodawane jest ciastko z wytłoczonym wzorem, żeby było widać, jak działa. Zamówienia warto składać z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, choć jak przyznaje projektantka, zdarzają się też i takie na ostatnią chwilę. Jest ich tak wiele, że w prowadzeniu firmy Zuzi pomaga jej chłopak oraz brat. – Cieszę się, że ten skok na głęboką wodę, tak świetnie wypalił. Teraz wiem, że czasem warto zrobić w życiu coś szalonego – mówi.

2

 

3

 

4

 

5

 

6

 

7

 

8

 

Źródło: tvp.pl

Dodaj komentarz