7 rzeczy, które chciałabym przekazać dziecku.

1

Właśnie jemu – mojemu synowi. Nie nakłaniać do podzielania moich poglądów, ale przedstawić je w taki sposób, żeby choć chciał się z nimi zapoznać. Chcę przekazać to, w co sama wierzę, z czym się utożsamiam. Ludzie są bardzo różni i nawet jeśli w naszych żyłach płynie ta sama krew, kiedy Budzik osiągnie dorosłość, nasze poglądy mogą być diametralnie różne.

Można to nazywać konfliktem pokoleń, niezgodnością charakterów czy jakkolwiek inaczej. Chciałabym, żebyśmy wzajemnie szanowali swoje zdanie i potrafili dyskutować tak, jak wielu się nie udaje. Tymczasem w głowie od dawna mam listę rzeczy, o których będę mu mówić.

1. Miłość.

Łatwo nazywamy tym słowem, może zbyt łatwo. Miłość pełni bardzo ważną rolę w życiu dziecka i dorosłego, każdego człowieka. Nie musi to być miłość małżonków, ani w nieformalnym związku. Nawet dzieci nie zawsze są kochane bezwarunkowo, choć tak powinno być. Chciałabym, żeby Budzik kochał zwierzęta, a przez słowo „kochał” rozumiem szacunek do nich, troskę, zrozumienie dla pewnych zachowań (także teraz się tego uczymy np. reakcji naszej kotki na głaskanie, kiedy wyraźnie sobie tego nie życzy). Miłość to nie tylko motyle w brzuchu na pierwszej randce. Miłość to często oddanie, poświęcenie, przywiązanie i całe stado emocji.

2. Empatia.

Taka zupa z Azji – wiem. Świat pędzi naprzód, a my razem z nim. Chciałabym, żeby w pośpiechu codzienności zauważał innych. Żeby serce drgnęło wtedy, gdy zobaczy krzywdę drugiego człowieka lub innej istoty. Żeby nie tylko patrzył, ale i widział.

3. Tolerancja.

Czytałam, że więcej osób deklaruje się jako tolerancyjne, niż faktycznie jest. Pewnie to prawda – kiedy zbliża się do Ciebie facet albo babka z mikrofonem i operatorem kamery, zadaje pytanie „czy uważa się Pan/Pani za osobę tolerancyjną” odpowiesz, że jesteś homofobem, nie cierpisz katolików, żółtych, czarnych i psów bez zębów? Pewnie nie. Wydaje mi się, że jestem tolerancyjna. Nie odwracam wzroku, kiedy dwóch facetów się całuje. Nie oburza mnie to, nie drażni, nie obrzydza. Skoro się kochają albo jest im razem dobrze? Co mi do tego? Jakie mam prawo żeby ich oceniać? Jako dziecko, często choćby na ulicy słyszałam powiedzonka o Żydach. Wtedy ich nie rozumiałam, dziś nie powtarzam, bo uważam za podłe, niegodne. Nie oceniam ludzi przez pryzmat ich koloru skóry, wiary czy przekonań. Owszem, mogę się z nimi nie zgadzać, mogę dyskutować, ale nie dyskryminuję ze względu na sam fakt, że ktoś jest inny niż ja. Tolerancja to zgoda, ale…nie na wszystko. Nie toleruję wielu rzeczy, o których może następnym razem.

4. Książka.

Nie, nie chcę przekazywać Budzikowi książki, ale byłabym bardzo szczęśliwa, jeśli udałoby mi się zaszczepić w nim miłość do czytania, radość jaką dają lektury. Żeby widział w czytaniu nie obowiązek, a dostrzegał możliwości. Wiele osób myśli, sama znam takie, że książka to zmęczony wzrok i nic niewnoszące do naszego życia słowa. Dla mnie – wręcz przeciwnie. Książki potrafią otworzyć na wiele spraw, pokazują taki sam lub inny od naszego punkt widzenia na różne kwestie, są wstępem do rozważań. Jasne, niektóre przeczytamy dla tak zwanego odmóżdżenia, oderwania od codzienności ale przecież istnieje całe mnóstwo świetnych, które mogą nas czegoś nauczyć. Dlaczego z tego nie korzystać?

5. Dostrzeganie rzeczy małych.

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Ostatnio jestem w miejscu, w którym przestałam narzekać a zaczynam dostrzegać. Nie zawsze jest to możliwe, bo na pewno ciężko jest zaakceptować brak pracy, rodziny, dziecka, miłości, kota, no czegokolwiek co bardzo byśmy chcieli mieć i się nie udaje. Rzecz w tym, żeby nauczyć się widzieć szklankę w połowie pełną. Ba! Nawet w jednej trzeciej bo i kilka łyków potrafi ugasić pragnienie. Zresztą, to absolutnie nie wyklucza podążania za czymś lepszym czy snucia planów i marzeń. Szykują się u nas duże zmiany i chociaż nie miałam czasu, żeby się do nich przygotować muszę uwierzyć, że będzie dobrze. Że sobie poradzimy, odnajdziemy się w nowej rzeczywistości. Nikt tego za mnie nie zrobi, a wiara ponoć czyni cuda. Sprawdzę czy tak faktycznie jest.

6. Własne zdanie.

Warto je mieć. Trudno mnie przekonać do zmiany poglądów, chociaż tylko krowa ich nie zmienia (a i to jest wątpliwe). Polegam na własnej intuicji i wiedzy. Kieruję się swoimi przekonaniami, słucham rad innych i cedzę przez sito zdrowego rozsądku. Nie wyobrażam sobie zawsze i wszędzie być zdanym na kogoś innego, żyć według cudzego schematu. To męczące dla obu stron. Chciałabym, żeby mój syn także polegał na sobie, ale też wiedział, że nie trzeba mieć wyrobionej opinii na każdy temat. To raczej utopia – o tak wielu sprawach nie mamy bladego pojęcia.

7. Szacunek.

Dla drugiego człowieka. Zwierząt. Cudzej własności. Do siebie. Do świata, przyrody, starszych i młodszych. Dla innych poglądów, dla wiedzy.

__

Czy tylko tyle mam do przekazania własnemu dziecku? Nie. Tyle na początek. To rzeczy, które pojawiają się w codzienności i które tak naprawdę się ze sobą łączą. Wszystkie. Czymże jest miłość bez szacunku? Tolerancja bez własnego zdania? Książka bez dostrzegania rzeczy małych? Do rozwiązań odpowiednich dla nas samych dochodzimy przez całe życie. Dopiero kiedy nadejdzie jego kres, będziemy mogli ocenić czy faktycznie byliśmy oddani naszym ideałom, czy wszystko robiliśmy dobrze, czy postąpiliśmy odpowiednio przekazując to kolejnemu pokoleniu. I dopiero ono będzie odpowiedzią na te pytania.

 

Źródło: boodzik.pl

Dodaj komentarz