Ideału nie ma – o samoakceptacji

1

Brak samoakceptacji i problemy z poczuciem własnej wartości to rodzaj cywilizacyjnej epidemii. Jesteśmy przekonani, że nasze jestestwo wymaga uzasadnienia. Dlatego na pytanie „kim jesteś”, mówimy o rolach które spełniamy w życiu innych osób. „Jestem dziennikarką”, „jestem ojcem”, „jestem przedsiębiorcą”. Uważamy, że bez nich, nie ma uzasadnienia dla naszego jestestwa. Ale czu tak naprawdę musi być jakiekolwiek?

Poczucie własnej wartości determinuje podejmowane przez nas w życiu codziennym decyzje. Możemy podświadomie sami siebie nimi krzywdzić, lub dopieszczać. Zjedzenie słodkiej jagodzianki może być i jednym i drugim, w zależności od tego, czy decyduje się na nią jedzeniowy hedonista, czy osoba, która w ten sposób zrywa ze swoją dietą. To z jakim nastawieniem podejmujemy decyzje, determinuje ich wpływ na nasze życie, samopoczucie i poczucie własnej wartości.

3

Zapominamy, że nie istnieje magiczny koniec tęczy, pod którym czeka nas szczęście i garnuszek ze złotem. Wierzymy, że dopiero kiedy będziemy bogaci/wysportowani/znani będziemy mogli bez obaw otworzyć się na ludzi i przyjemności. Problem samoakceptacji objawia się na naprawdę wielu płaszczyznach. Jedną z nich i bardzo teraz aktualną, jest nasz stosunek do własnego ciała. Już sami nie wiemy jak powinniśmy wyglądać i jak powinniśmy się w nim czuć, bo zagłuszamy jego pojękiwania kolejnymi kawami i tabletkami przeciwbólowymi.

Jak zamienić swoje życie w katorgę?
Żeby zdobywać szczyty trzeba wykonać trochę pracy i jeżeli jest ona zmotywowana marzeniem o Kilimandżaro – fantastycznie! Taka motywacja do aktywności niemal automatycznie przenosi naszą uwagę do wnętrza. Koncentrujemy się na swoim ciele podczas trwania treningów, zaczynamy mu coraz bardziej ufać i w razie czego szybko wyłapujemy wszelkie błędy, które mogłyby nas w przyszłości kosztować kontuzję.

Często jednak motywacją do zapisania się na fitness, jest poczucie, że z ciałem które mamy nie jesteśmy pełnowartościowi. Żeby zasłużyć na awans/miłość/uwagę/seks/przyjemności musimy się transformować. I tak jak generalnie podejmowanie aktywności fizycznej jest dobrym wyborem, bo naprawdę pomaga poczuć się lepiej we własnym ciele, to w podchodząc do niej w ten sposób skazujemy się na katorgę.

Na każdym treningu bowiem będziemy sobie przypominać „nie jestem jeszcze tam gdzie chcę być” i dojście do tego miejsca będzie zdawało się koszmarnie trudne. Z drugiej strony, osoba pracująca nad kondycją z powodu ,wymyślonego na potrzeby tego artykułu, marzenia o Kilimandżaro będzie raczej widziała się coraz bliżej celu. Skupianie się na braku wyolbrzymia brak.

2

Czy być może robisz to co robisz, bo wydaje ci się, że nie zasługujesz, być robić to co lubisz? Ile razy słyszałam historię o ludziach, którzy marzyli o twórczej karierze ale czuli się nie wystarczający, żeby chociaż spróbować. Umniejszali swoje talenty, bo wiele razy byli przez nie wydrwieni, nazwani samochwałami. I kiedy przyszło co do czego, wybrali nudne, zachowawcze kariery. Pisałam już kiedyś o tym, że wstyd to grzech i bywa, że wierzymy w cudze poglądy, uważając je za swoje. To jest dokładnie ten przykład.

Pigułka na samoakceptacje
Praca z poczuciem własnej wartości nie jest wcale prosta. Nie ma na to pigułki. Trzeba znów „zajrzeć do siebie” i znaleźć wszystkie te miejsca, w których wydaje nam się, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, trochę wybrakowani, niepełnowartościowi. A potem zastanowić się dlaczego tak uważamy i w ramach terapii DIY spróbować znaleźć odpowiedź na pytanie – w jaki sposób jestem wystarczająco dobry?

I pamiętać, że zawsze jesteś wystarczająco dobry, żeby spróbować jeszcze raz, albo nauczyć się czegoś nowego. Zawsze jesteś wystarczająco dobry, by mówić szczerze o tym co myślisz i czujesz i zawsze zasługujesz na pomoc, miłość i wsparcie, nawet jeżeli jakieś konkretnie osoby ci jej nie dają. W zasadzie, to zawsze jesteś wystarczająco dobry, bo tak naprawdę wszyscy jesteśmy w pewnym sensie „pracą w toku” i nie ma czegoś takiego jak meta, czy też już wspominany – szczęśliwy koniec tęczy. Nie ma czegoś takiego jak „ideał” do którego należy dążyć. Możemy być tylko tacy, jacy jesteśmy. Nigdy nie będziemy wybrakowani, nawet bez ręki i nogi jesteśmy całością. Idealną. Innej nie ma.

Żeby móc cieszyć się pełnią ekspresji w życiu i seksie trzeba budować komunikację z samym sobą. Zaglądać do siebie i pytać i dbać o siebie jak o przyjaciela. Czy gdyby ktoś bliski przyznałby się przed nami, że czuje się bezwartościowy, czy nie zrobilibyśmy wszystkiego, żeby przekonać go, jak bardzo jest w rzeczywistości ważny i wartościowy? Szanujmy siebie jak przyjaciół. Nie niszczmy swoich ciał przetrenowaniem, czy też odwrotnie – alkoholem, używkami i brakiem snu.4

Nauczyć się kochać siebie jest bardzo trudno, szczególnie jeżeli wychodzimy z przestrzeni, w której nawet się nie akceptujemy. Będzie już dobrze, kiedy spróbujemy się chociaż polubić. I przy następnej okazji, kiedy będziemy zastanawiać się nad jakąś decyzją, zastanówmy się – co zrobiłby na moim miejscu ktoś, kto kocha/lubi samego siebie? I zróbmy dokładnie to.

Jutro o samoakceptacji w seksie! I rozwijaniu kontaktu ze sobą i swoim ciałem. W ramach treningu własnej wartości. Nie robimy żadnego „bikini challenge”, uczymy się czerpania prawdziwej przyjemności z życia.

 

Źródło: natemat.pl

Dodaj komentarz