Sędziwe staruszki założyły „girl band” który stał się sensacją

1„Girl band” to nazwa, która była popularna  w latach 90. Zespoły składające się z młodych, urodziwych dziewcząt podbijały świat chwytliwymi piosenkami. Jak się okazuje, wiek nie jest jednak przeszkodą aby robić karierę w show biznesie.

Doskonałym przykładem są panie z zespołu KBG84. Mają średnio po 84 lata i postanowiły pokazać światu, że starość wcale nie musi oznaczać siedzenia w ciepłych kapciach przed telewizorem. Najstarsza członkini, Haru Yamashiro, skończyła 97 lat.

Ich „girl band”, robi prawdziwą furorę. Popularność, jaką w ostatnich miesiącach osiągnęła grupa, zaskoczyła same piosenkarki. Utwór „Choć i tańcz” dostał się na czołowe miejsca lokalnych list przebojów. Bilety na zapowiedziane w najbliższym czasie koncerty zostały niemal w całości wyprzedane.
33 starsze panie przyznają, że coraz częściej zdarza im się, że ktoś zaczepia je na ulicy i prosi o autograf. One całą tą sytuacją wydają się nieco zaskoczone. Zatrzymujący je przechodnie czasami nazywają je swoimi idolami. Niektóre staruszki przyznają, że jeszcze do niedawna nawet nie znały znaczenia słowa „idol”.

2

Zapewniają że woda sodowa na pewno nie uderzy im do głowy. Ciepłe przyjęcie, z jakimi spotykają się ich występy, motywuje je do jeszcze wytrwalszej pracy.

– W Tokio czujemy się jak prawdziwe gwiazdy – opowiada 86-letnia Hideko Kedamori. – Podczas naszych występów ludzie szeroko się uśmiechają, co daje nam jeszcze większą energię i siłę.

3

Kobiety należące do zespołu pochodzą z wyspy Kohama w Japonii. Pomysłodawczyni oraz liderka zespołu, która chciała w jakiś sposób uhonorować Kohamę, wpadła na pomysł stworzenia „girl bandu”, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Podstawowym warunkiem, jaki musiały spełniać panie, które chciały stać się częścią projektu, był wiek. Aby przystąpić do zespołu trzeba mieć bowiem ukończone przynajmniej 80 lat.

Dołączenie do zespołu było dla seniorek dużym wyzwaniem. Żadna z nich nie porzuciła jednak swoich dawnych pasji. Wciąż mają czas na wyszywanie czy plotki przy filiżance herbaty. Kiedy tylko mogą, biorą na siebie typowe domowe obowiązki, takie jak sprzątanie czy gotowanie. Wszystkie też przyznają, że jako priorytet traktują troskę o własne zdrowie. Starają się dobrze odżywiać, wysypiać się i unikać upałów. Mimo dobrego samopoczucia, podczas ich koncertów na zapleczu zawsze przygotowany jest sprzęt pierwszej pomocy, gdyby któraś z nich się źle poczuła – poinformował „The Guardian”.

Wiele osób zastanawia się nad źródłem ich sukcesu. Odpowiedzi są różne. Niektórzy tłumaczą, że są pod wrażeniem wielkiego uroku, którym emanują piosenkarki i tancerki oraz wielkiego entuzjazmu towarzyszącego im podczas każdego występu. Spory odsetek osób wskazuje na pasję oaz bezpretensjonalność artystek. Kobiety śpiewają po prostu o wyspie z której pochodzą, tamtejszych krajobrazach oraz zwierzętach zamieszkujących jej zakątki. W ich tekstach nie ma sztuczności.
Ktoś może powiedzieć, że nagła popularność zespołu składającego się z samych babć to chwilowy kaprys japońskiej publiczności. Inni wskazują, że przyczyną ich sławy może być po prostu znużenie odbiorców współczesną popkulturą, gdzie wszystko jest sztuczne i gidzie brakuje miejsca na naturalność.

Źródło: theguardian.com, dogonews.com

Dodaj komentarz