9 rzeczy, których najlepiej uczy posiadanie dużej rodziny


1

Podobno z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. To smutne, jak bardzo najbliżsi są w stanie się od siebie oddalić. Ale najwyraźniej każdy przypadek jest inny. Tak czy inaczej duża rodzina to również duża szansa, by nauczyć się wielu rzeczy, które dla jedynaków i samotników jeszcze długo pozostaną obce. Oto 9 z nich.

Rozsądne podejście do życia

Od małego dzieląc się z innymi uczymy się, że nie zawsze można dostać to, co się chce. A jeśli nawet, to trzeba podzielić się tym z trójką rodzeństwa. Co wtedy? Ano nic, w końcu dla osoby wychowanej w dużej rodzinie to rzecz naturalna. Co innego w przypadku osób, którym od małego wmawiano, że są najważniejsze na świecie, mogą mieć wszystko, co zechcą, wystarczy tylko, że odpowiednio mocno tupną nogą… To dramat, którego duże rodziny pozwalają na szczęście uniknąć.

Robienie rezerwacji

Jedną czy dwie dodatkowe osoby zawsze da się jakoś zmieścić. Z ośmioma jest już wielokrotnie (hm… ściślej rzecz ujmując czterokrotnie) gorzej. Wiedząc od małego, że jest nas cokolwiek dużo, uczymy się uwzględniać to w przyszłości. Wystarczy raz czy dwa odbić się od drzwi zatłoczonej restauracji, dla której „jeszcze sześć” to o sześć za dużo, by dowiedzieć się, że zadzwonienie godzinę wcześniej i zarezerwowanie miejsca nikogo dotąd nie zabiło.

Pilnowanie swojej własności

Pierwszy tydzień w akademiku? Nagle orientujesz się, że jednak nie można nawet na chwilę spuścić z oka patelni z jajecznicą czy słoika z bigosem od mamy, bo po prostu zniknie. Tak samo wędlina, proszek do prania, krem do golenia czy cokolwiek innego, co przyjdzie ci zakupić za ciężko wypracowane kieszonkowe. Ot, studencka szkoła życia. Ale wychowując się w domu razem z kilkorgiem rodzeństwa – i jeszcze kilkoma innymi współlokatorami – uczysz się dbać o siebie i pilnować swoich rzeczy. Bo nikt nie zrobi tego za ciebie. Samodzielność ponad wszystko.

Śmiech jest lekiem na wszystko

Dwie osoby mogą pożreć się na śmierć i życie, a wtedy przyjdzie trzecia, która całą sytuację zdoła obrócić w żart. Hurra – po raz kolejny udało się uratować świat od zagłady. Duże rodziny, złożone zwykle z bardzo różnych charakterów, sprzyjają znacznemu rozwojowi poczucia humoru, bo przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nawet jeden, choćby i nieszczególnie trafiony dowcip, potrafi zdziałać cuda. I wyniesiona z domu umiejętność obracania problemów w żart, zamiast ich piętrzenia, bardzo przydaje się w późniejszym, „bardziej poważnym” życiu.

Wczesne wstawanie

Wczesne wstawanie to rzecz, której wiele osób po prostu nie cierpi, a dźwięk budzika przyprawia je o dreszcze. To tak bardzo zrozumiałe, ALE – wczesne wstawanie ma mnóstwo zalet. Wcześniej wstając jesteśmy pierwsi w łazience – zanim młodsza siostra złapie kielnię i zacznie nakładać tapetę. Pierwsi na śniadaniu – zanim starszy brat pochłonie wszystko co najlepsze, pierwsi do otwierania bożonarodzeniowych prezentów. A i później konieczność wybrania się na 8 do biura nie stanowi już tak wielkiego problemu.

Praca w grupie

Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, indywidualiści mają przerąbane. Zebrania, spotkania integracyjne, zjazdy i wyjazdy – to jeszcze pół biedy. Gorzej: grupy projektowe, burze mózgów, narady, wspólne ustalanie planów i opracowywanie strategii. Dla wielu osób to istna męczarnia, która z podnoszeniem produktywności nie ma nic wspólnego. Osoby wychowywane w rodzinach wielodzietnych współpracę mają we krwi. Choćby od samego początku żarły się z rodzeństwem o najmniejszą głupotę, to znacznie szybciej niż jedynacy dochodzą do wniosku, że współpracą można osiągnąć znacznie więcej.

Empatia

Jedynacy są zawsze najmądrzejsi – przynajmniej we własnym mniemaniu. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale zasada generalnie się sprawdza. Żyjąc w grupie, uczymy się nie tylko współpracy, ale również tak dzisiaj niemodnego myślenia o innych. Mając w młodości kontakt z wieloma innymi osobami, czy to rówieśnikami, czy starszymi, łatwiej jest postawić się na ich miejscu i zrozumieć ich specyficzny punkt widzenia. Wbrew pozorom to umiejętność, która bardzo przydaje się w późniejszym życiu.

Podział obowiązków

Jedni odpowiadają za jedno, inni za drugie i tak cudownie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystkie elementy układają się w kolejności, by stworzyć współgrającą całość? Ha, ha. Praktyka wygląda zupełnie inaczej i współpraca w grupie wymaga znacznie więcej niż tylko powiedzenia „co kto ma”. Umiejętność zapanowania nad podziałem obowiązków przychodzi z wiekiem – ale znacznie łatwiej osobom, które od najmłodszych lat przyzwyczajone są do współistnienia z innymi indywidualnościami.

Odpowiedzialność za siebie i innych

Klasowy grubas zaczepiał twojego młodszego brata? Wiesz, co z tym zrobić. Okej, to zły przykład. Tak czy inaczej to właśnie z domu wynosi się świadomość, że nie zawsze wszystko da się „sam sobie”. Młodsze rodzeństwo, wyjące z głodu do wracającej późno z pracy matki, najlepiej uczy odpowiedzialności i troski o innych. Wystarczy w końcu poświęcić pół godziny na zrobienie posiłku, by uszczęśliwić rodzinę i samego siebie – chociażby zyskanym w ten sposób spokojem (oraz – oczywiście – wdzięcznością spracowanej mamy).

Źródło: elitedaily.com, bigfamilylove.com