fbpx

Przyroda Tajlandii odpoczęła od turystów

Kiedy odwiedzamy nowe miejsca po raz pierwszy, nasze doświadczenia są najbardziej intensywne. Lądując w Tajlandii, która jest idealnym miejscem na pierwszy wypad do Azji, ciało zaczyna oplatać ciepłe, wilgotne powietrze, do nozdrzy dociera słodki zapach kwiatów: orchidei, oraz lotosu, który jest kwiatem Buddy i ma dla Tajów wymiar transcendentalny.

– Na hasło Tajlandia widzę gigantyczne lotnisko w Bangkoku i czuję zapach tamtejszego powietrza. Tego, które czujesz tylko pierwszego dnia, gdy wysiadasz z samolotu po długiej podróży – potwierdza Natalia z bloga Tasteaway. Blogerka przyznaje, że obrazów w głowie na wspomnienie Tajlandii ma wiele.

– Widzę Bangkok pełen ludzi, samochodów, tuk tuków, straganów z ulicznym jedzeniem. Słyszę muzykę, jaka leciała, gdy rok temu o tej porze w Chinatown w Bangkoku wieczorem kupowałam ukochany mango sticky rice. Ale to nie wszystko, bo Tajlandia to również rajskie plaże – opowiada Magda, autorka kolejnego bloga, The Travelling Onion.

Tajlandia jest niezwykle różnorodna, a jednym z jej największych skarbów jest właśnie przyroda.

– Na północy na każdym kroku czekają bajkowe pejzaże: góry, wodospady, kaniony, pola ryżowe, dżungla, lasy, plantacje bananowców i drzew mango. Południe to z kolei przewaga wysp i plaż z idealną, turkusową wodą – dodaje Magda z The Travelling Onion.

Dla niej Tajlandia to malownicze zachody słońca oraz wyspy i plaże niczym z najlepszych katalogów biur podróży.- Zawsze mam też w głowie obraz pól ryżowych, które zobaczyłam po przebudzeniu w oknie nocnego pociągu jadącego z Bangkoku do Chiang Mai podczas pierwszej wizyty w Azji – wspomina autorka The Travelling Onion.

Przyroda odżyła!

Gdy otworzą się granice przyroda może zaskoczyć jeszcze bardziej. Lockdown ma w końcu swoje plusy. Rafy i lasy odżyły po kilku miesiącach wolnych od masowej turystyki, a żółwie na wyspie Samui nareszcie doczekały się licznego potomstwa.

– Ostatni raz lądowałam w Tajlandii w marcu dzień przed zamknięciem granic i spędziłam tam ponad dwa tygodnie, dzięki czemu mogłam obserwować, jak bardzo się ona zmienia – relacjonuje Magda.

– Cudownie było zobaczyć te wszystkie wyspy, plaże, parki narodowe i atrakcje nieprzesiąknięte masową turystyką.Już wtedy dało się zauważyć, jak przez te kilka tygodni natura odpoczęła od ludzi. Pierwsze podróże po lockdownie będą z pewnością powrotem do starej, dobrej Tajlandii sprzed lat – dodaje.

– Będzie po prostu piękniej i to najlepszy powód, by ruszyć tam ponownie – podsumowuje Jarek z bloga szalonewalizki.pl

Miejsca, dla spragnionych natury

Osobom, które w czasie podróży szukają przede wszystkim ukojenia wśród natury, autor  bloga Szalone Walizki poleca mniej znaną i niezatłoczoną prowincję Trat – ostatnią prowincję na wschodzie kraju, granicząca z najbardziej zieloną częścią Kambodży.

– Odnosi się tutaj wrażenie, że wiecznie zielony las monsunowy to prawdziwy właściciel tych ziem, a człowiek jest tu na chwilę  – opowiada. – Nieprzypadkowo na Ko Chang, sześćdziesięciu innych wyspach oraz 16-kilometrowym pasie rafy koralowej utworzono morski Park Narodowy Mu Ko Chang. Dlatego to snurkującym i nurkującym szczególnie poleciłbym tę wyspę i jej okolice. Podpowiada, że nurkowanie najlepiej zaplanować po zakończeniu pory deszczowej, gdy woda ma zdecydowanie lepszą przejrzystość.

– Miejscowa rafa jest na tyle bogata, że spokojnie możemy na niej zaobserwować majestatyczne żółwie zielone, piękne potato bass – odmianę znanego nam zapewne grupera, ciekawe cutlefish, gigantyczne ławice mniejszych ryb, które można spotkać wokół wraku amerykańskiego transportowca HTMS Chang. Warto uważnie przyglądać się też mniejszym stworzeniom żyjącym na rafie, bo wtedy zauważymy różne odmiany krewetek i popularne ślimaki nagoskrzelne. Rafa tętni życiem!

Autorka The Traveling Onion zachęca do ucieczki w głąb tropikalnego lasu.

– Na pewno poleciłabym Park Narodowy Khao Sok, w którym warto spędzić minimum dwa dni. Znajdziecie tam dżunglę, słonie, urocze gibony, jezioro Cheow Lan. Podczas tego pobytu polecam wam spać w domkach na wodzie, widok gwiazd z domku jest zawsze nieziemski. Warto również wziąć udział w spływie kajakowym, rejsie łódką po jeziorze oraz spróbować swoich sił w trekkingu na punkt widokowy Kri Sorn w najstarszej dżungli świata.

Do listy swoje propozycje „dorzuca” też autorka Tasteaway. Poleca niewielkie i stosunkowo małe popularne wyspy: Koh Ngai, Koh Kradan czy Koh Jum. – Na tej ostatniej byliśmy całkiem niedawno – w sierpniu 2019. To był cudowny czas pustych plaż, zieleni i autentycznych tajskich smaków.

 

Dodaj komentarz