fbpx

Dzieci nie potrzebują tylu plastikowych zabawek, więc przestańmy im je kupować

Zastanawialiście się czasem, dlaczego przy kolejkach do kas umieszcza się dodatkowe półki z produktami? W szczególności mowa o tych kolorowych zabawkach, ulokowanych strategicznie na poziomie wzroku małego dziecka, których zadaniem jest przyciągnąć uwagę zmęczonych zakupami rodziców. Umieszcza się je tuż przy kasie, na samej mecie naszej zakupowej przygody. To tak naprawdę stosy plastikowych rupieci jednorazowego użytku, które od razu się zepsują lub zostaną zapomniane równie szybko, jak były kupione. Zaprojektowane w idealnie ostrych barwach, żeby jak najlepiej przykuwać uwagę naszych pociech. Marketing w całej swej okazałości. A my, aby nie wywoływać większej awantury, poddajemy się i kupujemy cokolwiek, o co poprosi nasz mały, krzyczący łobuziak. W końcu my też jesteśmy zmęczeni zakupami, i chcemy jak najszybciej się stamtąd wydostać.

Tak naprawdę jakakolwiek plastikowa zabawka dostępna w supermarkecie w twoim mieście ma o wiele większy wpływ na nasze życie, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Po pierwsze, te przedmioty produkowane za jak najniższą cenę w jakimś odległym kraju są katastrofalne dla środowiska. Żyjemy w czasach, w których zwierzęta na jakichś dalekich wyspach umierają na skutek uduszenia w wyniku połknięcia plastiku. Czy to nie wystarczający powód na to, byśmy wreszcie ograniczyli naszą konsumpcję plastiku? Ta mała zabawka, o której każdy zapomni wkrótce po zakupie, będzie rozkładać się nawet przez 500 lat. Co gorsza, rozłoży się ona na małe cząstki tworzywa sztucznego, których obecność, swoją drogą, została wykazana także i u ludzi.

Po drugie, musimy wziąć pod uwagę wpływ tego szybkiego przypływu dopaminy na nasze pociechy.

Dopamina jest neuroprzekaźnikiem, znanym także jako hormon szczęścia, uwalnianym przez podwzgórze podczas przyjemnych sytuacji. Kiedy dziecko jest bliskie płaczu i dostaje zabawkę, której tak bardzo chciało, wszystko jest w porządku, prawda?

Nie do końca.

Przypływ poprawiającej samopoczucie dopaminy może wejść w nawyk. Każdy z nas chce przecież dobrze się czuć, dziecko również. Jednak jeśli zacznie myśleć, że krzyki i płacz to tak naprawdę środek do celu, stanie się skłonne do częstszych napadów złości, chcąc otrzymać następną nagrodę w postaci zabawki.

Choć dopamina jest niezbędna do prawidłowego rozwoju, małe dzieci potrzebują tak naprawdę czegoś innego: MIŁOŚCI.

Gdy dzieci (a także dorośli) są przytulane, obsypywane całusami i dotykane (oczywiście wtedy i w taki sposób, jaki im odpowiada), w ich mózgu zachodzi zupełnie inny proces i w jego wyniku wydzielana zostaje oksytocyna.

Oksytocyna jest o wiele bardziej delikatna i wykazuje więcej korzystnych właściwości niż dopamina i serotonina, z którymi często zaliczana jest do jednej grupy “hormonów szczęścia”.

Oksytocyna leczy.

Nazywana również “hormonem miłości”, odgrywa bardzo ważną rolę przy porodzie i karmieniu piersią. Niewiele osób wie jednak, że bardzo duże ilości oksytocyny wydzielane są  podczas zabawy i przyjemnych momentów spędzonych z dziećmi, tym samym pozwalając na doświadczenie jej zbawiennego działania, w tym zmniejszenia objawów depresji, redukcji stresu i lęku społecznego, uśmierzenia bólu i budowania silnych więzi.

Dlatego w momentach napięcia, które odczuwają zarówno opiekun jak i dziecko, należy pamiętać o jednym: to minie. Choć szybki zakup kolejnej plastikowej zabawki może chwilowo załagodzić sytuację, musimy też zdawać sobie sprawę, że ten stres jest chwilowy. Jako rodzice, będziemy zestresowani w tym momencie, ale to minie. Dzieci również staną się na moment zestresowane, kiedy krzycząc i kopiąc opuszczą z nami sklep. Ale nie ma w tym nic złego.

Nie zawsze będziemy w stanie natychmiast zaspokoić nasze zakupowe zachcianki – to niezaprzeczalny fakt.

Możemy w takiej sytuacji wyjść z dzieckiem ze sklepu i je przytulić, potrzymać przez chwilę w ramionach i pozwolić oksytocynie płynąć przez nasze ciało i poddać się jej leczniczemu działaniu.

To moment, który może nas wiele nauczyć. Ważna lekcja życiowa na temat tego, co znaczy być człowiekiem, a nie konsumentem. Takie chwile wzmacniają więzi z drugim człowiekiem, zamiast zapełniać wysypiska śmieci.

Źródło: achnews.org

Tłumaczenie: Aleksandra Kotlęga

Dodaj komentarz