Roman Ficek przebiegł Skandynawię. 2679 km w 40 dni i 11 godzin

Z Nordkapp na dalekiej północy Norwegii do latarni morskiej Lindesnes na jej południowym krańcu. Po drodze tysiące kilometrów przez Norwegię, Szwecję i Finlandię, bagna, torfowiska, skaliste góry, deszcz, zimno, problemy ze stopami i samotność. Roman Ficek ze Skawicy ukończył właśnie jeden z najbardziej wymagających projektów w swojej karierze. Pokonanie Gór Skandynawskich w formule self-support zajęło mu 40 dni i 11 godzin. Tracker Poltrax zarejestrował 2679 km trasy.

Polski ultrabiegacz rozpoczął „Ficek Runs Scandinavia” 8 lipca 2026 roku. Do mety dotarł 17 sierpnia. Pierwotnie zakładał, że wyprawa potrwa około 35 dni, jednak teren, pogoda i konieczność wielokrotnego modyfikowania trasy sprawiły, że potrzebował kilku dni więcej.

Najważniejsze było jednak dotarcie do celu. Ficek nie tylko ukończył wyprawę, ale zrobił to samotnie i bez zewnętrznego zespołu wsparcia. Sam organizował noclegi, zdobywał jedzenie, planował kolejne etapy i niósł wyposażenie w plecaku ważącym w zależności od momentu wyprawy około 6–9 kg.

Od Nordkapp do Lindesnes bez ekipy wspierającej

Projekt miał prosty do opisania, ale niezwykle trudny do wykonania cel: przemieścić się biegiem przez Góry Skandynawskie z północy na południe w formule self-supported.

Start znajdował się na Nordkapp. Meta została wyznaczona przy latarni morskiej Lindesnes, uznawanej za charakterystyczny punkt południowej Norwegii. Trasa prowadziła przez trzy kraje – Norwegię, Szwecję i Finlandię – oraz przez jedne z najbardziej odludnych terenów północnej Europy.

Przed rozpoczęciem wyprawy długość planowanej trasy szacowano na około 2900 km. Po zakończeniu projektu system śledzący Poltrax podał 2679 km. Różnica wynika z tego, że przebieg wyprawy nie był sztywną, wyznaczoną wcześniej linią – Ficek wielokrotnie musiał reagować na rzeczywiste warunki w terenie i zmieniać plan.

Podobnie wyglądają dane dotyczące przewyższenia. Przed wyprawą szacowano je na około 115 tys. metrów, natomiast w podsumowaniu po dotarciu do mety Bieganie.pl podało około 70 tys. metrów pokonanego przewyższenia.

To dobrze pokazuje, jak dużą niewiadomą była sama trasa.

Bagna okazały się trudniejsze, niż przypuszczał

Jeszcze przed startem Ficek wiedział, że północna część wyprawy będzie wymagająca. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie trudniejsza.

Na wielu fragmentach nie było wyraźnych szlaków. Pojawiały się torfowiska, bagna i miękki teren, w którym każdy krok kosztował więcej energii. Ciężki plecak dodatkowo utrudniał poruszanie się. W rozmowie przeprowadzonej po przekroczeniu 2000 km Ficek przyznawał, że właśnie teren był jednym z największych zaskoczeń całego projektu.

Dziennie pokonywał wtedy zwykle od 60 do 85 km. Część tego dystansu prowadziła przez tereny, na których trudno było mówić o klasycznym bieganiu po szlaku.

– Sam plecak mnie już wgniata do ziemi – mówił obrazowo podczas wyprawy.

Do tego dochodziła ciągła wilgoć. Mokre buty, wielogodzinne przemieszczanie się po bagnach i kolejne dziesiątki kilometrów mocno odbijały się na stanie stóp. W relacjach po zakończeniu projektu pojawiają się informacje o bólu, urazach i utracie paznokcia.

Jedzenie i nocleg musiał organizować sam

Self-support nie oznacza, że zawodnik przez ponad miesiąc niesie na plecach całe potrzebne jedzenie. Istotą tej formuły jest brak prywatnej ekipy, która czeka z posiłkiem, transportuje sprzęt czy przygotowuje nocleg.

Ficek korzystał z ogólnodostępnej infrastruktury dokładnie tak, jak może zrobić to każdy podróżnik. Zakupy robił w sklepach. Spał w hotelach, na kempingach i w norweskich schronach oraz chatkach DNT. Rezerwacji dokonywał sam, zwykle z dnia na dzień lub najwyżej z niewielkim wyprzedzeniem.

Nie wszędzie było to proste. Na najbardziej odludnych fragmentach odległości pomiędzy miejscami, w których można było uzupełnić zapasy, stawały się dodatkowym wyzwaniem. Donald.pl wskazuje, że zdarzały się problemy ze zdobyciem jedzenia.

Jednocześnie Skandynawia potrafiła Ficka pozytywnie zaskoczyć. Szczególne wrażenie zrobił na nim system samoobsługowych górskich chat.

– To zaufanie do ludzi jest dla mnie zdumiewające – opowiadał.

Najtrudniejszym przeciwnikiem nie zawsze były góry

Tysiące kilometrów biegu kojarzą się przede wszystkim z wysiłkiem fizycznym. Ficek zwracał jednak uwagę także na coś trudniejszego do pokazania na zdjęciach – samotność.

Przez kolejne tygodnie nie miał przy sobie bliskich ani ekipy technicznej. Na niektórych górskich odcinkach spotykał bardzo niewielu ludzi. Po czterech tygodniach mówił już o narastającym zmęczeniu, niewyspaniu i codziennym deficycie kalorycznym.

Pierwsze dwa tygodnie określił nawet jako bardzo ciężki okres. Później stopy zaczęły się goić, pojawiło się więcej fragmentów nadających się do normalnego biegu i poprawiło się jego nastawienie, ale zmęczenie kumulowało się każdego dnia.

W dalszej części pojawiły się góry, skały, wiatr i deszcz. Na najwyżej położonych fragmentach trasy występował nawet śnieg.

Mimo tego Ficek biegł dalej na południe.

17 sierpnia pojawiła się latarnia w Lindesnes

Po 40 dniach i 11 godzinach nieustannego przesuwania się przez Skandynawię Roman Ficek dotarł 17 sierpnia do latarni morskiej Lindesnes.

Właśnie tam zakończył projekt rozpoczęty ponad miesiąc wcześniej na Nordkapp. Bieganie.pl podało po finiszu 2679 km na podstawie trackera Poltrax.

Ficek podsumował wyprawę słowami, które dobrze wyjaśniają, dlaczego mimo ogromnego zmęczenia zdecydował się ją kontynuować:

– Warto inspirować ludzi i kolejne pokolenia do robienia rzeczy niemożliwych.

W swoim dłuższym wpisie podkreślał, że z czasem przestał biec wyłącznie dla własnego wyniku. Ważniejsza stawała się dla niego sama droga i możliwość pokazania innym, że cele początkowo wyglądające na nierealne mogą zostać osiągnięte.

 

To nie był jego pierwszy ekstremalny projekt

Roman Ficek od lat należy do czołowych polskich zawodników specjalizujących się w biegach ultra i długich projektach górskich.

Wcześniej pokonał m.in. około 2300-kilometrowy Łuk Karpat z przewyższeniem sięgającym 110 tys. metrów. Zajęło mu to 39 dni i 11 godzin. W ciągu jednej zimowej doby dziewięć razy wbiegł również na Rysy. Był też rekordzistą Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Ma za sobą także sukcesy w klasycznych zawodach ultra. Oficjalny profil UTMB potwierdza m.in. zwycięstwo w Adamello Ultra-Trail 2024 na trasie 168,9 km z ponad 11 tys. metrów przewyższenia, a w kwietniu 2026 roku wygrał liczący 135,7 km Spiski Wędrowiec podczas Pieniny Ultra-Trail.

Skandynawski projekt różnił się jednak od typowego ultramaratonu. Nie było punktów odżywczych rozmieszczonych co kilkanaście kilometrów, oznaczeń prowadzących do mety ani organizatorów czuwających nad zawodnikiem przez całą dobę.

Przez ponad 40 dni trzeba było nie tylko biec, lecz również każdego dnia od nowa rozwiązywać problemy związane z trasą, pogodą, jedzeniem, odpoczynkiem i własnym organizmem.

Pierwszy taki bieg przez Góry Skandynawskie

Ficek oraz media relacjonujące projekt określają jego dokonanie jako pierwszy w historii bieg przez Góry Skandynawskie trasą Norge på langs zrealizowany w formule self-support. Tak opisują osiągnięcie m.in. Bieganie.pl, lokalne media oraz sam zawodnik.

Warto zaznaczyć tę formułę, ponieważ Norge på langs – czyli pokonywanie Norwegii „wzdłuż” – może być realizowane na różne sposoby. Wyjątkowość projektu Ficka dotyczy połączenia górskiej trasy, biegu, samotnej realizacji i braku dedykowanego wsparcia zewnętrznego.

Tak czy inaczej liczby robią wrażenie: 40 dni i 11 godzin, prawie 2700 km zarejestrowanych przez tracker i dziesiątki kilometrów pokonywanych każdego dnia w bardzo zróżnicowanym terenie.

Dla biegacza ze Skawicy meta w Lindesnes nie była jednak wyłącznie miejscem zatrzymania zegarka. Po ponad miesiącu samotnej drogi najważniejsze okazało się to, co sam podkreślił po finiszu – że taki wyczyn może zachęcić kogoś innego do podjęcia własnego, pozornie niemożliwego wyzwania.

 

Jarema Świt

Jarema Świt – autor i współtwórca treści publikowanych w serwisie Dobre Wiadomości. Zajmuje się przygotowywaniem i opracowywaniem materiałów dotyczących wydarzeń z Polski i ze świata, ze szczególnym uwzględnieniem tematów pokazujących pozytywne zmiany, ciekawe inicjatywy, osiągnięcia ludzi oraz rozwój nauki, technologii i społeczeństwa. W swoich publikacjach podejmuje między innymi tematykę naukową, technologiczną, społeczną, ekologiczną i przyrodniczą. Interesują go również historie niezwykłych ludzi, lokalne inicjatywy, nowe rozwiązania oraz wydarzenia, które mogą mieć pozytywny wpływ na życie ludzi i ich otoczenie. Jako współtwórca treści Dobrych Wiadomości uczestniczy w wyszukiwaniu tematów, analizowaniu dostępnych materiałów oraz przygotowywaniu publikacji w formie przystępnej dla szerokiego grona odbiorców. W pracy nad tekstami stawia na zrozumiały język, zachowanie kontekstu opisywanych wydarzeń oraz przedstawianie informacji bez niepotrzebnego epatowania sensacją. Szczególne miejsce w jego publikacjach zajmują historie, które często pozostają w cieniu największych wydarzeń medialnych, mimo że pokazują rzeczywisty postęp, zaangażowanie ludzi lub rozwiązania ważnych problemów. Na łamach Dobrych Wiadomości Jarema Świt współtworzy materiały dotyczące zarówno wydarzeń krajowych, jak i interesujących wiadomości z zagranicy, przybliżając je polskim czytelnikom i umieszczając w zrozumiałym kontekście. Obszary tematyczne: Polska i świat, nauka, technologie, przyroda i zwierzęta, ekologia, inicjatywy społeczne, ciekawe osiągnięcia oraz inspirujące historie.

Jarema Świt has 7618 posts and counting. See all posts by Jarema Świt

Dodaj komentarz