Maria Okrucińska mistrzynią świata juniorek w jeździe na czas. Historyczny sukces 18-latki z Torunia
Osiemnastoletnia Maria Okrucińska sięgnęła po złoty medal mistrzostw świata juniorek w kolarskiej jeździe indywidualnej na czas, triumfując 22 września 2026 roku w Montrealu. To wyjątkowy dzień dla polskiego kolarstwa – reprezentantka Torunia nie tylko wywalczyła pierwszy w historii tytuł mistrzyni świata juniorek w tej konkurencji dla Polski, ale sprawiła też, że biało-czerwoni świętują pierwsze złoto mistrzostw świata w kolarstwie szosowym od dwunastu lat, czyli od czasu triumfu Michała Kwiatkowskiego w Ponferradzie w 2014 roku.
Trasa liczyła 10,7 kilometra i prowadziła od okolic Avenue du Parc, w stronę rzeki Świętego Wawrzyńca, by później zawrócić w kierunku centrum miasta i zakończyć się w pobliżu Parc Jeanne-Mance, gdzie zawodniczki czekał wymagający, kończący wyścig podjazd o średnim nachyleniu sięgającym sześciu procent. Okrucińska, startująca jako czwarta od końca stawki, od pierwszych metrów narzuciła bardzo wysokie tempo i już na półmetku prowadziła w klasyfikacji. W drugiej połowie dystansu nie tylko utrzymała, ale wręcz powiększyła swoją przewagę, przyspieszając dodatkowo na końcowym podjeździe, by ostatecznie triumfować z czasem 15:17,51.
Srebrny medal, ze stratą zaledwie 12,25 sekundy, zdobyła Belgijka Yana Decruyenaere, a brązowy – reprezentująca Wielką Brytanię Aalia Clay. W stawce nie zabrakło też innej Polki, Kingi Słomki, która uplasowała się na 22. miejscu.
Dla Marii Okrucińskiej to ukoronowanie wielu lat ciężkiej pracy. Zawodniczka trenuje w toruńskiej akademii kolarskiej Copernicus, założonej w 2013 roku przez Michała Kwiatkowskiego – jak dotąd ostatniego przed nią polskiego mistrza świata w kolarstwie szosowym – i startuje jednocześnie w barwach holenderskiej grupy Grouwels-Watersley. Rok wcześniej, w swoim pierwszym sezonie w kategorii juniorek, zajęła siódme miejsce na mistrzostwach świata w Kigali, w Rwandzie – progres, jaki dokonał się w ciągu dwunastu miesięcy, najlepiej pokazuje skalę jej obecnego sukcesu.
Sama zawodniczka nie kryła emocji po przekroczeniu mety: „Nie mogę wciąż w to uwierzyć. Nie wiem, co się dzieje. Miałam dziś bardzo dobre nogi i wszystko poszło po mojej myśli, jeśli chodzi o przygotowania i sam wyścig. Wszystkie zakręty poszły dobrze. Jestem mistrzynią świata” – powiedziała bezpośrednio po finiszu. Później, już spokojniejsza, dodała: „Długo do tego startu się przygotowywałam. Przeprowadziłam bardzo dobre rozpoznanie trasy i stojąc na starcie czułam, że to mój dzień. To dla mnie coś niesamowitego”.
Okrucińska podkreśla, że wielki wpływ na jej karierę mieli właśnie Michał Kwiatkowski oraz Katarzyna Niewiadoma-Phinney – oboje związani z Copernicusem i, podobnie jak ona, wywodzący się z polskiego kolarstwa. Jak sama przyznaje, utrzymuje z nimi regularny kontakt przez cały sezon, czerpiąc z ich doświadczenia i wsparcia. Na mistrzostwach świata w Montrealu młoda torunianka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa – już kilka dni później, w piątek, miała wystartować także w wyścigu ze startu wspólnego juniorek, mierząc się z kolejną szansą na medal.
Złoto Marii Okrucińskiej to sygnał, że polskie kolarstwo szosowe ma się czym pochwalić także w młodszych kategoriach wiekowych, a droga wytyczona przez Michała Kwiatkowskiego i Katarzynę Niewiadomą-Phinney znajduje w Toruniu godną kontynuatorkę.
Źródła: Eurosport, naszosie.pl




