Lekarze dawali jej tylko rok życia. Wtedy ktoś zapukał do drzwi i podarował jej 120 tys. dolarów na leczenie

Chociaż rzadko o nich słyszymy, dobrzy ludzie jednak istnieją. Przekonała się o tym Stephanie Headley z Ottawy, chorująca na śmiertelną odmianę twardziny układowej. Kiedy do jej drzwi zapukał nieznajomy i wręczył czek na 120 tys. dolarów, nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Dzięki pieniądzom będzie ją stać na ratującą życie operację.

Kiedy do Twoich drzwi puka zamaskowany nieznajomy, raczej nie spodziewasz się niczego dobrego. Podobnie pewnie pomyślała Stephanie Headley z Ottawy – 48-letnia samotna matka czwórki dzieci, cierpiąca na postępującą chorobę autoimmunologiczną. Ratunkiem miałby być dla niej przeszczep komórek macierzystych, na który nie było jej stać. To wtedy przed jej domem pojawił się nieznajomy…

Choroba Stephanie postępuje bardzo szybko. Według lekarzy został jej ostatni rok życia. Jedynym ratunkiem dla kobiety jest operacja w szpitalu w Chicago. Tylko tam wykonuje ją lekarz, który opracował nowatorską metodę leczenia twardziny układowej przez przeszczep komórek macierzystych. Niestety, zabieg kosztuje zbyt dużo. Dlatego też dzieci Stephanie postanowiły poprosić o pomoc w internecie.

„Wyobraź sobie, że nie możesz iść na spacer ze swoją Mamą. Że każdej nocy boisz się, że rano się nie obudzi” – tak zaczynał się list córki Stephanie do wszystkich, którzy mogliby wspomóc finansowo leczenie.

Niestety, zbieranie pieniędzy przez internet na leczenie mamy nie dało oczekiwanego efektu. Dzieci Stephanie zebrały zaledwie 13 z ponad 125 tysięcy dolarów potrzebnych na operację. Kiedy wydawało się, że wszystko stracone, Stephanie odebrała telefon od człowieka, który chciał jej osobiście przynieść wpłatę na leczenie. Kobieta przygotowała zatem kartkę z podziękowaniami i czekała.

10 minut później otworzyła drzwi człowiekowi w kapeluszu z szerokim rondem i w ciemnych okularach. Mężczyzna wręczył jej bez słowa kopertę, przyjął podziękowania i odszedł.

Patrzyłam na sumę. Tam było tak wiele zer! Byłam przekonana, że to jakiś błąd. Upadłam na ziemię, płakałam, powtarzałam tylko „Dzięki Bogu, będę żyć! Będę żyć!” – mówiła później Stephanie.

Anonimowy darczyńca dał kobiecie 120 tys. dolarów – dokładnie tyle, ile jest potrzebne na wykonanie operacji. Stephanie przygotowuje się teraz do zabiegów, które rozpoczną się we wrześniu. Ma nadzieję, że kiedyś spotka swojego dobroczyńcę i będzie mogła podziękować mu osobiście.

Źródło: http://deser.pl


Dodaj komentarz