Polak otworzył sklep z częściami do maluchów na Kubie. „Wciąż jest ich tu ok. 14 tys.”
W Hawanie ruszył biznes, który brzmi jak gotowy scenariusz na reportaż o sentymencie, pasji i niezwykłych związkach między krajami. Endy Torres, syn Polki i Kubańczyka, otworzył na Kubie sklep z częściami do Fiata 126 p. W miejscu, gdzie wciąż jeżdżą tysiące „maluchów”, taki pomysł nie jest wcale egzotyczną fanaberią, lecz odpowiedzią na realną potrzebę kierowców i mechaników.
Ta historia ma w sobie coś więcej niż tylko motoryzacyjny urok. Pokazuje, że polski samochód sprzed dekad nadal żyje na karaibskiej wyspie, a jego obecność wciąż łączy dwa światy, które dla samego Endy’ego od dawna są równie ważne.
Maluch jako symbol dwóch ojczyzn
Torres opowiada, że dzieciństwo spędzał między Kubą a Polską. To właśnie wtedy zauważył coś, co z perspektywy czasu stało się dla niego bardzo znaczące: w obu krajach po ulicach jeździły Fiaty 126 p. Z biegiem lat ten widok przestał być zwykłą codziennością, a zaczął kojarzyć się z osobistą historią, rodzinnymi podróżami i wspomnieniem dwóch domów.
„Moje dwie ojczyzny były bardzo różne, ale i w jednej, i w drugiej po ulicach jeździły maluchy. Dla mnie to był taki łącznik między tymi światami, swego rodzaju symbol i już jako dzieciak marzyłem, że kiedyś będę miał Fiata 126 p i to marzenie spełniłem”.
Z czasem przyszła też bardziej praktyczna refleksja. Gdy jego znajoma z Kuby poprosiła go o wysłanie wiązki kabli do malucha, okazało się, jak wielkim problemem na wyspie jest zdobywanie części do tych aut. Właśnie wtedy narodził się pomysł, by zbudować wokół tego niszowy, ale bardzo potrzebny biznes.
„Postanowiłem więc, mimo ogromnej miłości do pracy dziennikarskiej, rozstać się z mediami i otworzyć na Kubie sklep z częściami do małych fiatów, które wciąż są tu bardzo popularne”.
Na Kubie wciąż jeżdżą tysiące Fiatów 126p
Dla wielu osób może to być zaskoczeniem, bo Kuba kojarzy się przede wszystkim z amerykańskimi krążownikami szos. Tymczasem „maluch” od lat ma tam swoje mocne miejsce. Według przywoływanych oficjalnych danych po wyspie wciąż porusza się około 13–14 tysięcy Fiatów 126 p, a mniej więcej połowa z nich jeździ po Hawanie.
To pozostałość po dawnych relacjach handlowych między Polską a Kubą. Małe fiaty trafiały tam w latach 1978–1988, a wiele z nich do dziś pozostaje w ruchu. Ich popularność nie wynika wyłącznie z sentymentu. Dla kubańskich kierowców są po prostu relatywnie tanie, oszczędne i łatwiejsze do utrzymania niż większe auta.
„Za zarejestrowanego małego Fiata na chodzie trzeba zapłacić ok. 3 tys. dolarów, a teraz to nawet 2 tys., bo ceny bardzo spadły. Kolejny najtańszy wóz kosztuje już dwa razy więcej. Poza tym maluchy są najbardziej ekonomiczne”.
Sklep powstał w trudnym momencie, ale właśnie dlatego może być potrzebny
Otwarcie takiego miejsca zbiegło się z bardzo trudnym okresem dla Kuby. Wyspa zmaga się z głębokim kryzysem paliwowym i energetycznym, a codzienne życie wielu mieszkańców stało się znacznie trudniejsze. To warunki dalekie od komfortowych dla jakiegokolwiek biznesu, ale paradoksalnie właśnie wtedy prosty i ekonomiczny samochód może mieć jeszcze większe znaczenie.
Torres przekonuje, że mimo obaw zainteresowanie częściami jest realne. Kierowcy i mechanicy myślą nie tylko o tym, jak przetrwać dzisiejsze trudności, ale także o tym, by utrzymać swoje auta w gotowości, kiedy sytuacja się poprawi.
„Wbrew moim ogromnym obawom, nie jest tak źle. Ludzie doszli do wniosku, że nie ma co walczyć o tę benzynę, skoro ceny są tak horrendalne, ale inwestują w części do maluchów, by kiedy już sytuacja się unormuje, chcą mieć sprawny, tani samochód”.
Polski samochód wciąż żyje na Karaibach
W tej historii najbardziej ujmuje to, że nie chodzi wyłącznie o handel. Sklep z częściami do Fiata 126 p stał się czymś w rodzaju małego kulturowego mostu między Polską a Kubą. Z jednej strony mamy samochód, który w Polsce urósł do rangi symbolu całej epoki. Z drugiej — wyspę, na której ten sam model wciąż pełni rolę praktycznego środka transportu.
To także opowieść o zaradności i o tym, jak przedmiot z przeszłości może zyskać nowe życie w zupełnie innym miejscu świata. Na Kubie „maluch” nie jest tylko wspomnieniem. Nadal jeździ, nadal jest naprawiany i najwyraźniej wciąż ma przed sobą kolejne lata na ulicach Hawany.
Dla miłośników motoryzacji to ciekawostka z duszą. Dla Endy’ego Torresa — spełnione marzenie, które połączyło rodzinne korzenie, dawną fascynację i konkretny pomysł na życie.

