Ian McEwan: „Wystarczy przestać robić złe rzeczy i zacząć robić dobre”. Pisarz o AI, klimacie i nadziei

Świat mierzy się dziś z wyzwaniami, które jeszcze niedawno brzmiały jak scenariusz powieści: kryzysem klimatycznym, konfliktami i gwałtownym spadkiem bioróżnorodności. Ian McEwan – jeden z najbardziej cenionych brytyjskich pisarzy – przekonuje jednak, że przyszłość wciąż jest w naszych rękach. I że nie musi skończyć się katastrofą.

Zachwyt i niepokój wobec sztucznej inteligencji

McEwan opowiada o zabawie, którą niedawno urządził z żoną Annaleną w domu w Cotswolds. Poprosili program AI Soniva Music, by przerobił słynny wiersz Philipa Larkina This Be The Verse na piosenkę country. Efekt ich zaskoczył.

„Okazało się to raczej piękne” – mówi pisarz. Potem poprosili o wersję utworu G.K. Chestertona The Rolling English Road „śpiewaną” przez Franka Sinatrę. Brzmiało to tak wiarygodnie i tak bogato aranżacyjnie, że McEwan poczuł jednocześnie podziw i przygnębienie: „Nie wiem, dokąd to nas zaprowadzi”.

Po chwili dodaje pół żartem, że może pocieszeniem byłaby sytuacja, w której dostawalibyśmy „dwa arcydzieła tygodniowo” zamiast jednego na pięćdziesiąt lat. Wtedy – ironizuje – „powinniśmy uznać się za szczęściarzy”.

Książki pisane przez AI? To nie jest największe zagrożenie

McEwan szybko zaznacza jednak, że twórczość generowana przez algorytmy może okazać się najmniej istotnym problemem. W swojej nowej powieści „What We Can Know” (pol. „Co możemy wiedzieć”) kreśli wizję przyszłości ukształtowanej przez to, jak ludzkość odpowie na zmiany klimatu i narastające konflikty. W tej wyobrażonej rzeczywistości populacja świata się kurczy, poziom mórz rośnie, a przyroda traci różnorodność – mimo to ludzie trwają, próbują się dostosować i odbudować to, co możliwe.

Powieść porusza się między epokami. W 2119 roku Tom Metcalfe, akademik z Uniwersytetu Południowych Downs, pracuje nad biografią poety Francisa Blundy’ego – sceptyka klimatycznego. Kluczem do opowieści staje się legendarny poemat Corona For Vivien, odczytany podczas kolacji w 2014 roku. Poza garstką gości nikt nigdy go nie słyszał, a poszukiwanie prawdy napędza całą historię.

„To dzieje się już teraz”

McEwan przyznaje, że coraz częściej myśli o tym, jaki świat zostawiamy kolejnym pokoleniom – zwłaszcza gdy w jego domu goszczą wnuki. „Tak naprawdę przechodzimy przez ten etap już teraz” – mówi. Jeszcze w latach 90. dyskusje o klimacie miały posmak science fiction. Dziś, jak podkreśla, skutki są widoczne dla wszystkich: „To jest w naszym życiu”.

Jednocześnie pisarz podkreśla, że rozwiązania są znane i w zasięgu ręki: „Wiemy, co robić. Przejście na gospodarkę opartą na elektryczności i odejście od spalania paliw kopalnych nie jest bardzo trudne. Nasza przyszłość jest bardzo otwarta”.

Nadzieja z projektów, które „odpuszczają” naturze

McEwan szuka powodów do ostrożnego optymizmu w miejscach, gdzie ludzie zaczęli działać konkretnie – czasem lokalnie, punktowo, ale skutecznie. Nadzieję dają mu projekty ochrony przyrody i renaturyzacji, zwłaszcza takie, które polegają na prostym założeniu: przestać szkodzić, a reszta zacznie wracać.

Przywołuje przykład obszarów u wybrzeży Szkocji, gdzie przez kilka lat ograniczono połowy i ruch łodzi. „Biolodzy morscy są absolutnie zdumieni odrodzeniem życia” – mówi. Podkreśla, że wracają nie tylko ryby i przegrzebki, ale też rośliny morskie, wodorosty i całe, złożone ekosystemy. „Gdziekolwiek przestajemy robić złe rzeczy, natura naprawdę potrafi odpowiedzieć”.

W podobny sposób mówi o strefie wykluczenia wokół Czarnobyla: miejscu o dramatycznej historii, które dziś bywa wskazywane jako jedna z bardziej różnorodnych przyrodniczo przestrzeni regionu. Dla McEwana to dowód na „wbudowaną odporność” natury – i na to, że ludzie też potrafią ją w sobie odnaleźć.

Pisarz nie ogranicza się do deklaracji. Opowiada, że razem z bliskimi montuje 51 paneli fotowoltaicznych na polu niedaleko domu. „Satysfakcja z oddawania prądu do sieci jest niezwykła” – podkreśla.

„Tysiąc punktów światła” i prosta recepta

McEwan wierzy, że na świecie istnieją setki, a może tysiące „punktów światła” – małych inicjatyw, w których ludzie budują lepszą przyszłość kawałek po kawałku. Problem w tym, że wciąż nie potrafimy połączyć tych działań w większą, wspólną zmianę.

Mimo to pisarz trzyma się nadziei. Bo – jak mówi – to nie jest zadanie ponad ludzkie siły. W jego ujęciu recepta jest zaskakująco prosta:

„To naprawdę nie jest aż tak trudne. Musimy tylko przestać robić złe rzeczy i zacząć robić dobre”.

 

Dodaj komentarz