Zatrzymał autobus i ruszył na pomoc. Kierowca MZK po raz drugi w tydzień pomógł człowiekowi
Zwykły kurs autobusu w Jeleniej Górze niespodziewanie zamienił się w akcję ratunkową. Stanisław Ogrodowczyk, kierowca miejscowego MZK, zauważył nieprzytomnego mężczyznę leżącego na chodniku. Zatrzymał pojazd, wysiadł i natychmiast ruszył z pomocą. Co niezwykłe, zaledwie około tydzień wcześniej ten sam kierowca interweniował w podobnej sytuacji, pomagając innemu mężczyźnie, który nagle bardzo źle się poczuł.
Za szybką i zdecydowaną reakcją stoi ogromne doświadczenie. Ogrodowczyk jest nie tylko kierowcą komunikacji miejskiej, ale również naczelnikiem OSP Jelenia Góra. Ze strażą pożarną związany jest od 41 lat, a ratownictwem zajmuje się od 2000 roku. Sam nie uważa się jednak za jedynego bohatera tej historii. Podkreśla rolę ludzi, którzy wcześniej zainteresowali się leżącym człowiekiem i wezwali służby.
Zobaczył człowieka na chodniku i zatrzymał autobus
Do zdarzenia doszło 6 sierpnia przy ulicy Morcinka 33 w Jeleniej Górze. Stanisław Ogrodowczyk prowadził autobus linii nr 16 w kierunku ulicy Wiejskiej. W pojeździe nie było w tym czasie pasażerów.
W pewnym momencie kierowca zauważył na chodniku leżącego mężczyznę oraz kilka osób, które próbowały mu pomóc. O interwencję poprosiła go także mieszkająca w pobliżu kobieta. Ogrodowczyk zatrzymał autobus i sprawdził stan poszkodowanego.
– Zatrzymałem autobus i oceniłem sytuację. Mężczyzna był nieprzytomny, ledwo oddychał i miał bardzo słaby puls. Kazałem położyć go na plecach i sprawdziłem podstawowe funkcje życiowe – relacjonował Stanisław Ogrodowczyk.
Pogotowie było już w drodze. Osoby znajdujące się wcześniej na miejscu zgłosiły brak oddechu, dlatego zespół ratownictwa medycznego przyjechał na sygnałach. Jeszcze przed jego przybyciem mężczyzna zaczął łapać powietrze. Następnie został przekazany ratownikom i zabrany do karetki.
Ogrodowczyk zwrócił uwagę, że znaczenie miała reakcja wszystkich obecnych na miejscu, a nie tylko jego własne działanie.
– Dziękuję osobom, które zwróciły na niego uwagę. To one jako pierwsze podeszły, sprawdziły, co się dzieje, i wezwały pogotowie. Ja udzieliłem pomocy do czasu przyjazdu ratowników – powiedział.
W materiale Jelonki kierowca ujął to jeszcze prościej:
– Bohaterami są wszyscy, którzy ruszyli z pomocą dzwoniąc na 112.
Tydzień wcześniej również nie pozostał obojętny
Historia robi jeszcze większe wrażenie, gdy okazuje się, że była to druga podobna interwencja Stanisława Ogrodowczyka w ciągu około tygodnia.
Wcześniej prowadził autobus linii nr 11. Na przystanku przy alei Jana Pawła II zauważył mężczyznę, który miał wyraźne problemy z podniesieniem się, a mimo to próbował wejść do pojazdu.
Kierowca zainteresował się jego stanem. Po krótkiej rozmowie okazało się, że pasażer bardzo źle się czuje. Miał problemy z oddychaniem i krążeniem, a także intensywnie się pocił. Mężczyzna jechał właśnie do lekarza i posiadał przy sobie dokumentację medyczną.
Ogrodowczyk ponownie zdecydował, że sytuacji nie można zignorować. Wezwał pogotowie i zaczekał na przyjazd ratowników, którym przekazano mężczyznę. Objawy mogły wskazywać na poważny problem kardiologiczny, dlatego szybka reakcja była szczególnie istotna.
Dwie interwencje w tak krótkim czasie pokazują, jak duże znaczenie może mieć zwyczajne zainteresowanie drugim człowiekiem.
„Nie zakładajmy, że ktoś jest nietrzeźwy”
Stanisław Ogrodowczyk zwraca przy tej okazji uwagę na problem, który można zaobserwować na ulicach wielu miast. Widząc osobę leżącą na chodniku czy zachowującą się nietypowo, łatwo założyć, że jest ona pod wpływem alkoholu. Tymczasem przyczyna może być zupełnie inna – i znacznie poważniejsza.
– Może to być zawał, udar albo inne nagłe zachorowanie. Nie wiadomo, co się wydarzyło. W czasie upałów trzeba szczególnie zwracać uwagę na osoby starsze, które siedzą na ławce, leżą na chodniku albo nie są w stanie się podnieść – podkreślił kierowca.
Jego słowa sprowadzają się do bardzo prostego przesłania: warto się zatrzymać, sprawdzić, czy człowiek potrzebuje pomocy, a w sytuacji zagrożenia zadzwonić pod numer alarmowy. Czasami kilka minut zainteresowania może mieć ogromne znaczenie.
Kierowca MZK i 41 lat służby w straży pożarnej
Szybka reakcja Stanisława Ogrodowczyka nie była przypadkowa. Z jeleniogórskim MZK jest związany od lat, a od 12 lat ponownie pracuje jako kierowca miejskiego przewoźnika. Jednocześnie od 21 lat działa w Ochotniczej Straży Pożarnej przy ulicy Wiejskiej i pełni funkcję naczelnika OSP Jelenia Góra. Łącznie ze strażą pożarną związany jest już od 41 lat.
Ratownictwem zajmuje się od 2000 roku i regularnie uczestniczy w kursach oraz ćwiczeniach. Właśnie dlatego zachęca innych, aby również zdobywali podstawowe umiejętności pozwalające właściwie zareagować w sytuacji zagrożenia.
– Kursy pierwszej pomocy naprawdę się przydają. Takie sytuacje mogą wydarzyć się w autobusie, na przystanku, na ulicy albo w domu. Im więcej osób będzie wiedziało, jak zareagować, tym większa szansa, że komuś uda się pomóc – mówi Stanisław Ogrodowczyk.
OSP Jelenia Góra planuje jeszcze w tym roku wysłać kolejną grupę druhów na kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy. Szkolenie ma objąć od ośmiu do dziesięciu osób.
Historia z ulicy Morcinka jest dobrym przykładem, dlaczego taka wiedza jest potrzebna nie tylko zawodowym ratownikom. Nagłe zatrzymanie autobusu trwa chwilę, zainteresowanie się człowiekiem leżącym na chodniku również nie wymaga wiele, ale dla osoby potrzebującej pomocy te kilka minut może okazać się najważniejsze.
Stanisław Ogrodowczyk nie chce przy tym przypisywać całej zasługi sobie. Wskazuje na mieszkańców, którzy jako pierwsi podeszli do mężczyzny i wezwali służby. I być może właśnie ten element najlepiej podsumowuje całą historię z Jeleniej Góry – pomoc zaczęła się od tego, że kilka osób po prostu nie przeszło obojętnie.

