Czterolatka spadła z piątego piętra. Sąsiedzi w ostatniej chwili uratowali ją kocem
Sekundy zdecydowały o tym, że dramatyczne zdarzenie w Łomży nie zakończyło się tragedią. Czteroletnia dziewczynka spadła z balkonu na piątym piętrze bloku przy ulicy Sybiraków. Na dole czekali już mieszkańcy, którzy rozciągnęli koc i zamortyzowali jej upadek. Dziecko trafiło do szpitala, ale – mimo ogromnej wysokości – nie doznało poważnych obrażeń.
Nagranie z osiedlowego monitoringu pokazuje, jak niewiele czasu mieli mężczyźni uczestniczący w spontanicznej akcji ratunkowej. Ekspert, który później analizował ich zachowanie, ocenił, że zadziałali niemal perfekcyjnie. Co więcej, jego zdaniem nawet profesjonalny sprzęt strażacki prawdopodobnie nie zdążyłby w tej sytuacji pomóc.
Dziewczynka wisiała po zewnętrznej stronie balkonu
Do zdarzenia doszło w niedzielę 9 sierpnia po godzinie 14 na jednym z osiedli w Łomży. Mieszkańcy zauważyli małą dziewczynkę znajdującą się po zewnętrznej stronie balustrady balkonu na piątym piętrze. Dziecko trzymało się barierki rękami.
Widząc ogromne zagrożenie, ludzie znajdujący się pod budynkiem natychmiast zaczęli działać. Część osób próbowała dostać się do mieszkania i zaalarmować opiekuna dziewczynki. Jednocześnie grupa mężczyzn przygotowała się na najgorszy scenariusz.
Pan Grzegorz, jeden z uczestników akcji, wspominał później, że najpierw próbował słowami przekonać dziewczynkę, aby zeszła z balustrady. Kiedy na miejsce przybiegły kolejne osoby, udało się zdobyć koc. Mężczyźni weszli na znajdujący się niżej taras i rozciągnęli materiał bezpośrednio pod dzieckiem.
– To były dosłownie ostatnie sekundy.
Chwilę później czterolatka nie była już w stanie utrzymać się barierki i runęła w dół.
Trzech mężczyzn trzymało koc, czwarty próbował dostać się na balkon
Całe zdarzenie zostało zarejestrowane przez monitoring osiedlowy. Na nagraniu widać, że trzech mężczyzn trzyma przygotowany koc, a czwarty próbuje dostać się na balkon, aby pomóc dziewczynce od góry.
Koc nie zatrzymał dziecka całkowicie. Siła upadku była tak duża, że dziewczynka po uderzeniu w materiał stoczyła się z niego na podłoże. Najważniejsze było jednak gwałtowne wyhamowanie jej prędkości – właśnie ono sprawiło, że skutki upadku okazały się nieporównywalnie mniejsze, niż można było się obawiać.
Jedna z mieszkanek, która jest lekarzem, natychmiast zbadała dziecko jeszcze przed przekazaniem go zespołowi ratownictwa medycznego. Dziewczynka była przytomna i nie miała widocznych złamań ani innych poważnych obrażeń. Następnie została przewieziona do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Późniejsze badania przyniosły niezwykle dobre wiadomości.
– Dziecko nie wymagało żadnych zabiegów, ma tylko potłuczenia ogólne – poinformowała prof. Ewa Matuszczak z białostockiego szpitala.
Według najnowszych informacji stan czterolatki jest bardzo dobry, a jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Ekspert: zadziałali „na 110 procent profesjonalnie”
Zachowanie mieszkańców ocenił Przemysław Rembielak ze Stowarzyszenia Niezależnych Ekspertów Ratowniczych. Podkreślił, że ludzie, którzy znaleźli się pod blokiem, nie byli zawodowymi ratownikami, a mimo to w ogromnym stresie podjęli właściwe decyzje.
– Zadziałali absolutnie na 110 procent profesjonalnie, choć na co dzień się tym nie zajmują.
Ekspert zwrócił uwagę, że warunki były wyjątkowo trudne. Piąte piętro oznacza około 15 metrów wysokości. Według jego szacunków czteroletnie dziecko mogło w chwili uderzenia osiągać prędkość około 60 km/h. Mimo ogromnych sił działających podczas upadku dziewczynka przeżyła bez poważnych obrażeń, a żadnemu z mężczyzn trzymających koc również nic się nie stało.
Rembielak nazwał tę sytuację fenomenalną z ratowniczego punktu widzenia.
Profesjonalny sprzęt prawdopodobnie nie zdążyłby pomóc
Straż pożarna dysponuje specjalnymi skokochronami – pneumatycznymi urządzeniami pozwalającymi amortyzować upadki osób z wysokości. W tym przypadku prawdopodobnie nie byłoby jednak czasu na ich wykorzystanie.
Według eksperta przestrzeń pod blokiem była ograniczona, a od zauważenia zagrożenia do upadku dziewczynki minęło bardzo niewiele czasu. Nawet gdyby strażacy znajdowali się już w pobliżu, rozstawienie specjalistycznego sprzętu mogłoby okazać się niemożliwe przed momentem, w którym dziecko puściło barierkę.
Na miejsce skierowano trzy zastępy straży pożarnej, jednak mieszkańcy musieli działać jeszcze przed ich przyjazdem.
Ta okoliczność jeszcze mocniej pokazuje znaczenie ich decyzji. Nie mieli profesjonalnego wyposażenia ani czasu na przygotowanie rozbudowanej akcji. Wykorzystali to, co było dostępne – zwykły koc – i ustawili się tam, gdzie spodziewali się upadku dziecka.
Pomagali jednocześnie na kilka sposobów
Szczególne znaczenie miała również współpraca większej grupy mieszkańców. Podczas gdy mężczyźni przygotowywali koc, inne osoby próbowały dostać się do mieszkania. Sąsiedzi znajdujący się na balkonach krzykiem alarmowali ludzi na dole.
To właśnie dzięki temu zagrożenie zostało zauważone odpowiednio wcześnie.
Świadkowie próbowali również dobudzić matkę dziewczynki. Policja ustaliła później, że kobieta spała w mieszkaniu i miała 0,7 promila alkoholu w organizmie. Okoliczności zdarzenia są wyjaśniane przez służby.
Ten wątek nie zmienia jednak tego, co wydarzyło się kilkanaście metrów niżej. Przypadkowi ludzie, którzy mogli jedynie obserwować rozwój wydarzeń, zdecydowali się działać.
Zwykły koc i niezwykła reakcja ludzi
Historia z Łomży jest jednym z tych zdarzeń, w których na powodzenie akcji złożyło się kilka elementów: czujność mieszkańców, szybkie zdobycie koca, współpraca kilku osób i właściwe ustawienie się dokładnie pod balkonem.
Nie było czasu na długie zastanawianie się ani oczekiwanie na profesjonalne służby.
Najpierw ktoś zauważył dziecko. Ktoś inny zaczął alarmować pozostałych mieszkańców. Kolejne osoby próbowały dostać się do mieszkania. Wreszcie kilku mężczyzn znalazło koc i w ostatnich sekundach ustawiło się pod balkonem.
To wystarczyło, aby znacząco zamortyzować upadek z piątego piętra. Policja podkreśla, że właśnie dzięki szybkiej reakcji mieszkańców udało się uniknąć tragedii.
Dziś najważniejszą wiadomością jest stan czteroletniej dziewczynki. Po zdarzeniu, które przy takiej wysokości mogło mieć tragiczne konsekwencje, dziecko ma jedynie ogólne potłuczenia.

