Miłość silniejsza niż choroba. Krystyna i Bogdan wzięli ślub w szpitalu
Nie było sali weselnej, hucznego przyjęcia ani tradycyjnej ceremonii. Były za to kwiaty, eleganckie stroje, najbliżsi i decyzja dwojga ludzi, którzy nie chcieli dłużej odkładać wspólnego życia. Pani Krystyna i pan Bogdan powiedzieli sobie „tak” w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie mężczyzna od wielu miesięcy jest leczony z powodu bardzo ciężkiej niewydolności serca.
Ich historia zaczęła się dziesięć lat wcześniej w Katowicach. Ślub planowali od dawna, jednak poważna choroba pana Bogdana sprawiła, że wspólne plany musiały poczekać. Ostatecznie para postanowiła, że szpitalne realia nie odbiorą im możliwości przeżycia jednego z najważniejszych dni w życiu.
Poznali się w Katowicach. Dziesięć lat później powiedzieli sobie „tak”
Krystyna i Bogdan poznali się przed dekadą w Katowicach. Z czasem pojawiły się plany dotyczące ślubu i wspólnej przyszłości. Ich realizację skomplikował jednak stan zdrowia mężczyzny.
Pan Bogdan zmaga się z ciężką niewydolnością serca. Od grudnia przebywa w szpitalu, a od kilku miesięcy pracę jego serca wspomaga specjalistyczna pompa. Obecnie znajduje się pod opieką Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Śląskiego Centrum Chorób Serca.
Długotrwałe leczenie oznaczało, że zorganizowanie tradycyjnego ślubu poza placówką było bardzo trudne. Zamiast kolejny raz przesuwać termin, para zdecydowała się na rozwiązanie znacznie prostsze, ale pod względem emocjonalnym wyjątkowe – ceremonia miała odbyć się tam, gdzie obecnie przebywa pan Bogdan.
Szpital zgodził się pomóc w realizacji tego planu.
Szpitalny oddział zmienił się na chwilę w miejsce ślubu
Ceremonię przygotowano bezpośrednio na oddziale Śląskiego Centrum Chorób Serca. Małżeństwo zostało zawarte w obecności Ewy Dybał, zastępcy kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Zabrzu, oraz świadków.
Choć warunki były dalekie od typowej uroczystości weselnej, organizatorzy zadbali o szczegóły. Pojawiły się kwiaty i eleganckie stroje, a nowożeńcom towarzyszyli bliscy oraz personel medyczny, który na co dzień opiekuje się panem Bogdanem.
W przygotowanie wydarzenia szczególnie zaangażowała się Agnieszka Klim, pracownik socjalny Śląskiego Centrum Chorób Serca. Według placówki było to prawdopodobnie dopiero trzecie takie wydarzenie w historii szpitala.
Nietypowa lokalizacja nie odebrała uroczystości jej znaczenia. Przeciwnie – w tej sytuacji słowa małżeńskiej przysięgi nabrały wyjątkowo dosłownego wymiaru.
Najważniejsze życzenie jest tylko jedno
Po ceremonii pani Krystyna nie mówiła o podróżach, uroczystościach ani planach na wielkie wesele. Najważniejsze marzenie nowożeńców jest znacznie prostsze.
– Najważniejsze jest dla nas życzenie zdrowia. Będzie zdrowie, będzie wszystko. Jak mąż nabierze sił, chcemy wrócić do domu, aby być razem.
To zdanie dobrze oddaje całą historię pary. Ślub nie był próbą zapomnienia o chorobie, lecz decyzją, że nawet trudne leczenie nie powinno zatrzymywać wszystkich ważnych momentów życia.
Dla pana Bogdana pobyt w szpitalu nadal oznacza konieczność specjalistycznej opieki medycznej. Dla obojga dzień ślubu stał się jednak czymś, co na chwilę pozwoliło odsunąć chorobę na dalszy plan.
Personel pomógł spełnić ważne marzenie
Historia ze Śląskiego Centrum Chorób Serca pokazuje także mniej widoczną stronę pracy szpitala. Leczenie pozostaje najważniejsze, ale dla pacjenta przez wiele tygodni lub miesięcy przebywającego na oddziale równie istotne mogą być relacje z bliskimi i możliwość uczestniczenia w wydarzeniach, które w normalnych warunkach odbyłyby się poza szpitalnymi murami.
W tym przypadku współpraca rodziny, pracownika socjalnego, personelu placówki i Urzędu Stanu Cywilnego pozwoliła zorganizować uroczystość pomimo ograniczeń wynikających z hospitalizacji.
Śląskie Centrum Chorób Serca samo opisało wydarzenie jako historię, w której miłość okazała się silniejsza niż okoliczności. Placówka po ceremonii życzyła nowożeńcom wielu pięknych wspólnych chwil.
Teraz chcą przede wszystkim wrócić razem do domu
Nie wiadomo jeszcze, kiedy stan zdrowia pana Bogdana pozwoli małżonkom rozpocząć codzienne życie poza szpitalem. Para nie ukrywa jednak, że właśnie na to czeka najbardziej.
Po dziesięciu latach znajomości spełnili jedno z długo odkładanych marzeń. Bez wielkiej oprawy, ale w obecności osób, które w tym momencie były dla nich najważniejsze.
Ich historia przypomina, że szczególne chwile nie zawsze odbywają się w miejscach, które wcześniej sobie wyobrażamy. Czasem wystarczy kilka kwiatów, obecność bliskich i możliwość powiedzenia sobie „tak” – nawet jeśli zamiast weselnej sali za drzwiami znajduje się szpitalny korytarz.
Dla Krystyny i Bogdana najważniejszy następny etap jest już jasno określony: zdrowie pana Bogdana, odzyskanie sił i wspólny powrót do domu.

