Wymyślili nietypowy pomysł na biznes. „Szewcy 2.0” naprawili prawie 10 tys. par butów
W świecie, w którym rządzą szybkie trendy i masowa moda, a szafy zapełniają się rzeczami kupowanymi „na chwilę”, niewielki krakowski zakład jest jak oddech świeżego powietrza. Mieści się przy ulicy Karmelickiej i – prowadzony przez Maćka Niedziałkowskiego oraz Tomka Chmielewskiego – nie jest zwykłym punktem szewskim. To miejsce, w którym stare buty odzyskują formę i jakość, a filozofia zero waste przeplata się z minimalizmem i rytmem slow life.
W czasach kryzysu klimatycznego, gdy przemysł modowy odpowiada za ok. 10 proc. globalnych emisji CO₂, każda odnowiona para obuwia staje się małym, ale konkretnym krokiem w stronę bardziej odpowiedzialnych wyborów. Wyślizgane czubki, starte fleki, popękana skóra – wszystko to, co w logice fast fashion bywa pretekstem do zakupu czegoś nowego, tutaj staje się początkiem renowacji.
Od spontanicznej decyzji do etosu zrównoważonego życia
– Nie robiliśmy żadnej głębokiej analizy rynku. To była decyzja chwili – wspomina współzałożyciel, Maciek Niedziałkowski. – Ani ja, ani Tomek nie byliśmy zachwyceni studiami. Trzeba było podjąć się czegoś sensownego dla siebie.
Dziś, siedem lat później, ta spontaniczna decyzja przerodziła się w coś więcej niż biznes. Stała się małym manifestem. W świecie, który produkuje nadmiar, oni pokazują, jak mądrze dbać o to, co już mamy.

„Szewstwo 2.0” – nowoczesność, która zaczyna się od myślenia
Choć ShoeShine bywa nazywane „szewcem 2.0”, ich nowoczesność nie polega na efektownych gadżetach, lecz na podejściu. Oferują standardowe naprawy – zelówki, fleki, zapiętki – ale ich mocną stroną jest renowacja wizualna.
– Jeżeli buty mają ubytki w strukturze czy kolorze, po prostu je malujemy – tłumaczy Maciek. – To nie jest tylko naprawa, to przedłużenie życia przedmiotów.
W skali jednej osoby to drobny gest. W skali tysięcy klientów – realna zmiana: mniej odpadów, mniej niepotrzebnych zakupów i większy szacunek do rzeczy.
Slow life: relacja z przedmiotem, nie z trendem
Do ShoeShine trafiają pary, które mają historię: ulubione brogsy sprzed piętnastu lat, skórzane mokasyny po dziadku, botki noszone na pierwsze ważne rozmowy kwalifikacyjne. Często liczy się nie tylko materiał, ale emocje.
„Wracają do nas ludzie, którzy mają sentyment do butów” – mówi Tomek. – „Jakość dawnych produktów jest zupełnie inna niż tych z masowej produkcji”.
To w tych opowieściach słychać filozofię slow life: uważność, troskę i świadomość, że nie wszystko musi być jednorazowe.
Skandynawski impuls, krakowska odpowiedzialność
Pomysł zrodził się w Norwegii, gdzie Tomek pracował sezonowo i obserwował popularność usług odnawiania obuwia. „W Polsce nie było wtedy takiego miejsca. Wykorzystaliśmy lukę” – wspomina.
Choć nie planowali od razu wpisywać się w nurt zero waste, z czasem ich podejście dojrzewało – również dzięki klientom, którzy coraz częściej wolą odnowić, niż kupować od nowa.
Maciek dodaje z uśmiechem: „Zawsze mówię, że jesteśmy zero waste, kiedy próbuję prać białe sznurówki, które są już właściwie czarne. Logika mówi, żeby wymienić, ale bez próby ciężko się poddać”.

Ekologicznie i sensownie: warsztat, który działa jak dobrze zorganizowana pracownia
Lokal ShoeShine jest dziś dwukrotnie większy niż na początku działalności, co pozwala prowadzić pełen zakres usług – zarówno technicznych, jak i renowacyjnych.
„Mamy wszystkie potrzebne maszyny szewskie i używamy klejów oraz specjalistycznych urządzeń – inaczej nie dałoby się prowadzić takiego biznesu” – podkreśla Maciek.
Ponieważ warsztat działa w centrum miasta, praca jest podzielona na strefy: napraw technicznych, renowacji wizualnej i czyszczeń. Mimo własnego zaplecza ShoeShine współpracuje też z lokalnymi rzemieślnikami, tworząc mały, ale ważny ekosystem usług.
„Oferujemy odbiór obuwia na terenie Krakowa od trzech par. Być może jesteśmy pierwszym ‘szewskim Uberem’ w mieście” – żartuje Maciek.
Nie tylko buty. Galanteria, kurtki i nietypowe zlecenia
W ShoeShine zdarzają się także zaskakujące zamówienia – choćby półmetrowe buty cyrkowego klauna ze wzmacnianymi czubami. Naturalnym krokiem w rozwoju okazała się też renowacja galanterii skórzanej.
„Przeszliśmy kursy, żeby robić to profesjonalnie” – podkreśla Tomek. – „Torebki, kurtki – ludzie mają do nich ogromny sentyment”.
Ceny usług mają pozostać przystępne – czyszczenie kosztuje zwykle od 40 do 70 zł – tak, by renowacja była czymś naturalnym, a nie luksusem.
Prawie 10 tysięcy par i jedna prosta lekcja
Przez siedem lat przez ShoeShine przewinęło się prawie 10 tysięcy par obuwia. To dziesięć tysięcy przedmiotów, które nie trafiły na wysypiska, nie zostały zastąpione nowymi i nie wygenerowały dodatkowego śladu związanego z produkcją.
W epoce, w której nadprodukcja stała się jedną z największych bolączek ekologicznych, niewielka firma przypomina, że minimalizm nie jest modą, lecz gestem odpowiedzialności. A wizyta przy Karmelickiej bywa czymś więcej niż usługą – to lekcja uważności, prostoty i troski o planetę. Nie po nowe buty, lecz po nowe spojrzenie na stare.

