Rekord świata w wieku 81 lat. Bonnie Sumner udowodniła, że „nigdy nie jest za późno”

Podczas mroźnego, styczniowego poranka w Colorado, Bonnie Sumner weszła na salę treningową jak zwykle: spokojnie, bez rozgłosu. Kilka powtórzeń na maszynie do podciągania z asekuracją miało rozgrzać plecy. Potem przyszła próba, której nie powstydziłby się niejeden młodszy sportowiec: wytrzymać w zwisie na drążku przez 2 minuty i 2 sekundy.

Taki wynik oznaczałby rekord Guinness World Records w kategorii najdłuższego „martwego zwisu” (dead hang) wśród kobiet po 80. roku życia. Jak relacjonowano, Bonnie Sumner poszła jednak dalej i zatrzymała zegar dopiero na 3:03, bijąc poprzedni czas o ponad minutę.

Ćwiczenie proste z nazwy, trudne w praktyce

Zwis na drążku wygląda niewinnie, ale potrafi być brutalny dla dłoni i przedramion. Czas zwalnia, pojawia się ból, a potem walka z własną głową. Dla Bonnie dodatkowym wyzwaniem jest artretyzm. Mówiła o tym wprost: „Jedyne, o co się martwię, to moje dłonie i jak bardzo to będzie boleć”.

Co więcej, podczas zwisu nie zdejmuje obrączki. To pamiątka po mężu, Mark Sumner, z którym przeżyła 60 lat. Zmarł w grudniu 2023 r., a jego odejście wywróciło jej świat do góry nogami.

Siła po stracie: „To daje mi kontrolę”

Po śmierci męża przyszły rzeczy, których nie dało się uniknąć: pogrzeb, formalności, porządkowanie spraw. A potem — powrót do siłowni, która stała się dla niej bezpieczną przystanią. Jej trenerka, Eve Lawrence, przyznała, że zaczęła trenować ją mocniej niż kiedykolwiek, bo wie, jak duże znaczenie ma ruch dla psychiki.

Bonnie szybko odkryła, że „dead hang” może być czymś więcej niż ćwiczeniem na chwyt. Gdy zobaczyła, jak działa to na nią mentalnie, trening zaczął układać jej dzień na nowo.

„Było tak wiele rzeczy, których nie mogłam kontrolować — wyzwań, przez które musiałam przejść, niezależnie od tego, czy miałam na to ochotę. To jest kontrola. Uwielbiam to i wiem, że dam radę”.

Od 21 sekund do ponad trzech minut

Kiedy zaczynała, większość osób na pierwszej próbie wytrzymywała kilka sekund. Ona — 21 sekund. Potem zwisy weszły na stałe do planu treningowego. Gdy doszła do 53 sekund, sama przyznała, że „to nie jest fajne”, ale zadziałał upór i zasada: „Naprawdę powiesz mi, że nie dam rady jeszcze trzech sekund?”

W lutym 2025 r. miała już wynik w okolicach 2 minut, a wtedy — zachęcona przez właściciela siłowni, Ryan Baade — sprawdziła rekord w swojej kategorii wiekowej. Zaczęła trenować konkretnie pod próbę: spacer farmera, wiosłowanie, wyciskanie, oraz inne techniki (np. krzyżowanie kostek, by lepiej „zapiąć” całe ciało).

Dzień próby: cisza, zamknięte oczy i 3:03

Najtrudniejsze w zwisie nie zawsze jest ciało — często jest to psychika i pokusa, by zerkać na zegar. Bonnie wypracowała swoje „kotwice”: liczenie do 10, skupienie na oddechu, na stroju, na pogodzie. W dniu próby poprosiła o pełną ciszę. Podskoczyła do drążka, zamknęła oczy i skrzyżowała stopy.

Po 2:22 powiedziała tylko jedno słowo: „Auć.”. Mogła wtedy puścić i „mieć rekord”, ale trzymała dalej. Ostatecznie zeszła dopiero przy 3:03 — z bólem, drżeniem mięśni i skurczem łydki, ale też z wynikiem, który robi wrażenie niezależnie od metryki.

A potem? Żadnego wielkiego świętowania. Podobno po prostu wzięła wodę i wyszła — bo to był zwykły dzień, a do oddania czekały książki z biblioteki.

Na pytanie, co ten rekord dla niej znaczy, odpowiedziała krótko:

„Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć stawać się silniejszą”.

Źródło: nytimes.com

Dodaj komentarz