Buddyjscy mnisi ukończyli 3700-kilometrowy marsz dla pokoju. Po 108-dniach wędrówki dotarli do Waszyngtonu
Po 108 dniach marszu i około 2300 milach (czyli ok. 3700 km) pieszej wędrówki grupa mnichów buddyjskich tradycji therawady dotarła do Waszyngtonu, kończąc ogólnokrajową inicjatywę „Walk for Peace” (Marsz dla pokoju). Wyruszyli z Teksasu pod koniec października 2025 roku, by — krok po kroku — przypominać o przesłaniu życzliwości, współczucia i uważności.
19 mnichów i droga przez całe Stany Zjednoczone
W pielgrzymce uczestniczyło 19 mnichów związanych z ośrodkiem Huong Dao Vipassana Bhavana Center w Fort Worth. Grupie przewodził Venerable Bhikkhu Pannakara. Trasa prowadziła przez kolejne stany USA, a finał w stolicy miał wymiar symboliczny — to właśnie tam, w miejscu kojarzonym z debatą publiczną i decyzjami wpływającymi na życie milionów ludzi, wybrzmiało przesłanie pokoju i pojednania.

Według relacji mediów marsz przyciągał uwagę zarówno mieszkańców mijanych miejscowości, jak i osób śledzących wydarzenie w internecie. W wielu punktach trasy mnichów witały grupy ludzi, którzy chcieli poznać ich historię i motywację.
Vipassana i „miłująca dobroć” w praktyce
Mnisi podkreślali, że ich wędrówka była formą codziennej praktyki. Łączyli medytację vipassana z ćwiczeniem metty, czyli postawy „loving-kindness”, tłumaczonej najczęściej jako „miłująca dobroć” lub życzliwa dobroć.
Na trasie często pokonywali około 20 mil dziennie (ok. 32 km). Ich rytm bywał bardzo surowy — w ramach ascetycznej dyscypliny zdarzało się, że jedli tylko jeden posiłek dziennie. W marszu towarzyszył im także uratowany pies Aloka, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli całej pielgrzymki.
Nie manifest polityczny, lecz zaproszenie do zmiany „od środka”
Organizatorzy zaznaczali, że marsz nie był protestem ani wydarzeniem politycznym. Chodziło raczej o spokojne, konsekwentne przypomnienie, że pokój zaczyna się od tego, jak traktujemy innych — w rodzinie, w pracy, na ulicy i w internecie.
W czasie spotkań z ludźmi mnisi zwracali uwagę na rolę codziennej życzliwości oraz pracy nad emocjami. W wielu relacjach powtarzał się wątek, że ich obecność działała kojąco: nie poprzez wielkie hasła, ale przez prostą, konsekwentną postawę.
Trudne momenty na trasie. Mimo wszystko dotarli do celu
Wędrówka nie była wolna od trudności. Media informowały, że w trakcie marszu doszło również do poważnych zdarzeń na drodze, w których poszkodowani zostali członkowie grupy. Mimo tego pielgrzymka została dokończona — a jej zakończenie w Waszyngtonie stało się dla wielu osób mocnym, poruszającym sygnałem, że wytrwałość i spokój mogą iść w parze.
Co dalej po „Walk for Peace”?
Po dotarciu do Waszyngtonu mnisi planowali powrót do Teksasu (częściowo transportem), by domknąć całe przedsięwzięcie i wrócić do codziennej działalności w swoim ośrodku. Dla nich marsz był nie tyle jednorazowym wydarzeniem, ile świadectwem — że nawet w świecie pełnym napięć można iść z przesłaniem pokoju dosłownie: krok po kroku.
Źródło: bbc.com

