Wyjęli wątrobę, usunęli guz i wszczepili ją z powrotem. Pierwsza autotransplantacja wątroby w Polsce

To przełom w polskiej chirurgii onkologicznej i transplantacyjnej. Zespół z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeprowadził pierwszą w Polsce autotransplantację wątroby z resekcją ex situ. Podczas 11-godzinnej operacji lekarze całkowicie wyjęli wątrobę pacjentki, usunęli z niej nowotwór poza organizmem i ponownie wszczepili narząd. Przez blisko pięć godzin wątroba pozostawała poza ciałem chorej.

– To był prawdziwy dzień przełomu – mówił w „Faktach” TVN prof. Michał Grąt. – Udało nam się wprowadzić w Polsce coś, o czym jeszcze kilka lat temu nie marzyliśmy.

Guz w miejscu, które wykluczało klasyczną operację

Operacja odbyła się 10 lutego. Dla 43-letniej pani Małgorzaty, mamy czwórki dzieci, był to dzień decydujący o dalszym życiu. U pacjentki rozpoznano pierwotny nowotwór złośliwy wątroby o średnicy kilkunastu centymetrów. Nie miała wcześniej przewlekłych chorób tego narządu.

Kluczowym problemem nie był sam rozmiar guza, lecz jego położenie. Jak wyjaśnił prof. Michał Grąt, zmiana znajdowała się dokładnie w miejscu, gdzie trzy żyły wątrobowe uchodzą do żyły głównej dolnej. Jedna z nich była całkowicie zablokowana przez nowotwór, a dwie pozostałe spłaszczone i przebiegały bezpośrednio przy jego powierzchni. W praktyce uniemożliwiało to wykonanie standardowej operacji w jamie brzusznej.

– Trzustka jest narządem trudnym do leczenia chirurgicznego, ze względu na fakt, iż znajduje się pomiędzy strukturami nieodzownymi dla funkcjonowania człowieka. Metoda ta była badana u pacjentów z rakiem trzustki w stadium choroby nieresekcyjnej, czyli takiej, w której co prawda rak trzustki nie daje przerzutów odległych, ale obejmuje naciekiem struktury kluczowe dla funkcjonowania chorego – powiedział PAP kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie prof. Lucjan Wyrwicz.

W przypadku pani Małgorzaty problemem były kluczowe naczynia krwionośne, a nie objętość pozostawionego miąższu. Pacjentka nie spełniała też kryteriów klasycznej transplantacji – guz przekraczał dopuszczalne normy.

– Jeśli nie jesteśmy w stanie usunąć guza w miejscu, w którym się znajduje, to jeszcze nie znaczy, że nie można go usunąć w ogóle – tłumaczył prof. Grąt. Zdecydowano o autotransplantacji, w której pacjentka stała się jednocześnie dawcą i biorcą własnego narządu.

Pięć godzin bez wątroby

Operacja trwała 11 godzin i wymagała pracy interdyscyplinarnego zespołu. Etap brzuszny prowadziło trzech, a momentami czterech chirurgów. Resekcję guza poza organizmem wykonywało dwóch kolejnych specjalistów. W zabiegu uczestniczyli również anestezjolog, pielęgniarka anestezjologiczna oraz zespół pooperacyjny. Operację prowadził prof. Michał Grąt przy wsparciu dr. hab. Wacława Hołówki, lek. Pawła Rykowskiego i lek. Piotra Cyrana. Kluczowy etap resekcji ex situ wykonał prof. Grąt w asyście dr. Konrada Kobrynia.

Po śródoperacyjnym USG, które potwierdziło brak rozsiewu choroby, chirurdzy wycięli wątrobę wraz z fragmentem żyły głównej dolnej. Aby utrzymać przepływ krwi do serca w czasie tzw. fazy bezwątrobowej, wszczepiono tymczasowe protezy naczyniowe. Wyjęty narząd został wypłukany płynem konserwującym i schłodzony. Poza organizmem pozostawał dokładnie 4 godziny i 57 minut.

– W warunkach ex situ możemy otworzyć każde naczynie bez ryzyka masywnego krwotoku, dokładnie zidentyfikować struktury i odtworzyć je przed ponownym wszczepieniem – podkreśla profesor.

Resekcja odbywała się w kontrolowanej hipotermii, z użyciem lup operacyjnych o czterokrotnym powiększeniu. Chirurdzy pracowali nićmi cieńszymi niż ludzki włos, a każde naczynie musiało zostać dokładnie ocenione – czy wymaga zamknięcia, czy rekonstrukcji.

Operacja z wysokim ryzykiem

Autotransplantacja z resekcją ex situ to jedna z najbardziej obciążających procedur chirurgicznych. Według światowych statystyk śmiertelność okołooperacyjna może sięgać 30 proc., a historycznie wynosiła nawet 50 proc.

– Musimy powiedzieć wprost: takiej operacji można nie przeżyć – przyznaje prof. Grąt. – Decyzja należała do chorej. Jedni akceptują bardzo wysokie ryzyko w zamian za szansę na wieloletnie przeżycie lub wyleczenie, inni wybierają leczenie paliatywne. W tym przypadku pacjentka zdecydowała się walczyć o leczenie radykalne.

Autotransplantacja różni się od klasycznego przeszczepu tym, że nie wymaga immunosupresji i nie niesie ryzyka odrzutu. – Biorca jest jednocześnie swoim dawcą – podkreśla chirurg.

Przełom w polskiej transplantologii

Rektor WUM prof. Rafał Krenke zaznaczył, że sukces operacji to efekt wieloletniej pracy i doświadczenia zespołu. Przypomniał, że 60 lat temu w tej samej instytucji wykonano pierwszy udany przeszczep nerki w Polsce.

– Stoimy na ramionach naszych poprzedników, gigantów, którzy tę transplantologię rozpoczęli i znakomicie rozwinęli – stwierdził prof. Rafał Krenke.

W 2023 roku w szpitalach WUM przeprowadzono 713 przeszczepień narządów litych. Magdalena Kramska z Ministerstwa Zdrowia podkreśliła, że to szczególny powód do dumy i przełom, który powinien być dalej rozwijany we współpracy z ośrodkami transplantacyjnymi.

Choć metoda nie stanie się powszechna, może dać szansę kilkudziesięciu pacjentom rocznie – tym, którzy nie kwalifikują się ani do standardowej operacji, ani do klasycznej transplantacji.

Ponad tydzień po zabiegu pani Małgorzata czuje się dobrze, samodzielnie się porusza i przyjmuje posiłki. W rozmowie z reporterką „Faktów” przyznała, że tęskni za dziećmi – najmłodsze ma zaledwie dwa lata – i marzy o powrocie do domu.

– Stan pacjentki to dla nas największa nagroda – podsumowuje prof. Grąt.

 

Dodaj komentarz