Motorniczy wysiadł z tramwaju, żeby pomóc niewidomemu pasażerowi. „Byłem w ciężkim szoku”
Pan Grzegorz porusza się po mieście z pomocą białej laski i psa przewodnika o imieniu Ramen. Pod koniec sierpnia czekał na przystanku tramwajowym niedaleko Dworca Centralnego w Warszawie, planując dojechać na przystanek Politechnika Metro. „Stałem na przystanku tramwajowym niedaleko dworca centralnego w Warszawie. Chciałem podjechać do przystanku Politechnika Metro. Wujek Google doradził, że dotrę tam tramwajem nr 10. Czekałem zatem na dziesiątkę” – opisywał później całą sytuację na Facebooku.
To, co wydarzyło się chwilę później, sprawiło, że cała historia szybko obiegła sieć. Do stojącego na przystanku pana Grzegorza podszedł nieznajomy mężczyzna. „Dzień dobry! Jestem motorniczym z tramwaju nr 11, ale mam uszkodzoną »gadaczkę«. Jak pan chce jechać, to ja chętnie zaprowadzę do tramwaju” – usłyszał pan Grzegorz, który, jak sam przyznaje, „był w ciężkim szoku”.
Motorniczy, którego zapowiadający przystanki system głosowy akurat się popsuł, sam wysiadł ze swojego tramwaju i podszedł do przystanku, żeby zaproponować pomoc osobie, której bez sprawnej „gadaczki” trudniej byłoby zorientować się, na którym przystanku wysiąść. Pan Grzegorz nie krył wzruszenia tym gestem: „Facet musiał wyjść ze swojego tramwaju i podejść trochę w moją stronę. Tyle dobrej energii miałoby się zmarnować?! Przecież jedynym powodem działania tego mężczyzny był fakt, że na przystanku zobaczył ślepca z białą laską i psa – przewodnika Ramena”.
Zanim wsiadł, pan Grzegorz dopytał jeszcze, czy jedenastką rzeczywiście dojedzie do celu. Motorniczy nie miał wątpliwości: „Wysiada pan na czwartym przystanku, ja dam znak”. Uspokojony pan Grzegorz ruszył razem z Ramenem w stronę tramwaju, a w trakcie jazdy motorniczemu udało się jeszcze naprawić uszkodzony system głosowy – tak że i pozostali pasażerowie mogli znów usłyszeć zapowiedzi przystanków.
Cała sytuacja zrobiła na panu Grzegorzu ogromne wrażenie – na tyle duże, że postanowił podzielić się nią publicznie. „Uwielbiam takie historie, w których otaczają mnie anioły. Powiem szczerze – często tak się dzieje. Życzę wam podobnych cudownych zdarzeń” – napisał, kończąc swoją relację.
Historia pana Grzegorza i uważnego motorniczego to przypomnienie, że drobny gest – kilka kroków w stronę drugiego człowieka i chwila uwagi – potrafi zupełnie odmienić czyjś dzień. Warszawscy motorniczowie na co dzień pracują pod presją czasu i rozkładu jazdy, a mimo to znalazł się wśród nich ktoś, kto nie zawahał się przed drobnym opóźnieniem, żeby komuś pomóc.




