Naukowcy chcą „odwrócić” wieki zniszczeń. Ambitny plan odnowy jednej z wysp Galapagos nabiera tempa

W wilgotnym, spowitym mgłą lesie na wyspach Galapagos ornitolog David Anchundia nasłuchuje uważnie. „Słychać je, zanim się je zobaczy” – mówi z lornetką w dłoniach, wypatrując wśród liści krępego, jaskrawoczerwonego ptaka.

To muchołówka brujo (znana też lokalnie jako pajaro brujo, czyli „ptak czarownica”) – jeden z gatunków-symboli Galapagos. Jeszcze nie tak dawno można było ją spotkać niemal w całym archipelagu, nawet w nadmorskich miasteczkach. Jednak około 30 lat temu jej populacje zaczęły gwałtownie spadać. Na dwóch wyspach ptak wyginął lokalnie, a na czterech kolejnych stał się coraz rzadszy.

Dziś Anchundia i zespół przyrodników pracują na wyspie Santa Cruz, w obszarze chronionym położonym w wyżynnej części. Ich cel jest jasny: odtworzyć siedliska i wesprzeć rozród rzadkiego ptaka – tak, aby w kolejnych latach można było go ponownie wprowadzić na wyspy, z których zniknął. Najważniejszym kierunkiem jest Floreana, gdzie trwa jeden z najbardziej ambitnych projektów renaturyzacji wysp na świecie.

Floreana: „renaturyzacja na sterydach”

Floreana leży około 63 km na południe od Santa Cruz. To właśnie tam realizowany jest rozległy program przywracania przyrody do możliwie naturalnego stanu – przedsięwzięcie wyceniane na około 15 mln dolarów, przygotowywane przez lata. W kolejnych latach liderzy projektu chcą przywrócić łącznie 12 rodzimych gatunków, w tym muchołówkę brujo.

Dyrektor wykonawczy Charles Darwin Foundation (CDF), Rakan Zahawi, nazywa Floreanę „projektem renaturyzacji na sterydach”. To obrazowe określenie dobrze oddaje skalę wyzwania – i ambicje zespołów, które próbują „odkręcić” skutki setek lat presji człowieka.

Zamieszkana wyspa, wyzwanie większe niż zwykle

Wielu ekspertów podkreśla, że działania na Floreanie bazują na doświadczeniach podobnych projektów – zwłaszcza w Nowej Zelandii, Australii czy na Hawajach. Jest jednak zasadnicza różnica: Floreana jest zamieszkana (żyje tam ok. 150 osób). A to oznacza, że renaturyzacja musi uwzględnić bezpieczeństwo ludzi, zwierząt domowych, hodowli i źródeł wody.

Jak mówi Christian Sevilla, przedstawiciel Galápagos National Park Directorate dla projektu, plany od początku tworzono wspólnie z lokalną społecznością. To właśnie praca „ramię w ramię” z mieszkańcami miała przesądzić o tym, czy tak ryzykowna operacja w ogóle będzie możliwa.

Pierwsze sukcesy: żółwie wracają po… 170 latach

Projekt już przyniósł spektakularne efekty. W 2024 roku naukowcy przewieźli na Floreanę 19 żółwi z linii genetycznej żółwia floreańskiego – gatunku uznawanego za wymarły od lat 50. XIX wieku. W latach 2000. odkryto jednak ślady tej linii w populacjach na innych wyspach, gdzie żółwie trafiły przed wiekami (m.in. jako „żywe zapasy” dla żeglarzy). Dzięki starannie prowadzonemu programowi hodowlanemu udało się uzyskać osobniki zachowujące część pierwotnego materiału genetycznego. Te 19 zwierząt ma zostać wypuszczonych na wolność, a kolejne są przygotowywane do następnych reintrodukcji.

Jednocześnie badacze obserwują odrodzenie rodzimych gatunków – m.in. chrząszczy, motyli, ślimaków, gekonów, jaszczurek lawowych, a także galapagoskiej sieweczki szynowej (Galápagos rail), znanej lokalnie jako pachay, która również była uznawana na Floreanie za wymarłą.

Chad Hanson z organizacji Island Conservation (uczestniczącej w projekcie) opisuje wyniki analiz wprost: w pewnym momencie „wykres po prostu wystrzelił w górę”. W jego ocenie wyraźna poprawa zaczęła być widoczna szczególnie po 2023 roku.

Skąd te problemy? Historia Floreany to historia inwazyjnych gatunków

Floreana była jedną z pierwszych wysp Galápagos zasiedlonych przez ludzi. Od końca XVII wieku pojawiali się tu piraci, później wielorybnicy, a następnie osadnicy. Przywieźli ze sobą zwierzęta gospodarskie, ale też – świadomie i przypadkowo – gatunki, które dla miejscowej fauny i flory okazały się katastrofalne: kozy, osły, bydło, koty oraz szczury.

Kiedy w 1835 roku dotarł tu Karol Darwin, skala zniszczeń była już wyraźna. W swoich zapiskach opisywał m.in. masowe wywożenie żółwi przez załogi statków oraz okrucieństwo wobec ptaków.

Dziś Floreana uchodzi za jedną z najbardziej zdegradowanych wysp archipelagu: dziesiątki rodzimych gatunków kręgowców znajdują się na listach zagrożonych, a część endemicznych ptaków wyginęła lokalnie. Do tego doszły inwazyjne rośliny, które zmieniają strukturę ekosystemów.

Operacja „bez szczurów i kotów”: trudna, ale kluczowa

Renaturyzacja Galápagos w szerszej skali trwa od lat 90. W 1997 roku rozpoczęto eliminację zdziczałych kóz, osłów i świń, które niszczyły siedliska żółwi. Później – w 2008 roku – priorytetem stały się szczury i zdziczałe koty. Zaczęto od mniejszych wysp, stopniowo przechodząc do większych.

Dla Floreany był to kolejny poziom trudności. W 2023 roku przeprowadzono pierwszą dużą akcję eradykacyjną: przez 10 dni ultralekkie śmigłowce rozrzucały przynęty z silnym rodentycydem oraz przynęty na koty. Jeśli plan się powiedzie, w kolejnych latach mają następować następne reintrodukcje: m.in. drozda floreańskiego, mewy lawowej, myszołowa galapagoskiego i kilku gatunków „zięb Darwina”.

Problem, którego nie widać z daleka: jeżyna dusi lasy scalesia

Na pierwszy rzut oka Floreana wygląda jak raj: czarne plaże, wulkaniczny krajobraz i zielone wyżyny. Jednak – jak mówią naukowcy – wystarczy „zajrzeć pod powierzchnię”, by zobaczyć, czego brakuje.

Jednym z kluczowych siedlisk była tu roślinność złożona z drzew scalesia – ważna m.in. dla muchołówki brujo. Dziś lasy te są w wielu miejscach dosłownie „zaduszone” przez inwazyjną jeżynę, wprowadzoną w latach 60. przez rolników. W jej cieniu siewki scalesii nie mają szans rosnąć, a bez młodych drzew cały ekosystem zaczyna się cofać.

Zespół prowadzi na Floreanie szkółki scalesii i planuje nasadzenia w wilgotnych wyżynach. Jednocześnie jeżyna jest usuwana mechanicznie, a miejscami wspomaga się to herbicydami. Trwa też poszukiwanie metody biologicznej: naukowcy rozważają użycie grzybów rdzy, które w innych regionach świata ograniczały ekspansję jeżyn. Celem jest znalezienie takiego patogenu, który niszczyłby wyłącznie inwazyjną jeżynę, nie szkodząc innym gatunkom.

Największa przeszkoda: „wampirze” muchówki atakujące pisklęta

Ochrona muchołówki brujo ma jeszcze jednego wroga – wyjątkowo groźnego. To inwazyjna muchówka, której larwy wysysają krew z piskląt w gniazdach. Entomolożka Charlotte Causton z CDF tłumaczy, że początkowo zespół sądził, iż rozwiązuje „układankę z 500 elementów”. W praktyce okazała się znacznie większa – jak „1500-elementowa”.

Larwy potrafią wnikać w rany, powodować silne infekcje i utrudniać oddychanie. Causton podkreśla, że przy zainfekowanym gnieździe często obserwuje się „niemal 100% śmiertelności”.

Na Santa Cruz zespół stosuje ręczne opryski gniazd oraz sprytne rozwiązanie przypominające „stacje budowania gniazda”: ptaki dostają materiały nasączone środkiem owadobójczym i same wplatają je w konstrukcję gniazda. W przypadku brujo najlepiej sprawdzają się białe piórka puchowe. Według danych z terenu to znacząco ogranicza ryzyko zasiedlenia gniazda przez larwy – nawet o 70–90%.

Efekty są imponujące: sezon lęgowy 2025 przyniósł rekordowe wyniki – 39 podlotów od 10 par w obszarze chronionym. Ornitolożka Birgit Fessl z CDF nazywa te rezultaty „historycznymi” i „nadzwyczajnymi”.

Sukcesy i potknięcia idą ramię w ramię

Mimo postępów projekt na Floreanie to ciągły balans między wygranymi a porażkami. Po pierwszej akcji eradykacyjnej część kotów wciąż pozostaje na wolności, a populacje szczurów w niektórych miejscach szybko się odbudowują. Pojawił się też nieoczekiwany czynnik: audyt wskazuje, że inwazyjne mrówki mogły zjadać część trutek, ograniczając ich skuteczność.

Zespoły przygotowują się więc do kolejnej rundy działań, a równolegle monitorują nowe zagrożenia, w tym wpływ mrówek na jaja ptaków.

Zahawi przyznaje, że metody (zwłaszcza te „twarde”) mają krytyków, ale stawka jest ogromna: chodzi o ochronę gatunków, które nie występują nigdzie indziej na Ziemi. Jednocześnie podkreśla, że projekt ma być „żywym laboratorium” i wzorcem dla innych wysp – na Galápagos i poza nimi. W jego słowach chodzi o ciągłe uczenie się i udoskonalanie podejścia: jak działać sprawniej, bezpieczniej i skuteczniej na coraz większych obszarach.

Nadzieja na powrót „ptaka czarownicy”

Powrót muchołówki brujo do lasów scalesia na Floreanie nie nastąpi z dnia na dzień. To proces rozpisany na lata, pełen niespodzianek, kompromisów i korekt planu. Ale historia tego projektu pokazuje coś ważnego: nawet po wiekach degradacji ekosystem można zacząć odbudowywać – jeśli łączy się naukę, cierpliwość i współpracę z lokalną społecznością.

A gdy pewnego dnia nad Floreaną znów zabrzmi charakterystyczny śpiew czerwonego ptaka, będzie to nie tylko sukces ochrony przyrody. To będzie dowód, że człowiek potrafi nie tylko niszczyć, ale i naprawiać.

Źródło: science.org

Dodaj komentarz