Zasilił samochód elektryczny bateriami z jednorazowych e-papierosów. Chciał pokazać, ile cennych surowców trafia na śmietnik
Czy zużyte jednorazowe e-papierosy mogą dostać drugie życie? Pewien inżynier z Wielkiej Brytanii postanowił to sprawdzić w praktyce. Najpierw zbudował z odzyskanych ogniw domowy magazyn energii, a później poszedł o krok dalej — wykorzystał własnoręcznie przygotowany zestaw baterii do zasilenia małego samochodu elektrycznego. Jego projekt miał nie tylko techniczny wymiar, ale też ważne ekologiczne przesłanie.
Chris Doel, 27-letni inżynier z Warwickshire w Anglii, od dłuższego czasu zwraca uwagę na problem marnowania wartościowych materiałów znajdujących się w jednorazowych e-papierosach. Jak podkreśla, wiele z tych urządzeń zawiera w pełni ładowalne baterie litowe, które po krótkim czasie użytkowania po prostu są wyrzucane.
W ubiegłym roku Chris rozebrał 500 jednorazowych e-papierosów i odzyskał z nich ogniwa, z których stworzył duży powerbank zdolny zasilać jego dom. Na tym jednak nie poprzestał. Uznał, że skoro udało się uruchomić instalację domową, kolejnym krokiem będzie sprawdzenie, czy taki zestaw poradzi sobie również z samochodem elektrycznym.
Od domowego magazynu energii do auta
Do realizacji pomysłu potrzebował pojazdu z niewielką baterią. Kupił więc model G-Wiz z 2007 roku za 800 funtów. To mały samochód elektryczny, który lata temu zyskał złą sławę i został nawet nazwany przez program „Top Gear” najgorszym autem roku. Dla Chrisa okazał się jednak idealną bazą do eksperymentu.

Młody inżynier, który żartobliwie określa siebie mianem „inżynierskiego odpowiednika szalonego naukowca”, dokumentował cały proces na swoim kanale na YouTube, obserwowanym przez 164 tysiące subskrybentów.
Początki projektu sięgają maja ubiegłego roku. Chris odwiedził lokalny sklep z e-papierosami i zapytał, czy właściciele mogliby przekazać mu zwrócone urządzenia do wcześniejszego projektu związanego z zasilaniem domu. Wyszedł stamtąd z torbami zawierającymi aż 2 tysiące jednorazowych e-papierosów.
Przez sześć miesięcy, w wolnym czasie, demontował urządzenia i wyciągał z nich ładowalne baterie litowe. Następnie, korzystając z obudowy wydrukowanej w technologii 3D, połączył 500 ogniw równolegle w grupy, a potem zestawił je szeregowo, tworząc duży pakiet akumulatorów.
Gotowy zestaw zasilał jego dom przez osiem godzin. Kiedy ten etap zakończył się powodzeniem, Chris od razu skierował uwagę na kolejny cel — samochód.
„Rozmawiałem z kolegą o tym, że chciałbym zasilić jakiś pojazd, ale ponieważ samochody elektryczne mają ogromne baterie, wydawało mi się, że to nigdy nie będzie możliwe” — powiedział Chris.
„Mój kolega wpadł na genialny pomysł, żeby wykorzystać G-Wiza. To właściwie jedyny samochód z baterią 48 V, więc taki magazyn energii mógł z nim współpracować”.

Auto pojechało dzięki bateriom z e-papierosów
G-Wiz to mikrosamochód, który potrzebuje akumulatora o napięciu 48 V, czyli znacznie niższym niż w przypadku nowoczesnych aut elektrycznych, takich jak Tesla, gdzie napięcie sięga około 400 V. Choć jego maksymalna prędkość to zaledwie 50 mil na godzinę, może przewieźć dwoje dorosłych i dwoje małych dzieci.
Po miesiącach pracy projekt zakończył się sukcesem. Samochód jechał przez dwie godziny i pokonał 18 mil, korzystając wyłącznie z energii zgromadzonej w bateriach odzyskanych z jednorazowych e-papierosów.
Bezpieczeństwo było jednym z najważniejszych wyzwań
Przy tak nietypowym projekcie kluczowe znaczenie miała kwestia bezpieczeństwa. Chris wykupił ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej i, jak przyznał, zapłacił za rok ochrony około 700 dolarów.
„Biorąc pod uwagę to, że ubezpieczyciel brał na siebie ryzyko związane z pakietem baterii zbudowanym dosłownie z ogniw z e-papierosów, była to zaskakująco niska kwota, jeśli spojrzeć na całość przedsięwzięcia” — powiedział.
Przez pięć miesięcy pracował nad autem po kilka godzin dziennie po pracy w tygodniu i nawet 12 godzin dziennie w weekendy. Musiał nie tylko przebudować instalację elektryczną, ale też uporządkować kwestie formalne i prawne, zanim wreszcie wyjechał na drogę.
„Rozebrałem wszystko i wykonałem okablowanie od nowa, upewniając się, że jest solidne i trwałe. Zbudowałem też dużą obudowę, na wypadek najgorszego scenariusza. Gdyby doszło do zapłonu, chciałbym przynajmniej częściowo ograniczyć skutki i nie dopuścić do tego, by całość trzęsła się i przemieszczała na wszystkie strony” — wyjaśnił.
Dziś auto służy mu na co dzień
Z czasem Chris wyjął z samochodu baterie z e-papierosów i zastąpił je dwoma modułami baterii Tesli. Jak tłumaczy, korzysta ze „specjalnego oprogramowania, które sprawia, że moduły myślą, iż zostały zamontowane w Tesli Model 3”.
Dziś ten niewielki samochód jest jego codziennym środkiem transportu.
„Gdy tylko jakiś pomysł pojawi się w mojej głowie, jestem zdeterminowany, by go zrealizować” — podkreśla.
Drugie życie surowców zamiast szybkiego wyrzucania
Dla Chrisa cały projekt ma przede wszystkim wymiar ekologiczny. Jako osoba zaangażowana w kwestie środowiskowe otwarcie krytykuje zjawisko planowanego postarzania produktów, które — jego zdaniem — doskonale widać właśnie na przykładzie jednorazowych e-papierosów. Urządzenia trafiają na wysypiska zaledwie kilka dni po zakupie, mimo że zawierają cenne komponenty, które można by wykorzystać ponownie.
Inżynier zachęca, by ograniczać kupowanie jednorazowych produktów tego typu, a producentów namawia do tworzenia urządzeń ładowalnych, trwałych i nadających się do recyklingu. Tylko w ten sposób, jak przekonuje, można realnie wspierać gospodarkę obiegu zamkniętego i zmniejszać ilość elektroodpadów.

