Rewolucja w zamówieniach publicznych. Rząd stawia na krajowych dostawców
Rząd zaprezentował nowe podejście do zamówień publicznych i dużych inwestycji realizowanych przez spółki z udziałem Skarbu Państwa. W centrum tej zmiany znalazła się strategia „local content”, która ma zwiększać udział polskich firm w kluczowych projektach i sprawiać, że większa część pieniędzy wydawanych przez państwo zostanie w krajowej gospodarce.
Nowe rozwiązania przedstawiono 9 kwietnia podczas spotkania w zakładach Apator pod Toruniem. Ministerstwo Aktywów Państwowych ogłosiło nie tylko definicję „local content”, ale również konkretne kryteria, według których będzie oceniane, czy dany podmiot można uznać za krajowy. To ważny sygnał dla rynku, bo oznacza odejście od modelu, w którym o wszystkim decydowała głównie najniższa cena.
Co oznacza „local content” w nowej polityce państwa
Zgodnie z rządową definicją „local content” to wartość towarów lub usług wyprodukowanych lub świadczonych przez podmiot krajowy. W praktyce chodzi o to, aby państwowe inwestycje w większym stopniu napędzały polską produkcję, miejsca pracy, podatki i rozwój kompetencji technologicznych.
Rząd podkreśla, że nie chodzi o zamknięcie się na zagranicznych partnerów, ale o budowanie silniejszej pozycji krajowych dostawców i większej odporności łańcuchów dostaw. Szczególne znaczenie ma to dziś w sektorach strategicznych, takich jak energetyka, infrastruktura, cyfryzacja czy obronność.
„Polska od 20 lat korzysta z wolnego handlu w Europie oraz na świecie i nie zamierzamy tego podważać. Local content to wyraz troski, odpowiedzialności i dbania o bezpieczeństwo Polaków w trudnej i wciąż pogarszającej się sytuacji geopolitycznej. Szybko musimy zwiększać strategiczną autonomię i rozwijać własne kompetencje. Dołączyliśmy do europejskich liderów gospodarczych i tworzymy mądrą politykę zakupową, która jest zgodna z europejskimi regulacjami i może być wzorem do naśladowania w całej UE” – powiedział minister aktywów państwowych Wojciech Balczun.
Sześć kryteriów ma pokazać, kto naprawdę jest „krajowy”
Jednym z najważniejszych elementów nowej strategii jest system oceny „krajowości” firm. Zamiast uznaniowego podejścia pojawił się model oparty na sześciu kryteriach i przypisanych im wagach. Największe znaczenie mają dwa elementy: siedziba jednostki dominującej najwyższego szczebla w Polsce oraz główny przedmiot działalności wykonywany na terytorium Polski. Każde z tych kryteriów ma wagę 25 proc.
Pozostałe elementy to rezydencja podatkowa w Polsce, struktura zatrudnienia, siedziba rejestrowa i odpowiednio długi okres działalności oraz udział obrotów generowanych na polskim rynku. W praktyce nowy model ma lepiej oddzielać firmy rzeczywiście zakorzenione w Polsce od tych, które jedynie formalnie są obecne na rynku, ale nie zostawiają tu znaczącej wartości dodanej.
Koniec z dyktatem najniższej ceny
Nowa polityka zakupowa państwa ma mocniej premiować jakość, bezpieczeństwo dostaw i udział lokalnych podwykonawców. To oznacza, że przy dużych inwestycjach większe znaczenie mają zyskać kryteria niecenowe, a sam proces zakupowy ma być lepiej powiązany z interesem gospodarczym kraju.
Rząd zapowiada, że ważnym elementem będzie również większa przejrzystość rozliczeń oraz raportowanie udziału krajowego komponentu w inwestycjach. W pilotażu dla branży energetycznej zamawiający i wykonawcy będą przekazywać do GUS formularze pokazujące strukturę łańcucha dostaw, co ma pozwolić dokładniej mierzyć poziom udziału polskich firm.
„W ciągu najbliższej dekady inwestycje w energetykę wyniosą bilion złotych, w infrastrukturę kolejową, drogową i morską – kilkaset miliardów złotych. Podobne nakłady planowane są w obszarach obronności, cyfryzacji i IT. Naszym celem jest, aby jak najwięcej z tej kwoty trafiło do rodzimych firm. To będzie koło zamachowe, które zmieni naszą gospodarkę na wiele lat” – dodał minister Balczun.
Apator i Enea jako przykład nowego kierunku
Miejscem prezentacji strategii nieprzypadkowo były zakłady Apator. To właśnie tam pokazano przykład współpracy z Eneą przy kontrakcie o wartości około 160 mln zł na dostawę inteligentnych liczników zdalnego odczytu. Ten projekt ma być wzorem podejścia, w którym zamówienie publiczne nie ogranicza się do zakupu gotowego produktu, ale staje się impulsem do rozwoju krajowego ekosystemu technologicznego.
„Jesteśmy nie tylko odbiorcą tej technologii, ale jednocześnie jej współtwórcą. Od początku postawiliśmy na model partnerstwa innowacyjnego, w którym nie kupujemy gotowych rozwiązań z rynku, lecz wspólnie z polską firmą Apator rozwijamy produkty dopasowane do realnych potrzeb naszej sieci i naszych klientów” – powiedział Grzegorz Kinelski, prezes zarządu Enea SA. „To podejście doskonale wpisuje się w naszą strategię local content, która w praktyce oznacza budowanie silnego krajowego łańcucha wartości – od projektowania, przez produkcję, po rozwój kompetencji i współpracę z naukowcami. Dzięki temu w Enei nie tylko inwestujemy w nowoczesną infrastrukturę, ale też wzmacniamy polską gospodarkę i bezpieczeństwo energetyczne kraju”.
O znaczeniu takiej współpracy mówił także prezes Apatora. „Partnerstwo technologiczne z Eneą pokazuje, jak wiele możemy osiągnąć, łącząc kompetencje polskich liderów energetyki, biznesu i nauki. Dzięki współpracy obu firm stworzyliśmy licznik odpowiadający nie tylko na obecne wyzwania Enei związane z digitalizacją sieci, ale znacznie rozszerzający jej możliwości. Licznik ten w swoim zakresie zapewnia pełną kontrolę nad energią, bezpieczeństwo danych i gotowość na rozwój energetyki przyszłości” – powiedział Maciej Wyczesany, prezes zarządu Apator SA.
Nowa strategia może więc oznaczać ważną zmianę nie tylko dla dużych spółek, ale też dla mniejszych polskich firm, które będą miały większą szansę wejść do łańcuchów dostaw przy wielkich inwestycjach. Jeśli ten model rzeczywiście zadziała, może stać się jednym z istotniejszych impulsów rozwojowych dla krajowej gospodarki w najbliższych latach.
Źródło: gazetaprawna.pl

