Pojawił się pomysł „zmniejszenia o połowę” emisji samolotów
Czy da się szybko ograniczyć emisje z lotnictwa — bez kasowania połączeń i bez czekania na „paliwo przyszłości”? Zespół naukowców kierowany przez Uniwersytet Oksfordzki uważa, że tak. Wskazuje dwa zaskakująco proste kierunki: rezygnację z miejsc premium (business i first) oraz przyspieszenie wymiany floty na najbardziej oszczędne samoloty.
27 milionów lotów pod lupą. Różnice w emisjach są ogromne
Badacze przeanalizowali ponad 27 milionów komercyjnych lotów i wykazali, że efektywność emisyjna potrafi się drastycznie różnić — nawet na porównywalnych trasach. W skrajnych przypadkach niektóre połączenia miały generować niemal 900 gramów CO₂ na kilometr na pasażera, czyli prawie 30 razy więcej niż najefektywniejsze loty.
To ważny wniosek: w lotnictwie liczy się nie tylko to, czy latamy, ale również czym latamy, z jakim obłożeniem i w jakiej konfiguracji kabiny.
Miejsca premium to wyraźnie większy ślad węglowy
Autorzy zwracają uwagę na temat niewygodny dla wielu linii. Miejsca w klasie biznes i pierwszej mogą być nawet do pięciu razy bardziej „CO₂-intensywne” niż miejsca w klasie ekonomicznej. Dzieje się tak m.in. dlatego, że zajmują więcej przestrzeni, a na pokładzie mieści się mniej pasażerów — więc emisje „rozliczane” są na mniejszą liczbę osób.
Wniosek jest prosty: gdyby samoloty latały w układzie „all-economy”, można by zwiększyć liczbę miejsc i poprawić obłożenie, co na wielu trasach przełożyłoby się na szybkie oszczędności emisji (o ile popyt na podróże już istnieje).
Tyle że w praktyce to propozycja trudna do zaakceptowania: klasy premium są dla przewoźników ważnym źródłem przychodów i marży.
Drugi filar: najbardziej oszczędne samoloty „tu i teraz”
Badanie podkreśla również, że wykorzystywanie najbardziej efektywnych modeli oraz szybsza modernizacja floty mogą przynieść istotne redukcje bez technologicznego przełomu w paliwach. Krótko mówiąc: zanim pojawi się powszechnie dostępna alternatywa dla nafty lotniczej (kerozyny), da się sporo „ugrać” samą efektywnością.
„Nasze wyniki jasno pokazują, że polityka nastawiona na efektywność mogłaby szybko zmniejszyć emisje lotnictwa o ponad połowę — bez ograniczania liczby lotów i bez czekania na paliwa przyszłości” — powiedział współautor badania, dr Milan Klöwer z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Oksfordzkiego. „To narzędzia, z których możemy korzystać już teraz”.
Dlaczego to ma znaczenie?
Lotnictwo odpowiada dziś za około 2,5% globalnych emisji CO₂, a jego udział rośnie wraz z popytem na podróże. To sektor wyjątkowo trudny do zdekarbonizowania, bo wciąż brakuje realnej alternatywy dla kerozyny, która dawałaby odpowiednią gęstość energii i zasięg.
W tle wraca też wątek nierównego „podziału” emisji: według badania z 2020 roku zaledwie 1% populacji odpowiada za połowę emisji pochodzących z latania. To sugeruje, że działania ukierunkowane na najbardziej emisyjne formy podróży (np. częste loty i segment premium) mogą mieć nieproporcjonalnie duży efekt.
Co mogą zrobić regulatorzy i branża?
Z perspektywy polityk publicznych wnioski są jasne: obok inwestycji w zrównoważone paliwa lotnicze i nowe technologie, warto wdrażać rozwiązania dostępne natychmiast, takie jak:
- premiowanie najoszczędniejszych samolotów (np. poprzez opłaty lotniskowe i zasady przydziału slotów),
- zachęty do wyższego obłożenia na trasach o dużym popycie,
- większa przejrzystość: raportowanie emisji na pasażera dla konkretnych tras i typów samolotów,
- rozważenie instrumentów ograniczających najbardziej emisyjne formy podróży premium (to kontrowersyjne, ale mierzalne).
To nie są rozwiązania bez kosztów dla rynku. Jednocześnie — jak sugeruje analiza — mogą zadziałać szybko, zanim „rewolucja paliwowa” w lotnictwie stanie się faktem.
Źródło: sciencedirect.com

