Policjant po raz drugi pomógł tej samej pacjentce. Oddał komórki macierzyste

St. sierż. Jarosław Paraszczyn z Biura Komunikacji Społecznej Komendy Głównej Policji po raz drugi oddał krwiotwórcze komórki macierzyste tej samej osobie potrzebującej przeszczepu. Takie sytuacje zdarzają się wyjątkowo rzadko, a jego postawa przypomina, że jedna decyzja o rejestracji w bazie dawców może naprawdę zmienić czyjś świat.

Policyjne hasło „Pomagać i chronić” zwykle kojarzy się z interwencją, patrolem, bezpieczeństwem na drodze albo reakcją w nagłej sytuacji. Tym razem pomoc miała zupełnie inny wymiar. Nie było sygnałów, pościgu ani dramatycznej akcji. Był telefon z Fundacji DKMS, badania, procedura medyczna i gotowość, by jeszcze raz pomóc osobie, której policjant wcześniej dał szansę na leczenie.

Historia st. sierż. Jarosława Paraszczyna zaczęła się w 2020 roku. Podczas szkolenia zawodowego podstawowego w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie młody funkcjonariusz zarejestrował się w bazie potencjalnych dawców Fundacji DKMS. Jak sam przyznawał, nie przypuszczał wtedy, że kiedykolwiek otrzyma informację o zgodności genetycznej z osobą czekającą na ratunek.

Telefon, który zmienił wszystko

Jeszcze w tym samym roku zadzwonił pierwszy telefon. Okazało się, że w bazie jest pacjent, którego cechy genetyczne są zgodne z profilem policjanta. Procedura została rozpoczęta, ale ostatecznie nie doszło wtedy do pobrania komórek macierzystych. Niedługo później telefon zadzwonił ponownie.

Tym razem wszystko zakończyło się sukcesem. W marcu 2021 roku st. sierż. Jarosław Paraszczyn po raz pierwszy oddał komórki macierzyste swojemu „genetycznemu bliźniakowi”. Dla dawcy był to jeden dzień podporządkowany pomocy. Dla osoby chorej mogła to być szansa na dalsze życie.

Po pięciu latach wydarzyło się coś, czego większość dawców nigdy nie doświadcza. Ten sam pacjent ponownie potrzebował wsparcia. Policjant znów odpowiedział gotowością.

„Ten sam pacjent znów potrzebował pomocy”

St. sierż. Jarosław Paraszczyn opisał ten moment słowami: „Ten sam pacjent znów potrzebował pomocy”. Podkreślił też, że to niezwykle rzadka sytuacja i trudno opisać uczucie, gdy można realnie wpłynąć na życie człowieka, którego się nie zna.

Właśnie w tym zdaniu kryje się niezwykłość dawstwa komórek macierzystych. Dawca i biorca najczęściej pozostają dla siebie anonimowi. Nie łączy ich rodzina, sąsiedztwo ani codzienna znajomość. Łączy ich zgodność tkankowa — biologiczna szansa, która czasem pojawia się raz na dziesiątki tysięcy, a nawet na miliony przypadków.

Dlatego każda osoba w bazie ma znaczenie. Nawet jeśli przez lata nie otrzyma telefonu, może pewnego dnia okazać się jedyną zgodną osobą dla pacjenta zmagającego się z nowotworem krwi lub inną ciężką chorobą układu krwiotwórczego.

Dlaczego to takie rzadkie?

Znalezienie zgodnego dawcy jest trudne, ponieważ układ zgodności tkankowej człowieka jest bardzo złożony. Pacjent potrzebujący przeszczepienia najpierw szuka pomocy w rodzinie, ale nie zawsze jest to możliwe. Fundacja DKMS przypomina, że tylko około 25 procent pacjentów znajduje zgodnego dawcę rodzinnego, a pozostali muszą liczyć na dawcę niespokrewnionego.

Jeszcze bardziej wyjątkowa jest sytuacja, gdy ta sama osoba zostaje poproszona o ponowną donację dla tego samego pacjenta. Może się tak zdarzyć wtedy, gdy lekarze uznają, że dodatkowe komórki macierzyste są potrzebne w dalszym leczeniu. Decyzja zawsze należy do specjalistów i jest poprzedzona oceną medyczną dawcy.

W historii policjanta z KGP najważniejsza jest jednak nie sama rzadkość procedury, ale jego odpowiedź. Gdy pomoc była potrzebna ponownie, nie potraktował sprawy jak zamkniętego rozdziału. Jeszcze raz zrobił to, co kilka lat wcześniej: zgodził się dać komuś szansę.

Dawstwo, które warto odczarować

Wokół dawstwa szpiku i komórek macierzystych nadal krąży wiele mitów. Część osób myli szpik kostny z rdzeniem kręgowym, część wyobraża sobie bardzo bolesną procedurę, a część rezygnuje z rejestracji, bo obawia się nieznanego. Tymczasem współczesne dawstwo w większości przypadków wygląda inaczej, niż podpowiadają lęki.

Fundacja DKMS wyjaśnia, że pobranie krwiotwórczych komórek macierzystych z krwi obwodowej przypomina procedurę oddawania płytek krwi. Krew dawcy trafia do specjalnego urządzenia, które oddziela potrzebne komórki, a następnie wraca do organizmu. Taki zabieg trwa zwykle kilka godzin, a dawca może wrócić do domu tego samego dnia.

Sama rejestracja również jest prosta. Można zamówić pakiet rejestracyjny, pobrać wymaz z wewnętrznej strony policzka i odesłać go do fundacji. Dopiero wtedy próbka trafia do badań zgodności tkankowej, a dane dawcy są wprowadzane do bazy.

Jeden dzień dla dawcy, całe życie dla pacjenta

W takich historiach łatwo skupić się na bohaterze, ale równie ważna jest osoba po drugiej stronie. Pacjent, który czeka na przeszczep, często przechodzi przez długie leczenie, izolację, osłabienie i niepewność. Dla niego informacja o znalezieniu zgodnego dawcy może być jednym z najważniejszych momentów terapii.

Dlatego każda rejestracja w bazie potencjalnych dawców jest czymś więcej niż formalnością. To gotowość, by w przyszłości odpowiedzieć na telefon, który może oznaczać dla kogoś nadzieję. Nie każdy zarejestrowany zostanie dawcą faktycznym. Ale bez rejestracji nie ma szansy, by w ogóle znaleźć odpowiednią osobę.

Postawa st. sierż. Jarosława Paraszczyna dobrze pokazuje, że pomaganie nie kończy się na zawodowych obowiązkach. Policjantem jest się w służbie, ale człowiekiem gotowym nieść pomoc można być zawsze — także wtedy, gdy wymaga to czasu, spokoju i decyzji podjętej z myślą o kimś zupełnie nieznanym.

Źródło: policja.pl

Dodaj komentarz