Przywrócili naturze bobry. Oszczędności mogą iść w miliony

Jeszcze niedawno bobry kojarzyły się wielu osobom głównie z podgryzionymi drzewami i tamami budowanymi w odludnych miejscach. Dziś coraz częściej mówi się o nich zupełnie inaczej — jak o sprzymierzeńcach przyrody i cichych pomocnikach człowieka. W Wielkiej Brytanii ich powrót po setkach lat nieobecności zaczyna przynosić efekty, które można liczyć nie tylko w poprawie stanu środowiska, ale również w bardzo konkretnych oszczędnościach.

Bobry wracają na Wyspy Brytyjskie po około 400 latach. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu mało kto przypuszczał, że te zwierzęta znów staną się ważną częścią tamtejszego krajobrazu. Tymczasem dziś coraz wyraźniej widać, że ich obecność może mieć ogromne znaczenie dla gospodarki wodnej, ochrony przed suszą oraz ograniczania skutków gwałtownych opadów i powodzi.

Bobry pomagają tam, gdzie człowiek wydaje fortunę

Siła bobrów tkwi w ich naturalnych instynktach. Budując tamy, zatrzymują wodę, spowalniają jej odpływ i tworzą niewielkie rozlewiska oraz mokradła. Dzięki temu krajobraz dłużej utrzymuje wilgoć, a woda nie znika tak szybko z pól, łąk i lasów. To szczególnie ważne w czasach, gdy wiele regionów Europy coraz częściej zmaga się zarówno z przesuszeniem terenu, jak i z nagłymi wezbraniami rzek.

W brytyjskiej debacie o bobrach coraz częściej wraca argument ekonomiczny. Programy ich reintrodukcji kosztują od około 150 do 200 tys. funtów, ale korzyści mogą być znacznie większe. Chodzi nie tylko o ograniczanie wydatków na kosztowne zabezpieczenia hydrotechniczne, ale też o poprawę nawodnienia gruntów rolnych i pastwisk. Tam, gdzie pojawiają się bobry, ziemia lepiej zatrzymuje wodę, a to z czasem może przekładać się na bardziej stabilne warunki dla rolnictwa.

Niepozorni inżynierowie przyrody

Bobry nie budują swoich tam przypadkowo. Właśnie dlatego od lat fascynują badaczy zajmujących się środowiskiem. Potrafią wyczuć, gdzie spiętrzenie wody ma sens i gdzie przyniesie najlepszy efekt. Ich działalność wpływa na całe otoczenie: zwiększa retencję, poprawia warunki życia wielu gatunków zwierząt i roślin, a przy okazji tworzy bardziej odporny krajobraz.

„On się nigdy nie myli” — ocenia prof. Tadeusz Mizera z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, który bada bobry od lat. „Jeżeli spiętrza wodę, to znaczy że ma rację. Zawsze.”

To zdanie dobrze oddaje sposób, w jaki dziś patrzy się na bobry coraz częściej nie tylko wśród przyrodników, ale także wśród osób odpowiedzialnych za zarządzanie wodą. Tam, gdzie człowiek planuje długie procedury, kosztowne inwestycje i rozbudowaną infrastrukturę, bobry potrafią wykonać część tej pracy same — zgodnie z rytmem natury i bez skomplikowanych technologii.

Powrót, który zmienia myślenie o przyrodzie

W Wielkiej Brytanii bobry zniknęły setki lat temu. Ich powrót był początkowo traktowany z ostrożnością, ale z czasem zaczęto dostrzegać, że przynoszą więcej korzyści niż problemów. Dziś w wielu miejscach uznaje się je za ważny element odbudowy naturalnych procesów, które przez lata były wypierane przez regulację rzek, osuszanie terenów podmokłych i intensywne przekształcanie krajobrazu.

Właśnie dlatego bobry przestały być postrzegane jedynie jako ciekawostka przyrodnicza. Coraz częściej mówi się o nich jako o zwierzętach, które mogą realnie wspierać człowieka w przystosowywaniu się do zmian klimatu. Pomagają zatrzymywać wodę tam, gdzie jest potrzebna, łagodzą skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych i przywracają przyrodzie zdolność do samodzielnego regulowania wielu procesów.

Czasem wystarczy tylko dopuścić naturę do głosu i pozwolić jej działać. Bobry robią to od wieków — a dziś coraz więcej ludzi zaczyna po prostu z tego korzystać.

Dodaj komentarz