Pies ocalił swojego właściciela, leżąc na nim przez 20 godzin, chronił go przez zamarznięciem

W sylwestrowy wieczór, 64 letni Bob oglądał mecz Rugby, kiedy postanowił wyjść na chwile na zewnątrz, po opał do paleniska. Była ok 22:30, kiedy ubrany tylko w kalesony i koszulkę udał się do szopy na drewno, oddalonej o kilka metrów. Robił tak wcześniej tysiące razy, lecz tym razem krótka wycieczka okazała się bardzo pechowa, przez śliskie obuwie przewrócił się i upadł tak niefortunnie, że uszkodził sobie kręgi szyjne, co uniemożliwiło mu poruszanie się.

Mężczyzna zaczął wołać o pomoc, lecz najbliżsi sąsiedzi są oddaleni o pół kilometra i o tej porze nie było nikogo w pobliżu. Na szczęście, jego 5-letni pies, rasy Golden retriever, przybiegł z pomocą.

„Krzyczałem, ale sąsiedzi mieszkają daleko i o tej porze siedzieli w domach” – wspomina Bob. „Nad ranem straciłem głos, i nie mogłem wydobyć z siebie dźwięku, ale Kelsey nie przestawała szczekać, nie opuszczając mnie jednak i ogrzewając przez cały czas. Wiedziałem że muszę wytrwać aż ktoś mnie w końcu odnajdzie, bez niej bym nie przeżył”.

Bob leżał sparaliżowany 20 godzin na zewnątrz, gdy temperatura dochodziła do – 4,5 stopni Celsjusza. Przez cały ten czas Kelsey robiła wszystko co w jej mocy, aby utrzymać go przy życiu. Leżała na nim ogrzewając jego ciało, jednocześnie szczekała i lizała go po twarzy, niepozwalając mu usnąć. Po 19 godzinach Bob stracił przytomność, ale suczka nie przestawała ujadać i wyć, wołając o pomoc.

Mimo wysiłków Psa, Bob prawdopodobnie zamarzłby na śmierć, gdyby jego sąsiad Rick nie usłyszał rozpaczliwego wycia Kelsey. „Znalazł mnie o 6:30 nad ranem, zaniepokojony odgłosami wydawanymi przez Kelsey”. – opowiada Bob.

Sąsiad zabrał go do najbliższego szpitala, okazało się że temperatura jego ciała spadła wynosiła 21 stopni Celsjusza, miał zaburzenia akcji serca oraz przemieszczenia kręgów, które spowodowały paraliż. Na szczęście Bob nie doznał żadnych odmrożeń.

Przy podobnych obrażaniach w większości przypadków ludzie pozostają sparaliżowani, ale Bob miał dużo szczęścia, jak twierdzą lekarze być może spowodowała to niska temperatura, paraliż po jakimś czasie ustąpił.

Przed operacja lekarze informowali go, że być może nie będzie już chodził, jednak następnego ranka mógł już poruszać rękoma i nogami. Dr. Colen przypisywał pozytywne zakończenie tej historii, zarówno sąsiadowi Rickowi, jak i suczce Kelsey, bez których na pewno stracił by życie.

W rozmowie z Jenny, córką Boba, dowiadujemy się że byli z Kelsey nierozłączni, chodzili razem nawet do sklepu, więc zwierze bardzo przeżyło pobyt swojego pana w szpitalu. „Rick opiekował się nią, brał ze sobą kiedy karmił swoje konie, ale i tak musiałam się pojawiać, czułam jak była przestraszona, podczas nieobecności swojego pana” – wyznaje Jenny.

Bob przyniósł Kelsey ze schroniska, gdy miała 6 miesięcy. „Zawsze wiedziałam, że znalazła się u nas dla jakiegoś powodu, teraz już wiem dla jakiego”.

Źródło: hodditycentral.com


Dodaj komentarz