Przeżywanie życia naprawdę

 

Jedna z moich ulubionych scen filmowych pochodzi z filmu „Piękny umysł”. Russel Crowe gra bohatera, Petera Nasha, który w realnym życiu dostał nagrodę Nobla w dziedzinie matematyki. W trakcie filmu Nash odkrywa, że wielu z jego przyjaciół oraz znaczne fragmenty jego życia istnieją jedynie w jego umyśle – potem zdiagnozowano u niego schizofrenię. To, oczywiście, było przerażającym odkryciem zarówno dla niego jaki i jego żony. W mojej ulubionej scenie, siedzą oboje w sypialni i żona pyta go – Czy chcesz wiedzieć co jest prawdziwe? Kładzie jego rękę na swoim sercu i mówi – To jest prawdziwe. Potem kładzie swoją dłoń na jego głowie i kontynuuje – Może ta część, która umie rozpoznać przebudzenie ze snu, nie jest tutaj. I przenosząc swoją dłoń na jego serce, dodaje – Ale tutaj.

Ten człowiek był matematycznym geniuszem, więc, naturalnie, kiedy odkrył, że ma problem, desperacko próbował rozwiązać to umysłem. Ale im więcej o tym rozmyślał, tym bardziej stawał się zagubiony w dżungli swojego udręczonego umysłu. Znane jest powiedzenie Einsteina, że problemy nie mogą być rozwiązane na tym samym poziomie świadomości, na którym zostały stworzone. Żona Nasha pokazała mu, – i nam – że aby poznać co jest rzeczywiste musi wyjść ze swojego umysłu, poza myśli. Chociaż ten film opowiada o człowieku, który ma poważną chorobę umysłową, w mniejszym lub większym stopniu wszyscy dajemy się uwieść  naszym myślom, czasem tak bardzo, że tracimy kontakt z tym co rzeczywiste.

Parę lat temu pracowałam jako terapeuta w ośrodku leczenia uzależnień dla nastolatków. W pewnym momencie natłok pracy był ogromny. Tysiące rzeczy, o których trzeba było pamiętać, masa papierkowej roboty i dodatkowo sesje z pacjentami. Większość z nas, pracujących i mieszkających tam, uwijała się przez dzień jak małe lemingi, zmierzając prosto na skraj wypalenia. Pierwszy sygnał ostrzegawczy dotarł  do mnie, gdy znalazłam się przed drzwiami z kluczami w ręce, nie pamiętając jak się tam dostałam, ani co chcę zrobić, kiedy już otworzę te drzwi. Tego dnia zdarzyło się to już czwarty raz. Drugi sygnał ostrzegawczy nadszedł, gdy jechałam samochodem pod prąd, klnąc na „szalonego” kierowcę zmierzającego wprost na mnie „złym” pasem ruchu. Na szczęście, była to wiejska droga i  nie spotkałam więcej aut, zanim się ocknęłam, niczym z transu, i zjechałam na pobocze z bijącym sercem. Co się ze mną działo? Tak,  wypalenie zawodowe – orzekł lekarz. Lekarstwo? Zatrzymaj się, oddychaj, bądź.

Fragment pochodzi z książki Chameli Gad Ardagh – Kobiecość: praktyczne lekcje i praktyki dla budzących się kobiet, dostępnej TU

 


Dodaj komentarz