Rolnictwo organiczne i żywa gleba

Rolnictwo organiczne to coś więcej niż brak negatywnych i szkodliwych oddziaływań. Na początku XX wieku pewien człowiek, którego praca odmieniła kształt i samą istotę wielu budynków, w których Amerykanie mieszkali i żyli, opisał potrzebę zastosowania jakości organicznej w architekturze. Słowo to zapożyczył z rolnictwa, ponieważ wyobrażał sobie architekturę pozostającą w kontakcie i skali z naturą, tak jak w przypadku żywej gleby i rośliny karmiącej się nią. Człowiekiem tym był Frank Lloyd Wright. Swoją wizję budynków i przestrzeni przez nie definiowanych nazwał architekturą organiczną. Można to zrozumieć, kiedy wejdzie się do jednej z zaprojektowanych przez niego budowli. Wiele zostało wpasowanych w krajobraz w dość niezwykły sposób, uznawany za piękny przez wielu ludzi.

Architektura organiczna naprawdę żyje i oddycha. Gleba roi się od mikroorganizmów nadających siłę i odporność roślinom, od dżdżownic spulchniających ziemię oraz drapieżnych insektów kontrolujących liczbę szkodników. Pełna humusu i odżywiana naturalnymi nawozami, żywa gleba dostarcza roślinom to, co po spożyciu nadaje doskonały smak i wartości odżywcze.

Coraz więcej rolników zaczyna rozumieć, że rolnictwo chemiczne w równym stopniu nie służy ich interesom, co interesom konsumentów. Przechodzą na organiczny sposób uprawy, więc będzie się pojawiać coraz więcej produktów uprawianych w sposób naturalny. Przemiana chemicznie wyeksploatowanych gleb nie jest łatwa; został one często zredukowane do stanu nie sprzyjającemu organicznej uprawie. Z tego między innymi powodu produkty organiczne początkowo mogą okazać się droższe w uprawie. Jednakże w ostatnich latach ceny spadły, a w wielu miejscach mogą konkurować z cenami produktów komercyjnych. Zdrowe społeczności rdzenne i tzw. prymitywne spożywały rośliny odżywiane przez dziewicze gleby lub starannie i naturalnie utrzymywany system tradycyjnego rolnictwa. Stanowiło to integralną część ich sukcesu. Pożywienie uprawiane w sposób naturalny jest jednym z czynników prymitywnych potrzebnych, by rozwiązać współczesne problemy. Świadomość tego rośnie, nawet w mainstreamowym rolnictwie amerykańskim. W wiadomościach w radiu publicznym, w programie All Things Considered, wysłuchałem raz sprawozdania na temat produkcji winogron w Kalifornii.

Program koncentrował się na winnicach Gallo. Okazuje się, że Gallo po cichu przestawiło swoje winnice na metody organiczne. Właściwie stało się największym hodowcą organicznym – nie tylko winogron, ale wszystkiego – w całej Kalifornii. Ponad 2500 hektarów winorośli ze wszystkich 4000 uprawiane było w sposób organiczny. Powód? Aspekt finansowy. Organiczna uprawa sprawdza się lepiej. Jest bardziej wydajna i pozwala spółce Gallo oszczędzać pieniądze. We współczesnej kulturze Ziemię i jej stworzenia traktuje się dobrze jedynie wtedy, kiedy służy to naszym kieszeniom.

Warzywa organiczne stają się coraz łatwiej dostępne w sklepach z żywnością naturalną i w supermarketach. Najlepiej kupować je sezonowo, bezpośrednio od rolników. Mogą uzupełniać warzywa uprawiane w zwykły sposób, na jakie wielu z nas musi przystać z powodu trudności i wydatków związanych ze zdobyciem warzyw organicznych.

 

Fragment pochodzi z książki Rona Schmid’a – Pierwotne odżywianie


Dodaj komentarz