Polacy wymyślili statek powietrzny w cenie dobrego samochodu. Z Warszawy nad morze doleci w dwie godziny

Naukowcy z Politechniki Lubelskiej zaprojektowali silnik do polskiego wiatrakowca Taifun. Maszyna kosztuje tyle, co dobra limuzyna a z Warszawy nad morze doleci w dwie godziny
Czym jest wiatrakowiec? Wygląda podobnie do śmigłowca, ale to raczej kuzyn samolotu. Znajdujący się na górze wirnik nadaje mu siłę nośną. Jest napędzany jedynie podczas startu, potem kręci się sam, jedynie pod wpływem opływającego go powietrza. Spełnia więc taką rolę, jak skrzydła w samolocie. Nie jest więc – jak w śmigłowcu – źródłem napędu podczas lotu. Ta zapewnia zwykłe śmigło.

Do startu wystarczy mu nawet 150 metrów pasa startowego, niekoniecznie utwardzonego, wystarczy w miarę równa łąka. Można go zaparkować w garażu, a startować i lądować na własnym terenie. Lotnisko nie musi być zarejestrowane, a taki wymóg muszą spełniać lądowiska dla śmigłowców oraz samolotów.

Na dodatek silnik wiatrakowca pracuje na „normalnej” benzynie. Paliwo lotnicze jest droższe, a na dodatek dostępne jedynie na kilkunastu lotniskach w Polsce. Na części z nich trzeba dodatkowo zapłacić za usługę tankowania bądź tankowania poza wyznaczonymi godzinami (nawet 400 – 500 zł) albo wyższą cenę za kupno poniżej określonej ilości (np. 1000 litrów).

Co ciekawe, do pilotowania wiatrakowca nie jest potrzebna licencja PPL (Private Pilot Licence). – Wystarczy świadectwo kwalifikacji, podobnie jak na samoloty ultralekkie. Robi się to jak prawo jazdy na samochód a moim zdaniem nawet łatwiej, bo do egzaminu podchodzi się z reguły raz.

Tajfun zabiera na pokład dwie osoby, a jego maksymalna masa startowa to 560 kg. W sprzedaży będzie w sierpniu 2017 roku. W zależności od wersji wyposażenia, kosztuje od 127 do 135 tysięcy euro. Producent już planuje konstrukcję kolejnych modeli, w tym sześcioosobowego.

 

 

Czytaj więcej na: innpoland.pl

Autor tekstu: Konrad Bagiński

Foto: materiały prasowe


Dodaj komentarz