W Łodzi stanęła skrzynka dla bezdomnych, każdy będzie mógł pomóc

Takich skrzynek kontaktowych jeszcze w Łodzi nie było. Potrzebujący napisze, czego najbardziej mu brakuje, a dzięki temu, że każdy będzie mógł to przeczytać, może znajdzie się ktoś, kto pomoże. – Nie chcemy wyganiać bezdomności na peryferia i udawać, że jej w Łodzi nie ma – deklarują autorzy przedsięwzięcia “Domni-Bezdomni”

Na wieczku do wrzutu przyklejona kartka. Na niej odręcznie napisany komunikat: “Dzień dobry, mam na imię Zenek. 54 lata. Na ulicy – czyli w bezdomności – jestem od 14 lat. Cóż, liczę na życzliwość, bo tego w Polsce jest coraz mniej lub jest to rzadkością. Dziękuję za każdy miły gest”. A niżej, drobniejszymi literami, wypisane, o co pan Zenek prosi: “plaster zwykły, jodyna, tabletki przeciwbólowe”. To tylko jeden z przejmujących komunikatów, które można było przeczytać przez ostatnie miesiące na skrzynce w Warszawie. W stolicy zorganizowano pierwszy projekt “Domni-Bezdomni”. Łódź będzie następna.

Dlaczego? – Bo pomoc najbardziej potrzebującym kojarzy się albo z roszczeniowym podejściem i życiem z zasiłków, albo z niedostatkiem i nieskutecznością – mówi Jolanta Woźnicka, animatorka z Centrum Opus. – Skrzynka ma być rozwiązaniem nowatorskim: będą i pomoc, i zachęta do działania.

3
W skrzynce będzie miejsce na 12 skrytek. Na wieczku każdej z nich bezdomny będzie mógł umieścić krótki komunikat (taki, jak pan Zenek z Warszawy). – Kilka słów o sobie, najważniejsze potrzeby, a także – i na to bardzo liczymy – informację o tym, co chce dać od siebie – opowiada Maria Nowakowska, animatorka “Społecznie Zaangażowanych”. – Może zna się na ogrodnictwie, może mógłby pomagać w pracach porządkowych w domu. W ten sposób będziemy aktywizować obie strony.

2

Obie – czyli i Domnych, i Bezdomnych. Tych drugich – namawiać do aktywności, tych pierwszych – do traktowania bezdomnych jak zwykłych ludzi, którym gorzej się w życiu powiodło. – Na tym polegał projekt Eugenii Wasylczenko, studentki ASP, która stworzyła warszawskie skrzynki jako element swojej pracy dyplomowej – opowiada Nowakowska. – Sprawdził się. Rozwieję wątpliwości: nie, nie skłaniał do postawy roszczeniowej. Potrzebujący prosili o dres, podpaski, bandaż lub czekoladę. Nieliczni o tytoń. To były drobne rzeczy, a dla nich ważne nie tylko w aspekcie materialnym. Przede wszystkim te podarunki pokazywały, że ktoś chce pomóc, że dla kogoś są ważni. Za to darczyńcy wiedzą, że nie pomagają anonimowej osobie, tylko konkretnemu człowiekowi, który ma swoje imię i realne potrzeby.

W Warszawie dzięki skrzynkom kilka osób wyszło nawet z bezdomności, bo zdobyło zatrudnienie. Jest nawet romantyczna historia: dwójka bezdomnych spotkała się przy skrzynkach i zapałała do siebie uczuciem. To nie wszystko. Udało im się nie tylko znaleźć miłość, ale także pracę i mieszkanie. Warszawski projekt dawno wyszedł poza ramy pracy dyplomowej i żyje własnym życiem. Nie oczekujemy cudów. Ale wierzymy, że i u nas uda się komuś pomóc, dlatego zdecydowaliśmy, że warto takie skrzynki sprowadzić do Łodzi.

Więcej na: lodz.wyborcza.pl


Dodaj komentarz